poniedziałek, 5 lipca 2021

Nur fur szprycen

 

     Nur fur szprycen. Czy ktoś ma z tym jakieś skojarzenia? Oczywiście! Czasy II Wojny Światowej, czyli dawno temu. Niektórzy je pamiętają, a inni wiedzą z filmów, a może nawet z książek. W odniesieniu do tych czasów trwała ogólnoświatowa narracja, że… nigdy więcej. Tak było, ale myślę, że to już nieaktualne.

 

     W ludziach zawsze pozostaje sentyment do czasów dzieciństwa i dziecięcych zabaw. Któż się nie bawił w wojnę? Problem w tej zabawie był tylko taki, że nikt, dosłownie nikt w tej zabawie nie chciał być Niemcem, a ktoś przecież być musiał, aby zabawa miała sens, więc wtedy na podwórku pojawiała się segregacja, chociaż dzieci raczej nie zdawały sobie z tego sprawy. W końcu to tylko zabawa.

 

     Dzieci zwykle dorastają i wtedy chyba jeszcze bardziej lubią się bawić, zważywszy na to, że zabawy dorosłych nie mają dziecięcych ograniczeń i wszystko już wolno. Czasami całe lata skrywają swoją naturę Hitlera, aż pojawi się okazja do „zabawy”. A wtedy…

 

     Nie spieszmy się! Najpierw to wszyscy, gdzie tylko mogą powtarzają, że musimy być razem, że w jedności siła, że tylko zjednoczeni możemy zbudować lepszy świat, ale niech tylko pojawi się okazja… Wtedy nie ma takiej siły, która by sprawiła, że prawdziwa natura nie wyjdzie z człowieka i znika dziecięcy problem z wyznaczaniem tego kto ma być  Niemcem. Powiem więcej, że ludzie zaczynają ukrywać swoją polską naturę.

 

     Jednoczenie przez podział rozpoczął chyba znany Jerzy, nazywany przez niektórych błogosławionym, który na swój festiwal zaprosił tylko zaszczepionych. Tutaj jeszcze nikt nie podniósł zbyt wielkiego larum, bo od dawna duża część tych uczestników nie takie rzeczy sobie do organizmu wstrzykuję, więc skończy się udawanie. Oczywiście co rozsądniejsi od razu podpowiedzieli, że do puszek w styczniu powinni pieniążka wrzucać też tylko zaszczepieni, bo przecież na takiej małej monecie to spokojnie zmieszczą się ze trzy wirusy delta, dwa lambda i pewnie jeszcze jeden wredny, a nie rozpoznany patogen.

 

     O wiele dalej poszli samorządowcy z Glinojecka, którzy wpadli na pomysł opasek dla niezaszczepionych uczestników. Pomysł nie nowy i nawet, jakby dobrze poszukać to w niejednym muzeum takie opaski można jeszcze znaleźć i wykorzystać. Niech żyje postęp i demokracja. Nie wiem, czy nadeszła refleksja, czy może zaspany rozum się obudził, ale festyn odwołano. Jednakże, jak raz się pojawił, to  jestem pewny, że wróci obudowany nowomową i dobrym PR-em. Nie stać nas na rezygnację z takich perełek.

 

     Warto jeszcze wspomnieć, o pewnej telewizji, która to stara się być nienachalnie pro rządowa, jak również nienachalnie anty, a która to zorganizowała festiwal z wydzielonymi sektorami dla obu stron. Cóż! Każdemu wolno. Widzom przed telewizorami też wolno przełączyć na inny kanał, skoro na tym dają im do zrozumienia, że nie tak bardzo ich kochają. To jest prosty mechanizm – spada oglądalność, spada dochód z reklam, rośnie refleksja, co do przyczyny.

 

     O paszportach covidowych, to nawet nie chce się pisać. Miały przywrócić dawne życie, wolne podróże, jednym słowem stary dobry świat. Rzeczywistość codzienna jednak coraz bardziej zaprzecza temu, a dane w aplikacji covidowej pozostają.

 

     Powstaje klasyczne  pytanie: do czego to prowadzi? Część odpowiedzi zawiera historia drugiej wojny światowej. Wtedy też zaczynało się tak nieśmiało, a potem już poszło. Jest też drugie klasyczne pytanie: jak żyć? Kto pamięta PRL, ten wie, że wtedy też wiele rzeczy było niedostępnych dla wszystkich, poczynając od drobiazgów, a na paszportach kończąc. I ludzie to przetrwali. Nikt nie umarł od tego, że gdzieś nie mógł wejść bez legitymacji partyjnej, czy pojechać na wczasy.

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...