poniedziałek, 29 września 2025

Czy Polska może dostać kataru?

 

Trwa nieustanny festiwal przekonywania nas, że nie nasza wojna jest naszą wojną. Z kręgów rządowych coraz częściej płynie takie przeświadczenie. Wygląda na to, iż bardzo by chcieli, żeby tak naprawdę było. Czy to jest ich sposób na przetrwanie? A może śladem pana Dej, na nieograniczony czas u władzy.


Systematycznie słuchać te nadymane głosy, jakąż to my mamy siłę i jeszcze do tego za nami stoi NATO, więc możemy się na arenie międzynarodowej odszczekiwać, niczym ratlerek przed bulterierem. Jak to się kończy w prawdziwym życiu, to chyba nie trzeba podawać przykładu.

Prawdą jest, że kupujemy dużo uzbrojenia w porównaniu do innych krajów europejskich. Głównie są to zakupy w Stanach Zjednoczonych i w Korei Południowej. Załóżmy, że to co kupujemy, to jest adekwatny sprzęt na obecne czasy. Tylko, że sprzęt może wyjechać z koszar, może nawet założyć, że będziemy w sztabie mieć wybitnych strategów, tylko że do tego wszystkiego jest potrzebna amunicja. W teorii możemy sobie ją kupić, bo nasza produkcja, kiedyś podobno będzie. Może się jednak przecież tak zdarzyć, że kraj w którym robimy zakupy, też da sobie zezwolenie na prowadzenie wojny i dla kogo wtedy będzie produkował amunicję?


Warto tutaj zwrócić uwagę, na jeszcze jeden aspekt. Otóż! Dzisiejszy sprzęt jest naszpikowany elektroniką. Takie czasy, a tą elektronikę można zdalnie w każdej chwili wyłączyć i wtedy nawet zapasy amunicji nic nie pomogą. Nie jest to tylko teoretyczne rozważanie. Takiej właśnie sytuacji doświadczył niedawno Katar, kiedy najbardziej humanitarna armia świata postanowiła sobie go zbombardować. Było to właśnie możliwe dlatego, że armia amerykańska, która żadnej wojny nie prowadzi, wyłączyła katarskie wyrzutnie Himars. Niezły sprzęt za miliony, a bombki lecą do celu. Mam nadzieję, że chociaż tutaj nie jesteśmy frajerami i nasze Kraby, też mają taką możliwość, bo głupio by było, gdybyśmy kiedyś musieli się bronić przed naszym sprzętem, a to wcale nie jest takie niemożliwe.


Problem jest duży i nie jestem pewien, czy nasz minister obrony go dostrzega. Dla niego najważniejsza jest ulotka, którą stworzył. Ten fakt przedstawiał, jak by to było dzieło jego życia, gwarantujące nam całkowite bezpieczeństwo. Według ministra powinniśmy mieć spakowany plecak i czekać na sygnał modulowany. A gdy go już usłyszymy, to powinniśmy iść… w siną dal. Osobiście to ja bym się tak nie spieszył, bo w myśl obowiązującego prawa, w takiej sytuacji wojsko może przejąć nasze mieszkanie, dom i po odwołaniu alarmu już nie będzie po co wracać. Optymistyczne jest jednak to, że plecaków zabierać nie będą i powiedzmy sobie tak szczerze: kto chociaż raz w życiu nie myślał o tym, żeby pójść w siną dal? Nie jestem pewien, czy powinienem życzyć spełnienia marzeń?

poniedziałek, 22 września 2025

Dezinformacja, czy kłamstwo?

 

Nowomowa pojawia się wszędzie. Termin ten do obiegu wprowadził George Orwell w swojej powieści „Rok 1984”. W powieści język ten był stosowany przez władzę do manipulowania opinią publiczna, eliminując niewygodne dla niej słowa.


Może to właśnie z tego powodu ostatnio w przestrzeni publicznej do znudzenia wymieniane jest słowo dezinformacja. Czy dezinformacja to jest to samo, co kłamstwo? Na mój gust, tak! Jednakże, gdy powiemy, że ten pan, czy nawet rząd dezinformuje opinię publiczną, to w odbiorze społecznym wychodzi, że przekazana informacja jest może nie do końca pełna, niezbyt ścisła i nie ma co sobie nią zawracać głowy. Gdyby jednak powiedzieć, że ten pan, ten minister, albo nawet premier, kłamie, to jest już zupełnie inna bajka. Przecież większość ludzi ceni prawdę, szczerość, a kłamstwem się brzydzi. Co innego dezinformacja, ta obrzydzenia nie wywołuje.


Prawdą objawioną jest, że dezinformacją posługują się wyłącznie ruskie onuce i agenci Putina. Taki jest oficjalny przekaz. Rząd poprzedni, czy obecny, nigdy czegoś takiego nie robił i nie robi, dlatego trzeba mu wierzyć.


Większość przecież pamięta, jak władza, razem z totalną opozycją zapewniała, że produkt zwany szczepionką na C19 jest absolutnie bezpieczny, najlepiej w historii przebadany i w stu procentach skuteczny. Pamiętajmy, że opinie te były poparte, przez naukowe autorytety, dzięki czemu, najbardziej wierzący przyjmują chyba już szóstą dawkę, dwudawkowego preparatu. I nie ma co się dalej o tym fakcie rozpisywać (chociaż można by długo), bo nie o tym jest ten tekst. Faktem jest, że kto wyrażał wątpliwości, ten dezinformował społeczeństwo.


Trzeba wierzyć w przekaz głównego nurtu, także dzisiaj. To dzięki temu przekazowi wiemy, że w Rosji jest bieda, kończy im się wszystko i tylko czekać, jak nastąpi plajta. To z tego powodu produkują rozlatujące się styropianowe drony. Na szczęście dla nich, ich armia ma jeszcze pod dostatkiem szarej taśmy klejącej, dzięki czemu mogła posklejać te drony i wysłać nad Polskę, co mogliśmy oglądać, jako dowód naruszenia przez nich naszej przestrzeni powietrznej. To była akcja, żeby sprawdzić naszą zdolność do obrony. I tylko dziwi, jakim cudem oni tego nie wiedzieli, skoro my tu od dawna wiemy, jak to wygląda.


Bądźmy więc czujni i nie dajmy się pokonać dezinformacji, która wszędzie na nas czyha. Musimy wierzyć w oficjalne przekazy rządowe, bo przecież nasza władza nie może kłamać. No bo dlaczego miałaby to robić? Żeby nas straszyć? To przecież niemożliwe!

poniedziałek, 15 września 2025

Zły Baćka i dobry Radek

 

Kilka naszych ostatnich rządów wymyśliło sobie, że na Białorusi koniecznie musi być demokracja. Tak postanowili, więc póki tam rządzi Baćka, to nie zamierzają w żadnym wypadku prowadzić rozmów, a już robienie interesów, to byłoby prawdziwe świętokradztwo. Jak wiadomo demokracja, to taki świecki bożek i tylko określone oświecone elity mogą decydować kiedy ona jest, a kiedy jej nie ma.


Może więc warto przypomnieć, skąd się wziął Baćka u władzy. Otóż! To jest właśnie wynik rządów tych wszystkich białoruskich demokratów, którzy tak dzielnie rządzili krajem, że ludzie im podziękowali, a potem prosty chłop ograł tych wszystkich inteligentów. Oczywiście my tych demokratów cały czas u siebie hodujemy w jakieś odległej nadziei, że kiedyś przejmą władzę i wtedy będą nas bardzo kochać (płonne nadzieje). Mrzonki też są dla ludzi.


Baćka niby prymitywny chłop od ziemniaków, jak go u nas przedstawiają, jednakże miał świadomość, że jego istnienie to kierowanie się na zachód, bo inaczej wschód do niego sam przyjdzie. Potrzeba było niewiele, trochę pożyczek i wizyt na salonach i byłaby inna polityka. Polityka, która nas bezpośrednio dotyczy, ale u nas nigdy nie pojawił się żaden średnio bystry polityk, który by to dostrzegł. Łatwiej im było wybudować mur, niż prowadzić realną dyplomację.


To już w zasadzie historia, która ma swój dalszy ciąg, bo oto ostatnio znowu strona białoruska proponowała Polsce rozmowy i tutaj wyszedł nasz bystry minister Radek, który stwierdził, że pod żadnym pozorem nie będzie z nimi rozmawiał. To nic, że moglibyśmy w ten sposób zadbać o Polaków na Białorusi, to nic, że moglibyśmy mieć stamtąd tanią i ekologiczną energię. Nawet to, że Białoruś ostrzegła nas przed lecącymi dronami, czego przyjazna Ukraina nie zrobiła, zdania ministra nie zmieniło. Zostaliśmy też zaproszeni do obserwacji tych strasznych manewrów Zapad, ale zamiast skorzystać to zamknęliśmy granice.


W tym samym czasie amerykanie podjęli rozmowy, obserwują te właśnie manewry i robią prawdziwą politykę, bez obrazy i sentymentów. Jest jeszcze sprawa zwykłej logiki. Otóż! My wydajemy grube miliardy na pomoc Ukrainie, żeby nie przedłużać swojej granicy z Rosją o kolejne setki kilometrów. W tym samym czasie nie robiąc nic, przedłużamy granicę o 418 km wpychając Baćkę w ręce Putina. Fajnie by było gdyby Polski rząd prowadził polską politykę, może nawet kiedyś tak będzie, jak tylko wykruszą się dwa zakony, które większość energii zużywają na walkę z sobą nawzajem. Nic nie jest wieczne oprócz pióra!

środa, 10 września 2025

Kto się boi zakończenia wojny?

 

Takiego pytania nikt nie zadaje, a przecież odpowiedź na to pytanie, mogłaby zdefiniować fakt, dlaczego ta wojna wciąż trwa. A więc, kto boi się zakończenia wojny?


Ciężko ustalić gradację, chociaż wydaje się, że najbardziej boi się pan Dej. Koniec wojny, dla niego, to jego koniec. Nawet, gdy uda mu się przeżyć, a przecież „przyjaciół” w swoim narodzie ma coraz więcej, to skończą się dla niego wizyty na salonach, skończy się kasa, a co najgorsze dla niego, to zaczną się pytania... o kasę właśnie.


Między innymi z tych powodów, pan Dej może się cieszyć z latających dronów nad Polską. Myślę, że to jest miód na jego uszy. Nasza „odważna” klasa rządząca, już zaczyna mówić o tym, że powinniśmy wszystko co leci, zestrzeliwać już na terytorium Ukrainy (chociaż na swoim nie bardzo nam idzie). A przecież to jest pomysł pana Dej sprzed chyba dwóch lat. Tylko wtedy wszyscy doszli do wniosku, że takie działanie jest jawnym przystąpieniem do wojny, a teraz już nie jest. Jakim cudem nastąpiła taka zmiana?


Myślę, że wszyscy już to zauważyli, że co by nie przyleciało na teren Polski, to bez sprawdzania, co to za obiekt, od razu jest jeden komunikat ze wszystkich ważnych stron - to Rosjanie. Nawet nie zakiełkuje w tych głowach, chociażby nutka wątpliwości. Nie przeszkadza nikomu fakt, że drony te, które przyleciały, czyli Gerbera, mają zasięg, jak się szacuje od 300 do 600 kilometrów. Czyli, żeby one mogły dolecieć z Rosji nad Polskę przez Ukrainę, musiałby brakujące 1000 kilometrów pokonać lotem ślizgowym. Kto w to uwierzy? Niestety sporo ludzi i nawet nie trzeba określać jakich. Dzięki temu można było bez napięć, ponownie uchwalić ustawę o pomocy Ukrainie, bo przecież oni nas… i tak dalej. Jak zawsze przypadek!


Zakończenia tej wojny boi się również wierchuszka w Brukseli, bo w jaki inny sposób mogliby zarządzać ludźmi i kasą. Społeczeństwa muszą się bać, bo wtedy nie zadają pytań, są karni i posłuszni. Gdyby nie wojna, to trzeba by znowu rozkręcić jakąś pandemię, a nie ma gwarancji, że tym razem ludzi opanowałby taki sam strach. Z tego powodu wojna jest znacznie lepsza. Można stworzyć fundusz obronny, który będzie kredytem, spłacanym przez dziesiątki lat, przez tych którzy do niego przystąpią. I rzecz ciekawa, ramy tego funduszu stworzyli Niemcy, którzy przezornie do niego nie przystąpili, a będą jego głównym beneficjentem. Kolejny przypadek. A zgadnijcie, kto otrzyma, zdecydowanie najwięcej tego kredytu do spłacenia? Oczywiście najbogatsze państwo świata, którego jesteście obywatelami. Trzeba szybko oblać ten sukces, póki jeszcze nas na to stać.


Cóż! Według medialnej i rządowej narracji powinienem bardzo bać się Rosji. Nie powiem, że według historii, a także teraźniejszości, jest to uzasadnione. Tylko, że ja wciąż bardziej obawiam się Ukraińców, którzy udowodnili już, że nie mają żadnych skrupułów, żeby oszukać, okraść, czy zabić, nawet tych, którzy podają im pomocną dłoń. W dodatku Rosjanie są wciąż daleko, a Ukraińcy tuż obok.

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...