środa, 24 lutego 2021

Forpoczta postępu ważniejsza niż wszystko

 

     Stary piastowski gród ma wielowiekową historię. Są tu ślady czeskie i niemieckie. A także oczywiście polskie i to nie tylko te powojenne. Miasto przez   lata różnie się promowało, bo było i miastem młodości, i miastem zieleni, co w tamtych czasach zgadzało się z rzeczywistością. Teraz jednak najważniejszy jest postęp. Nie wiem, czy dobrze się on sprzedaje, ale tak jest.

 

     Jakimże strasznym zaściankiem byśmy byli, gdyby miejscy radni nie zdecydowali, aby jedno z rond nazwać Rondem Praw Kobiet. Nie do końca jestem pewien, czy nazwanie spłachetka ziemi, dowartościowuje kobiety, czy też jest wręcz przeciwnie. Tak, czy siak na słupku zawiśnie tabliczka, powieje nowoczesnym światem (naprawdę powieje, bo w tym miejscu pi…., jak w kieleckim nawet w bezwietrzne dni). Kto ma szczęśliwym z tego faktu być, to będzie. Naprawdę to nie mam pojęcia, czym są prawa kobiet i czy są one inne niż mężczyzn, bo przepisy stanowi się jednolite dla wszystkich płci. No ale jeśli jest rondo, to i przepisy się pojawią, bo inaczej byłoby to bez sensu.

 

     Świat się zmienia i może obecne lata są początkiem matriarchatu? W tą właśnie teorię   wpisuje się niedawno utworzony Skwer Wrocławianek, bo skweru Wrocławian nie ma i jak się domyślam nie będzie. To taki powiew obecnych czasów, bo do tej pory słowo wrocławianie oznaczała małych i dużych, kobiety, i mężczyzn, słowem każdego kto żył i mieszkał nad Odrą. Jakże wobec powyższego odczytywać dzisiaj tekst piosenki Andrzeja Waligórskiego pod tytułem „My wrocławianie”?

„My wrocławianie, my wrocławianie

Jak by nie było, jest nas wielu niesłychanie

Jest nas już ponad pół miliona

A za niezbyt długi czas

Zdziwiona ludzkość się przekona

Że już milion nas.

 

Pan pyta: Skąd wy? Co za pytanie!

My wrocławianie, drogi panie, wrocławianie

Przystojni chłopcy, piękne panie

Mamy fason, styl i gest

My wrocławianie - tak jest!”

 

 

     Czy wypada ją dzisiaj śpiewać? A może już powinna być zakazana?

środa, 17 lutego 2021

Narodziny covidian

 

      On miał już swoje lata. Miał także, swoje mieszkanie, swoją pracę i wiele jeszcze innych swoich rzeczy. Nie wszystkie równie cenił, ale miał. I o to chodziło. Czy mu czegoś brakowało? W zasadzie nie, chociaż… Tak. Powinna tu być ona. Ta, którą już bardzo dobrze znał w swoich marzeniach i widział w wyobraźni. Szukał jej już wiele lat. Owszem pojawiały się jakieś, ale to nie było to na co czekał. Albo próbowały za bardzo wejść w jego życie, albo wręcz przeciwnie, były od życia całkowicie oderwane. Zjawiały się też zwyczajne idiotki, które obserwował z bardzo dużym zaciekawieniem, że ktoś taki istnieje, jednak nie był w stanie wyobrazić sobie życia z kimś takim, pod jednym dachem.

 

     Ona była młoda, może bardzo młoda. Drobna, krucha i cicha. Taka szara myszka, która chociaż widzi wszystko, to sama jest niewidoczna, jakby nie istniała.   Czy chciała, żeby świat ją dostrzegł? Nie. Ona chciała tylko, żeby ten jedyny ją zauważył. Widywała go wielokrotnie w swoich marzeniach, lecz marzenia to jednak nie to samo, co życie. Może gdyby nie była, aż tak bardzo nieśmiała, to byłoby jej łatwiej. Co jej pozostawało? Marzenia, modlitwa i czekanie. Nawet już nabierała wprawy w tym czekaniu, kiedy nadszedł ten dzień.

 

     Wsiadła do tradycyjnie zatłoczonego tramwaju (limity pasażerów zachowywały tylko te z napisem nauka jazdy) i od razu dostrzegła te oczy,   poznane w marzeniach, a które teraz patrzyły na nią. Tylko je widziała, bo twarz zakrywała oczywiście maseczka. Syciła się tym widokiem, a w duszy myślała, gdyby tak na chwilę puściła mnie ta nieodłączna nieśmiałość.

 

     To było jak flesz. Razi oczy i maskuje otoczenie. Te oczy! Zdziwił się, że naprawdę istnieją i że są tuż obok. Cieszył się, że dopóki jedzie w tym zatłoczonym tramwaju, będą cały czas na wyciągnięcie ręki, bo nie ma najmniejszych szans, aby się ktokolwiek przemieścił. Cudowna podróż, której dzisiaj wcale nie oczekiwał. To był ten moment. Wiedział, że jeżeli czegoś teraz nie zrobi, to straci okazję na zawsze. Nie ważne już było gdzie i po co jedzie. Postanowił jechać tak długo, aż ona nie wysiądzie.

 

     Wysiedli więc razem. Chyba zaczęli się do siebie nieśmiało uśmiechać, chociaż pewności nie było, bo maski. Wtedy się do niej odezwał, proponując odprowadzenie, jak się okazało, do pracy. Szli patrząc na siebie, wypowiadając  nieśmiałe zdania. Nieoczekiwanie świat stał się znowu wspaniały. Chciało się tak bardzo żyć!

 

     Od tej chwili byli nierozłączni. Wszędzie chodzili razem. Oczywiście słowo wszędzie to trochę na wyrost, bo decydenci bardzo dbali, żeby tych miejsc było niewiele. Im to jednak nie przeszkadzało. Mieli tak bardzo dużo wspólnych tematów do przegadania, że cisza to było coś bardzo nierzeczywistego. Trzymali się za ręce (oczywiście każde z nich miało swój płyn dezynfekujący) i patrzyli w swoje oczy, bo tylko one były widoczne. Wiadomo pandemia. Czy byli ciekawi swoich twarzy? Być może, ale wiadomo bezpieczeństwo, obowiązek, odpowiedzialność, a oni przecież byli idealni i akuratni. Byli jednak młodzi i coraz częściej przebijała się ta myśl, aby zgrzeszyć. Odwaga to jedno, ale są też okoliczności. Te pojawiły się dość niespodziewanie. Nie do końca legalnie można było wypić kawę przy stoliku.

 

     Skusili się. Wielki moment, jak w teatrze. Spadają maski i … No właśnie! Poczuli się nadzy, bezbronni i nieśmiali. Żadne słowo nie chciało dokonać aktu artykulacji. Cisza i niezręczność. Katastrofa wisiała w powietrzu. I wtedy, jak na komendę schowali się za swoimi maskami. Na szczęście czar powrócił, słowa płynęły, jak natchnione. Znowu ich życie stało się normalne.

czwartek, 4 lutego 2021

Amerykańskie życie

 

     Amerykańskie życie może być ciekawsze niż słynny amerykański sen. Myślę, że nawet nikt nigdy nie miał takich marzeń, a już na pewno środowiska, które z tego będą korzystać. Otóż! Nowy prezydent, któremu (jeszcze przed objęciem urzędu)  zdarzyło się zgubić w drodze z fotela na sali, do mównicy, złożył podpis pod dokumentem o zwalczaniu dyskryminacji na tle identyfikacji płciowej. Tego właśnie Amerykanom brakowało. To jest to słynne brakujące ogniwo. Jeden podpis, a życie stało się piękne.

 

     Słynne polskie zapytanie: Jak żyć? Ma za oceanem prostą odpowiedź. Jak chcesz i jak ci fantazja podpowiada. To jeden podpis, a dotyczy wielu aspektów życia - od sportu, po edukację. Ja sobie pozwolę skupić   tylko na jednym z nich.

 

     Weźmy taką nową amerykańską tradycję robienia zakupów za darmo. Jest to na tyle nowa tradycja, że jeszcze nie posiada handlowej nazwy, którą można by krzewić w Europie, tak jak na przykład „Black Friday”. Otóż! Może się zdarzyć, że jakiś sprzedawca postanowi (są uparte jednostki, które za nic nie chcą iść z duchem postępu) bronić własnego sklepu przed tłumem takich klientów i jakimś cudem doprowadzi go przed oblicze sędziego. Przy zbiegu przykrych zdarzeń, sędzia może być już stary i w ogóle niepostępowy. Przykra sprawa, bo miały być zakupy, a jest odsiadka. Dramat! Nie jest łatwo przeżyć w tłumie facetów zamkniętych na małej przestrzeni.

 

     I tu zjawia się prezydent z kołem ratunkowy, a któż by z niego nie skorzystał? Wystarczy wtedy w czasie ogłaszania wyroku poczuć w sobie, tą od dawna skrywaną   kobiecą naturę. Każdy normalny człowiek wie, że nie można zamykać kobiety razem z mężczyznami i nie trzeba nikomu wyjaśniać dlaczego. Nazwijmy to sobie humanitaryzmem. Siedzi sobie więc mężczyzna czujący w sobie kobietę, z kobietami, które nigdy  nie poczuły się mężczyzną (chyba, że dyrektor więzienia będzie złośliwy), siedzi i czeka. Skazani, zamknięci w jednej celi, a przecież fizjologii nie pozbawiono wolności, więc siedzi, nic nie robi i czeka. Można robić zakłady, kiedy się doczeka? Ale czy się doczeka, to ja bym nie obstawiał.

 

     Do tej pory nasi skazańcy z zazdrością patrzyli na więzienia skandynawskie, ale myślę, że wkrótce się to zmieni. Czy jest dla nich taka nadzieja? Myślę, że tak. Skoro mamy polityka, który płacze nad konstytucją, to czy nie zapłacze nad ich ciężkim losem? Aby do wyborów!

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...