Stary piastowski gród ma wielowiekową
historię. Są tu ślady czeskie i niemieckie. A także oczywiście polskie i to nie
tylko te powojenne. Miasto przez lata różnie się promowało, bo było i miastem
młodości, i miastem zieleni, co w tamtych czasach zgadzało się z rzeczywistością.
Teraz jednak najważniejszy jest postęp. Nie wiem, czy dobrze się on sprzedaje,
ale tak jest.
Jakimże strasznym zaściankiem byśmy byli,
gdyby miejscy radni nie zdecydowali, aby jedno z rond nazwać Rondem Praw
Kobiet. Nie do końca jestem pewien, czy nazwanie spłachetka ziemi,
dowartościowuje kobiety, czy też jest wręcz przeciwnie. Tak, czy siak na słupku
zawiśnie tabliczka, powieje nowoczesnym światem (naprawdę powieje, bo w tym
miejscu pi…., jak w kieleckim nawet w bezwietrzne dni). Kto ma szczęśliwym z
tego faktu być, to będzie. Naprawdę to nie mam pojęcia, czym są prawa kobiet i
czy są one inne niż mężczyzn, bo przepisy stanowi się jednolite dla wszystkich
płci. No ale jeśli jest rondo, to i przepisy się pojawią, bo inaczej byłoby to
bez sensu.
Świat się zmienia i może obecne lata są
początkiem matriarchatu? W tą właśnie teorię
wpisuje się niedawno utworzony Skwer
Wrocławianek, bo skweru Wrocławian nie ma i jak się domyślam nie będzie. To taki
powiew obecnych czasów, bo do tej pory słowo wrocławianie oznaczała małych i
dużych, kobiety, i mężczyzn, słowem każdego kto żył i mieszkał nad Odrą. Jakże
wobec powyższego odczytywać dzisiaj tekst piosenki Andrzeja Waligórskiego pod
tytułem „My wrocławianie”?
„My wrocławianie, my wrocławianie
Jak by nie było, jest nas wielu niesłychanie
Jest nas już ponad pół miliona
A za niezbyt długi czas
Zdziwiona ludzkość się przekona
Że już milion nas.
Pan pyta: Skąd wy? Co za pytanie!
My wrocławianie, drogi panie, wrocławianie
Przystojni chłopcy, piękne panie
Mamy fason, styl i gest
My wrocławianie - tak jest!”
Czy wypada ją dzisiaj śpiewać? A
może już powinna być zakazana?