poniedziałek, 23 lutego 2026

Ukraina na wieki wieków

 

Radość była, aczkolwiek krótka. Dokładnie parę miesięcy temu prezydent patrząc nam w oczy powiedział, że nie podpisze następnej ustawy przedłużającej przywileje Ukraińcom. Wygląda na to, że powiedział prawdę, bo tym razem podpisał ustawę, która nie przedłużyła tych przywilejów, tylko przyznała je na wieki wieków. Nie skorzystał przy tym z okazji, żeby powiedzieć nam to prosto w oczy. Zrobił to po cichu. Może dlatego, że nie bardzo wiedział, jak zakończyć tę wypowiedź: Po pierwsze… Kto?


To nie są dla nas dobre wiadomości, bo jak powiedział George Santayana „Kto nie pamięta (lub nie uczy się) historii, skazany jest na jej ponowne przeżycie”. My już żyliśmy w jednym kraju z Ukraińcami. Były wspólne zabawy, wesela, niedzielne obiady, a potem ci sami ludzie przychodzili nocą z widłami i siekierami. Jakby tego było mało, to w mieszanych małżeństwach współmałżonek mordował swoją polską żonę. Czy to w ogóle można sobie wyobrazić? Czegoś takiego nigdy nie było i nie ma na świecie. A przecież kiedyś skończy się ta wojna i przyjadą zdemobilizowani heroje do swoich roszczeniowych panienek, którym się krzywda w Polsce dzieje i oni będą te krzywdy naprawiać. Już nawet Komendant Główny Policji przed tym ostrzega.


W tym wszystkim dobre jest to, że coraz więcej Polaków to rozumie, chociaż mają jeszcze zaniki pamięci w czasie wyborów. Jest jednak nadzieja, że każdy kolejny miesiąc i kolejny otrzymany rachunek spowodują oczekiwane ozdrowienie. Na to bardzo liczę, bo jeśli tak się nie stanie, to przyjdzie nam się oswoić z myślą, że w tym kraju znikąd nie ma już ratunku.


Zostanie nam wtedy tylko ostatnia nadzieja, że nic złego nie przytrafi się dwóm znanym, nomen omen socjalistom (jakże oni się różnią od naszego towarzysza Czarzastego), Fico i Orbanowi. Co prawda nie ochronią nas przed wszystkim, ale chociaż dzięki nim uratujemy kilkadziesiąt miliardów złotych, które szaleńcy z Brukseli chcą wydać na przedłużanie wojny.

środa, 18 lutego 2026

Posypcie głowy popiołem

 

Posypanie głowy popiołem jest pewnym symbolem. Symbolem tego, że nie jesteśmy panami świata, że mamy swoje ludzkie słabości, a co za tym idzie, każdy ma powód, aby wykonać taki gest pokutny. Jednocześnie jest to znakomita okazja do tego, żeby wziąć głęboki oddech i w milczeniu pomyśleć, czy nie tracimy czasu na rzeczy, które w życiu nie mają żadnego znaczenia. O ciało dbamy przecież codziennie, a tu trafia się rzadka, ale znakomita okazja, aby oczyścić również swój umysł.


Tak niewiele trzeba, a ludziom byłoby lżej. Gdyby na przykład nasz noblista z Matką Boską w klapie i wielu mu podobnych posypało głowę popiołem i w ramach pokuty wyznało wreszcie to, co wszyscy dobrze wiedzą, świat by się przecież nie zawalił, a wręcz przeciwnie stałby się bardziej normalny i rzeczywisty.


Potem naczelnik prezes ze swoją kompanią wyznałby wreszcie grzechy swoich rządów i może nawet powiedziałby przepraszam. Przepraszam za upokorzenia, za dramaty tysięcy Polaków w czasie rzekomej pandemii i służalczość wobec obcego narodu. Taki mały gest, a pomógłby i jemu, i nam.


Gdyby to się wydarzyło, to i premier by nie wytrzymał. Wierzę, że natychmiast opublikowałby filmik w mediach społecznościowych, jak z pochyloną głową podchodzi do ołtarza po szczyptę popiołu. Następnie stanąłby przed kamerą i ogłosił, że od dzisiaj to już tylko prawdę będzie mówił i że teraz on i jego rząd coś w końcu zrobi, aby Polacy mogliby być dumni z tego, że mają prawdziwego przywódcę.


Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz” - mówi święta księga. Prosta prawda, a coraz mniej ludzi o niej pamięta. Wiem, że to się zmieni, chociaż nie wiem kiedy, bo jakbyśmy bardzo byli zadufani w sobie, to w końcu do każdego dotrze, że „marność nad marnościami i wszystko marność”.

wtorek, 10 lutego 2026

Zima to jest pieniądz na wojnie

 

Jest zima i każdy chce mieć ciepło, więc jeżeli w głównym mainstreamie codziennie widzimy i słyszymy o nalotach na ukraińskie elektrownie i elektrociepłownie (budynków mieszkalnych nie liczę, bo te są zawsze w obowiązkowym pakiecie), to nie dziwi, że wciąż jeszcze u wielu Polaków otwierają się portfele i oddają swoją kasę w nadziei, że robią coś dobrego. Chociaż, to są ich pieniądze, więc w zasadzie nic mi do tego.


Ważniejsze jest to co wbrew naszej woli idzie z pieniędzy podatników, chociażby na nie naszą wojnę. A na tej wojnie, jakby to dziwnie nie wyglądało, to zdarzył się jeden dzień bez nalotów i właśnie wtedy Donald Tusk razem z ministrem finansów wybrali się do Kijowa. Tutaj jestem pod dużym wrażeniem naszych służb, które wiedziały, że akurat wtedy będzie spokój. Powróćmy jednak do meritum, bo nieprzypadkowo zabrany został minister finansów. Otóż! Polska dostała kredyt z programu SAFE, z którego miała być finansowana Polaka Armia. Jak się o tym dowiedział pan Dej, to aż mu się oczy zaświeciły i od razu wpadł na genialny pomysł. On już nie chce naszych starych MIG-ów, a za te pieniądze my kupimy u Niemców i Francuzów nowy sprzęt dla niego. To jest prawdziwy majstersztyk. Zarabia pan Dej, zarabiają Niemcy i Francuzi, a płacą, bez wyjątku, wszyscy Polacy, nawet ci, którzy się jeszcze nie urodzili. To jest niestety prawdziwie polska polityka. I powiedzcie mi teraz, jak my mogliśmy w takie gówno wpaść?


Przy tych pewnie straconych już miliardach, to w zasadzie nie powinniśmy już liczyć tych milionów, które nasze ministerstwa wydały na generatory prądu dla Kijowa. To są drobiazgi wydane po to, aby ogrzać i rozświetlić „bratnią” stolicę. I tylko jako ciekawostkę można przytoczyć fakt, że w tym samym czasie mniej cywili zginęło na wojnie, niż zamarzło w Polsce, ale kto by się przejmował, jakimiś Polakami. A pamiętacie jeszcze? „Po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy” mówił prezydent. Jednakże tu zachował ciszę.


Tekst jest w sumie smutny, a nie chciałbym czytających zostawiać w takim nastroju, więc na koniec coś optymistycznego. Otóż! Jak donoszą internauci, pan Dej pozwolił nam sobie trochę zostawić pieniędzy z tego kredytu, który będziemy spłacać. No ludzki człowiek. Wzruszyłem się!

wtorek, 3 lutego 2026

Mieć lekarstwo na ten syf

 

Ludzie chcą żyć, więc wciąż poszukują lekarstwa na raka, co jest oczywiste, bo posiadanie zdrowia, daje prawdziwe szczęście. Cieszy więc każdy, choćby najmniejszy sukces w tej dziedzinie. Jest jednak rak, który toczy ten świat, a lekarstwa nie widać i chyba tak do końca nikt nie poszukuje.


W sumie to człowiek wiedział, że ten cały wielki świat, to piękny jest tylko na pokaz, a w środku pełno różnych brudów, ale że jest to tak wielki syf, to naprawdę ciężko było sobie wyobrazić. Systematycznie są wyświetlane dokumenty z tak zwanej Listy Epsteina. Na słynnej już wyspie tegoż, bawiła się cała światowa śmietanka. Politycy, arystokraci i różnego rodzaju gwiazdy i celebryci. Co ciekawe, wszystkie te kariery nabierały rozpędu, właśnie po wizycie na tej wyspie. Ciężko się czyta do jakich odrażających czynów tam dochodziło, a trzeba nadmienić, że najgorsze rzeczy zostały dla zdrowia psychicznego odbiorców utajnione.


I gdyby ten świat miał chociaż pozory normalności, to sądy już by wydawały wyroki, a więzienia zaroiły by się od gwiazd wszelkiego formatu. Jednakże znając życie, to szanse na to są niewielkie. Z kolei społeczeństwa, gdyby nie były wyprane z moralności, uczciwości i rozsądku, poprzez chociażby zwyczajny i zapomniany (niestety) ostracyzm, mogłyby same oczyścić się z ludzkich szumowin. No i gdyby demokracja naprawdę miała sens, to jednym ruchem zmiotłaby wszystkich zamieszanych polityków. To takie proste, a raczej niewykonalne.


Myślę, że nie tylko ja zastanawiałem się nad tym, ile czasu zajmie naszym rządzącym powiązanie tej amerykańskiej afery z Putinem? No i nie jestem zaskoczony. Oni już to zrobili. Naprawdę trzeba mieć bardzo nienachalną inteligencję, żeby w to uwierzyć. Przecież gdyby Putin miał dostęp do tych informacji, to czy by z nich nie skorzystał? Czy wtedy zachód zwróciłby uwagę na wojnę na Ukrainie? Czy w ogóle ona by wybuchła? Powiem więcej, wtedy nawet by nie było tego całego Majdanu, który był wstępem do obecnych wydarzeń za naszą wschodnią granicą.


Niestety, ale nasze elity wciąż są zapatrzone na salony europejskie i niezależnie, jaki się syf stamtąd wyłania, uparcie nas tam ciągną i są gotowe zrobić wszystko, aby tylko znaleźć się w tym gronie. Czy istnieje więc sposób, albo lekarstwo, abyśmy mogli tego uniknąć?


Wydaje się, że w tej chwili jest taka osoba, która może nas ochronić przed zachodnią zgnilizną. Jest nią Grzegorz Braun i oni o tym dobrze wiedzą. Dlatego od paru tygodni trwa nagonka na niego i jego sympatyków. Za punkt honoru każdy dziennikarz i polityk stawia sobie za cel straszenie Braunem, przy każdej okazji. Doszło już do tego, że nawet stara Konfederacja dołączyła do tego chóru, w wypowiedzi Wicemarszałka Bosaka, który stwierdził, że „ Jeśli chce się zbudować formację, która ma reprezentować zdrową część polskiego narodu i dobrze rządzić Polską, to trzeba zrezygnować z flirtowania ze środowiskami wariackimi, agenturalnymi, czy politycznej ekstremy”.


Zakładając, że Marszałek ma rację, to warto zwrócić uwagę na fakt, że my już od trzydziestu lat wybieramy tych właściwych mądrych, którzy systematycznie zmieniają nasz kraj nad Wisłą w miejsce coraz mniej nadające się do życia. Może czas spróbować właśnie z tymi wariatami, co to nie wiedzą, że nim coś zrobią, to muszą mieć pozwolenie z różnych stolic, którzy porzucą szaleństwo drogiego i głupiego postępu.


Jak każda zmiana, także i ta niesie ze sobą ryzyko, że się nie uda, ale czy istnieje potencjalnie inne lekarstwo, na zdrowy i normalny świat? Cóż! Gdyby się jednak nie udało, to pozostaje tylko znaleźć jakieś miejsce, gdzie asfalt nie dochodzi i przeczekać, aż to wszystko pier…, bo w tym kierunku podążamy.

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...