Przychodnia zdrowia, jak nazwa wskazuje jest dla ludzi zdrowych, a paradoks polega na tym, że pieniądze otrzymuje za chorych. To jest bardzo fajne miejsce do pracy, w której zawsze przeszkadzali wałęsający się pacjenci, którzy ciągle czegoś chcieli. Jednakże dzięki trwającej pandemii udało się ten kiepski element wyeliminować. Pomógł w tym (nomen omen) Minister Zdrowia i nowoczesna technika. Cudowne teleporady to nasz polski wynalazek, którego oczywiście zazdrości nam cały świat.
Ten właśnie wspaniały świat trwał, praca stała się lekka, łatwa i przyjemna i zdawało się, że nic nie jest w stanie tej sielanki zburzyć. Niestety! Wredni pacjenci, którzy co dziwne, zorientowali się, że kontakt z przychodnią w sprawie przeziębienia, bólu głowy, czy brzucha nie ma większego sensu – zaczęli się leczyć sami. No i nastąpiła konsternacja – nie ma pacjentów, to i nie ma kasy z NFZ-u. Chciałoby się napisać słynne „szok i niedowierzanie”. Niektórzy w desperacji podobno rozważali możliwość otwarcia przychodni dla chorych pacjentów.
I tutaj znowu z kołem ratunkowym pojawia się minister. Szczepionki. To całkiem dobry interes. Robota czysta, nieskomplikowana i płatna sześćdziesiąt złotych od sztuki. Wystarczyło tylko szybkie badanie stwierdzające, że człowiek wykazuje czynności życiowe i wysłanie faktury. Znowu świat stał się piękny. Aczkolwiek, jak każda moda, ta też przeminęła. Drzwi zamknięte. Na drzwiach karteczka, że dzisiaj jest dzień szczepienia, a w środku nikogo. Nie ma fakturki, gotówka nie wpływa.
Wystarczy jednak trochę ruszyć głową, aby można było dalej dobrze żyć. Przecież każda przychodnia ma wielu pacjentów z nadciśnieniem, cukrzycą i innymi schorzeniami przewlekłymi. Ci pacjenci systematycznie zgłaszają się po wypisanie recepty. I tutaj jest właśnie business do zrobienia. Zamiast zwyczajnie wypisać receptę, należy zobligować pacjentów do podanie swoich pomiarów ciśnienia, poziomu cukru itd. Następnie wypisujemy receptę, jak zawsze, a za kilka dni „robimy” wizytę, o której ten pacjent nic nie wie, w czasie której analizujemy podane przez niego zapisy i zamiast jednej fakturki, mamy dwie.
Co w tej sytuacji podatnik, czyli płacący składki ma zrobić? Oczywiście dalej płacić składki, gdyż te są obowiązkowe ale też bardzo głośno domagać się od rządzących konkurencji dla NFZ-u. W każdym innym przypadku będziemy mieli nowy ład w wysokości płaconych składek ze starymi metodami traktowania pacjenta.