Od wielu, wielu lat media, policja oraz ksiądz ostrzegają starszych ludzi przed oszustami, którzy wyłudzają od nich pieniądze pod różnym pozorem, a to wnuczek w palącej potrzebie nagle się ujawni, troskliwy policjant, czy też pracownik banku. Im wszystkim bez problemu emeryci wierzą w każde słowo i są w stanie oddać ostatnie nawet pieniądze. Budzi to powszechne zdziwienie, że wciąż te sposoby działają. Jednakże w przypadku starszych ludzi, można próbować to usprawiedliwić demencją, wiarą w ludzką uczciwość, czy też zwyczajnie samotnością.
Czym natomiast można usprawiedliwiać znacznie młodszych, wykształconych i zajmujących ważne stanowiska w państwie ludzi, ufających gościowi, wokół którego, wszyscy jego zaufani współpracownicy okazali się oszustami na bardzo grube pieniądze? Czy mamy wierzyć, że oto zjawił się jedyny sprawiedliwy, więc spokojnie możemy mu dać kolejną kasę? Czy w ogóle jest możliwy taki rachunek prawdopodobieństwa?
Warto przy tym zwrócić uwagę, że pieniądze, które w naszym imieniu są oddawane, nigdy nie są przeznaczane na konkretny cel, a w związku z tym nikt nie kontroluje, co naprawdę się z nimi stało. Pan Dej mówi dej i mu dają, bez żadnych pytań. A dla wszystkich, którzy próbują zadawać jakiekolwiek pytania, jest tylko jedna odpowiedź – Putin. Dzieje się to wszystko na podstawie takiej współczesnej bajki, że ten pan daje te pieniądze ludziom, którzy za nas walczą na froncie, chociaż powiem szczerze, że nie znam nikogo, kogo jakiś Serhii by pytał, czy może za niego powalczyć. A morał w tej bajce jest taki, że gdyby oni nie walczyli, to Putin już by do nas przyszedł. Tylko ja wciąż nie jestem w stanie zrozumieć, dlaczego ten Putin uparł się, żeby koniecznie iść przez Ukrainę, skoro przez Białoruś ma znacznie bliżej i nikt tam zasieków by mu nie stawiał? No i po co ma tu przyjść?
Trochę światła na to z jaką łatwością są oddawane nasze pieniądze może rzucać zachowanie wybrańców narodu w polskim sejmie, podczas wizyty tamże pana Dej. Ta uniżoność, a wręcz służalczość, aż biła po oczach. Szczególnie kobiety z uśmiechniętej koalicji, jakby mogły to by go po nogach całowały. Podobno one widziały prawdziwego bohatera. I te bezmyślne okrzyki „slava…”. Naprawdę po trzech latach, to powinno się już mieć świadomość, w jakiej sytuacji Polacy ten okrzyk słyszeli. Często to były ostatnie słowa słyszane w ich życiu.
Do tego wszystkiego obściskujący się towarzysz marszałek Czarzasty z panem Dej, niczym Breżniew w czasach minionych. Tak, to ten sam człowiek, który uważa, że Związek Radziecki nas wyzwolił w 1945 roku. Przy takim myśleniu, to oddałby każde pieniądze, żeby przypadkiem Rosja nie wyzwoliła Ukrainy.