poniedziałek, 28 lipca 2025

Licencja na biletera

 

Jesteśmy w czasie, kiedy wiele osób planuje swoją przyszłość, składając papiery na uczelnię. Nie jest to łatwa sprawa, bo trzeba wybrać kierunek, który będzie dawał profity, po jej skończeniu. Chociaż najłatwiej byłoby wybrać ten dział nauki, dzięki któremu będziemy mogli robić to co lubimy, ale nie oszukujmy się, łatwiej trafić szóstkę w totka, niż pracę naszego życia. Większości to się nie uda, dlatego w tym momencie należy wykazać się rozsądkiem i skierować swoje kroki na kierunek, który chociaż uchroni nas przed całkowitym zmarnowaniem tych kilku lat życia.


Ponieważ nasze władze już od wielu, wielu lat, postawiły na ilość, a nie na jakość kształcenia, to ogromna rzesza młodych ludzi zdobędzie dyplomy, które umożliwią im pracę w przysłowiowym Mc Dnaldzie, czy innej Żabce i wielu nawet za to zapłaci własnymi pieniędzmi. Przykre, chociaż prawdziwe.


Możemy się jednak pocieszyć tym, że nie tylko my tak mamy. Trend w Europie jest taki, aby wszystko co było i jest sensowne, przegonić stąd i to się udaje. Kolorowe łady nie pozostawiają złudzeń. Tylko wariat z wielkimi pieniędzmi może inwestować w produkcję na naszym kontynencie. Tylko, że takich wariatów nie ma. Doszło nawet do tego, że rolnicy hiszpańscy, postanowili swoje gospodarstwa przenieść do Ameryki Południowej i tam produkując, będą karmić - już legalnymi pestycydami - Europę.


Tym to właśnie sposobem powstanie największy skansen na świecie. I tu właśnie pojawia się „nowy”, bardzo przyszłościowy i myślę, że również dochodowy zawód, czyli bileter. Kto pierwszy zdobędzie licencję biletera europejskiego, będzie naprawdę wygrany. Oprócz licencji zwykłego biletera, będzie też licencja premium, uprawniająca do produkcji biletów. Taki wyższy level, po stażu zwykłego biletera.


Warto już dziś zastanowić się, które uczelnie otworzą kierunek licencjata biletowego. Logicznie byłoby postawić na Akademie Ekonomiczne, ale może to być też Politechnika, która ostatnio otwiera wszystkie możliwe kierunki, łącznie z medycyną.


Tu warto zapytać: Komu to wszystko ma służyć? Otóż! Chińczykom, Hindusom, Amerykanom i wszystkim innym, którzy będą chcieli zobaczyć na własne oczy, do czego głupota ludzka jest w stanie doprowadzić. Będą przyjeżdżać i oglądać, co zostało ze świetności dawnych europejskich marek, które przez wieki dominowały. I jeszcze będzie dodatkowa atrakcja, stworzona przez znaną już europejską politykę emigracyjną, czyli możliwość oglądania dzikiego człowieka w zurbanizowanym środowisku. Zwiedzanie Windsoru, Luwru, czy nawet naszych Łazienek Królewskich, będzie wzbudzać niespotykane dotąd emocje, za które turyści chętnie zapłacą.


Warto się więc dobrze kształcić, bo każdy sprzedany bilet, może być naszym biletem do szczęścia. Szczęścia, dzięki któremu nasz dom, nie będzie skansenem dobrych wspomnień.


poniedziałek, 21 lipca 2025

Gatunki inwazyjne

 

Ludzie często nie potrafią zrozumieć, czemu nie mogą przewieźć przez granicę zwierzątka, ładnej roślinki, czy też zwykłego jabłka. Przecież z tego powodu nic nikomu się nie stanie. Jaką krzywdę może zrobić jedno przewiezione jabłko? Niby żadną, ale jak spojrzymy na sprawę znacznie szerzej, to jednak może, bo jakby się okazało, że w tym jabłku byłby mały robaczek, a takiego jabłka nikt nie zje, to robaczek dostaje drogę na wolność. Jeśli w nowym kraju ten nasz mały robaczek nie ma naturalnych wrogów, to hulaj dusza i jest duży problem.


Gatunki inwazyjne, tak się zachowują. Przypomnijmy sobie Barszcz Sosnowskiego, który sprowadzono do Polski za czasów Gierka. Miał on rozwiązać problemy żywnościowe PGR-owskiego inwentarza. Z karmienia bydła nic nie wyszło, ale dla ludzi groźny problem pozostał. Innym przykładem są na Wyspach Brytyjskich amerykańskie wiewiórki szare. Roznoszą one groźne patogeny, na które same są odporne, a rodzime wiewiórki rude już nie, więc w krótkim czasie te amerykańskie, zdominowały całe wyspy. Wystarczą trzy drzewa na skwerze i one już tam są. Tak to działa.


Należy przyznać, że w tym przypadku rządy zachowują się bardzo mądrze i rozsądnie. Trzeba bronić środowiska, w którym żyjemy. I tutaj ważne pytanie: Dlaczego tak to nie działa w stosunku do ludzi? W każdym kraju i na każdym kontynencie ludzie żyją inaczej, inaczej są wychowywani, mają zupełnie inne wartości, więc jest rzeczą oczywistą, że (szczególnie w dużej masie) nie dopasują się do nas, bo czemu mieliby to robić?


A jednak rządy w Europie nie widzą tej zależności i biorą hurtowo, jak leci. Na dodatek postawili na ilość, a nie na jakość. I teraz wielkie zdziwienie, że coś poszło nie tak. Stworzyli sobie problem i chcą, żebyśmy to my byli rozwiązaniem ich problemów.


Na szczęście świat jest na tyle otwarty, żeby i u nas ludzie zobaczyli skutki tych działań i większość rozumie, że nie można nad tym przejść do porządku dziennego. Trzeba się bronić i wyrazić zdecydowany sprzeciw, co już się dzieje. Na tyle jest to poważny sprzeciw, że większość partii politycznych ma to na swoich sztandarach, poza naiwną lewicą, szukającą szansy na nowy elektorat, który uratuje im próg wyborczy i Platformą, która zawarła umowę z Ursulą Von, więc nie ma wyjścia.


Żeby nas zmiękczyć, zatrudniono „geniuszy”, którzy przekonują, że to jest nieuniknione, bo potrzebujemy ludzi do pracy. To ja pytam, jak problemy przedsiębiorców rozwiąże sprowadzenie miliona urodzonych bezrobotnych. Czy nam wtedy będzie lepiej? Czy gorzej? Przecież nikt nie sądzi, że Niemcy odeślą do nas ludzi, którzy u nich pracują.


Skoro brakuje nam ludzi do pracy, więc może warto przypomnieć, że od wielu lat czekają na repatriację Polacy i ich potomkowie w Kazachstanie i wielu innych miejscach dawnego Związku Radzieckiego. Sprawa się ślimaczy, bo warunkiem koniecznym, jest to, aby znalazła się gmina, która zapewni im mieszkanie. To teraz przypomnijcie sobie komu i ile mieszkań rozdały polskie gminy w ostatnich latach?


Cóż! Wcześniej, czy później nadejdą wybory i nagle się okaże, że znowu głos Polaków będzie ważny i słyszalny. Znowu wszyscy będą przeciwko masowej imigracji. A kto wygra te wybory? Myślę, że nie ten kto najgłośniej będzie krzyczał stop masowej imigracji, ale ten, kto znajdzie sposób, jak się pozbyć niechcianej inwazji!

wtorek, 15 lipca 2025

Dzieci kwiaty

 

W naturze młodości jest bunt. Bunt przeciwko wszystkiemu dookoła. Jeśli ktoś w młodości nie odczuwa potrzeby buntu, to jest to tak zwany stary maleńki, czyli dość nienormalny typ. Ten bunt czasami zostaje, jakby sformalizowany i chociaż wydaje się zjawiskiem spontanicznym, to nigdy tak nie jest. Zawsze ktoś nad takimi zdarzeniami „czuwa”.


Na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych dwudziestego wieku, młodzi buntownicy nazwani dziećmi kwiatami, kontestowali rzeczywistość, promowali pacyfizm, wolność i miłość, czyli taką amerykańską odmianę komunizmu. Niby ruch oddolny, a okazał się być sterowany przez radzieckie służby. Interes był oczywisty, to wojna w Wietnamie, przeciwko której gwałtownie protestowano.


Młodość nie trwa jednak wiecznie, chociaż zawsze tak się wydaje i jest to odwieczne marzenie. Nikt się jednak nad tym nie zastanawia, że gdyby się spełniło i ludzie mogliby żyć na przykład pięćset lat, to prawa emerytalne nabywali by w wieku około czterystu, bo z czegoś należałoby żyć. To potwierdza tylko, że marzenia są najlepsze tylko wtedy, gdy są marzeniami oraz to, że świat został jednak dobrze skonstruowany i nie warto na nowo wymyślać prochu.


Powróćmy jednak do naszych tytułowych dzieci kwiatów, którzy dorośli ze swoimi marzeniami. Dorośli i przejęli władzę. To pokolenie Clintonów, Obamów i im podobnych. Bez problemu porzucili swój pacyfizm i wolność, która zaczęła ich bardzo uwierać. Jedyne z czego nie zrezygnowali, to wolna miłość, że wspomnę tylko Monikę Lewinsky, wyspę Epsteina, czy imprezy u Diddiego.


Jest taka stara życiowa prawda, która mówi, że każdy w młodości był komunistą, czy socjalistą, lecz większość dorastała i wyrastała. Najgorsi są jednak ci, którzy dorośli i nie wyrośli. Strzeżmy się ich!

wtorek, 8 lipca 2025

Sytuacja nie jest przesadnie alarmująca

 

Trzeba to wyraźnie powiedzieć. Nasz rząd nas nie oszukuje i mówi prawdę. Sytuacja rzeczywiście nie jest przesadnie alarmująca, zwłaszcza jeśli chodzi o Warszawę, a dokładniej okolice KPRM. Szkopuł jest w tym, że nie wszyscy Polacy mieszkają w Warszawie, więc łażą po kraju, obserwują i robią zdjęcia oraz filmiki, na których wcale nie jest tak, jak w Warszawie, a że pojawiało się tego coraz więcej, więc należało coś zrobić. Dysonans między tymi narracjami był coraz większy, więc rząd musiał w końcu się ugiąć i wprowadził kontrolę na polskiej granicy z Niemcami i Litwą.


Wywołało to wielką euforię. Ludzie zaczęli pisać tradycyjne, że presja ma sens i takie tam, jakby nie pamiętali z kim maja do czynienia. Szybko się okazało, że to nie żadna presja, tylko chytry plan. Otóż! Nasza granica z dnia na dzień stała się obiektem o strategicznym znaczeniu, co oznacza zakaz przebywania, fotografowania i tak dalej. To nie walkę z tłumem „inżynierów i doktorów” rząd prowadzi, tylko pisząc wprost, z każdym z nas, który chciałby jednak powiedzieć, że sytuacja jest naprawdę alarmująca.


Doszliśmy więc do momentu, że już nie tylko busiki będą nam przywozić gości, ale spokojnie mogą przejeżdżać całe wypełnione autobusy, a my nie będziemy posiadać, żadnej wiedzy. Przecież nie po to wydajemy miliony na centra integracji, żeby stały puste.


Sama nazwa jest ciekawa: Centrum integracji Cudzoziemców. To obiekty, jak na polskie warunki bardzo luksusowe, z dostępem do wszystkich nowinek technicznych, jedzeniem, jak z niezłej restauracji, do tego kieszonkowe na poziomie ośmiu tysięcy złotych. Powiedzcie mi więc, w którym momencie u takiego mieszkańca pojawi się pomysł na jakąkolwiek integrację. Co może go do tego skłonić? Czy ktoś sobie wyobraża, że pewnego dnia taki gość wstanie i powie sobie: dość tego, idę do pracy za trzy i pół tysiąca i odtąd będę integrował się z Polakami. To jest naprawdę dobre. Na szczęście jesteśmy najbogatszym państwem świata, więc kolejna grupa na naszym utrzymaniu nie zrobi nam różnicy. Naród „wybrany”, już tak ma, że nikomu nie powinno zabraknąć przysłowiowej kromki chleba, chyba że jest to Polak, to wtedy tak.


Mając powyższe na uwadze, powinniśmy już przestać pytać nasz rząd, co on jeszcze może dla nas zrobić. Prośmy raczej, bardzo usilnie, aby tego nie robił.

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...