poniedziałek, 21 lipca 2025

Gatunki inwazyjne

 

Ludzie często nie potrafią zrozumieć, czemu nie mogą przewieźć przez granicę zwierzątka, ładnej roślinki, czy też zwykłego jabłka. Przecież z tego powodu nic nikomu się nie stanie. Jaką krzywdę może zrobić jedno przewiezione jabłko? Niby żadną, ale jak spojrzymy na sprawę znacznie szerzej, to jednak może, bo jakby się okazało, że w tym jabłku byłby mały robaczek, a takiego jabłka nikt nie zje, to robaczek dostaje drogę na wolność. Jeśli w nowym kraju ten nasz mały robaczek nie ma naturalnych wrogów, to hulaj dusza i jest duży problem.


Gatunki inwazyjne, tak się zachowują. Przypomnijmy sobie Barszcz Sosnowskiego, który sprowadzono do Polski za czasów Gierka. Miał on rozwiązać problemy żywnościowe PGR-owskiego inwentarza. Z karmienia bydła nic nie wyszło, ale dla ludzi groźny problem pozostał. Innym przykładem są na Wyspach Brytyjskich amerykańskie wiewiórki szare. Roznoszą one groźne patogeny, na które same są odporne, a rodzime wiewiórki rude już nie, więc w krótkim czasie te amerykańskie, zdominowały całe wyspy. Wystarczą trzy drzewa na skwerze i one już tam są. Tak to działa.


Należy przyznać, że w tym przypadku rządy zachowują się bardzo mądrze i rozsądnie. Trzeba bronić środowiska, w którym żyjemy. I tutaj ważne pytanie: Dlaczego tak to nie działa w stosunku do ludzi? W każdym kraju i na każdym kontynencie ludzie żyją inaczej, inaczej są wychowywani, mają zupełnie inne wartości, więc jest rzeczą oczywistą, że (szczególnie w dużej masie) nie dopasują się do nas, bo czemu mieliby to robić?


A jednak rządy w Europie nie widzą tej zależności i biorą hurtowo, jak leci. Na dodatek postawili na ilość, a nie na jakość. I teraz wielkie zdziwienie, że coś poszło nie tak. Stworzyli sobie problem i chcą, żebyśmy to my byli rozwiązaniem ich problemów.


Na szczęście świat jest na tyle otwarty, żeby i u nas ludzie zobaczyli skutki tych działań i większość rozumie, że nie można nad tym przejść do porządku dziennego. Trzeba się bronić i wyrazić zdecydowany sprzeciw, co już się dzieje. Na tyle jest to poważny sprzeciw, że większość partii politycznych ma to na swoich sztandarach, poza naiwną lewicą, szukającą szansy na nowy elektorat, który uratuje im próg wyborczy i Platformą, która zawarła umowę z Ursulą Von, więc nie ma wyjścia.


Żeby nas zmiękczyć, zatrudniono „geniuszy”, którzy przekonują, że to jest nieuniknione, bo potrzebujemy ludzi do pracy. To ja pytam, jak problemy przedsiębiorców rozwiąże sprowadzenie miliona urodzonych bezrobotnych. Czy nam wtedy będzie lepiej? Czy gorzej? Przecież nikt nie sądzi, że Niemcy odeślą do nas ludzi, którzy u nich pracują.


Skoro brakuje nam ludzi do pracy, więc może warto przypomnieć, że od wielu lat czekają na repatriację Polacy i ich potomkowie w Kazachstanie i wielu innych miejscach dawnego Związku Radzieckiego. Sprawa się ślimaczy, bo warunkiem koniecznym, jest to, aby znalazła się gmina, która zapewni im mieszkanie. To teraz przypomnijcie sobie komu i ile mieszkań rozdały polskie gminy w ostatnich latach?


Cóż! Wcześniej, czy później nadejdą wybory i nagle się okaże, że znowu głos Polaków będzie ważny i słyszalny. Znowu wszyscy będą przeciwko masowej imigracji. A kto wygra te wybory? Myślę, że nie ten kto najgłośniej będzie krzyczał stop masowej imigracji, ale ten, kto znajdzie sposób, jak się pozbyć niechcianej inwazji!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...