wtorek, 17 listopada 2020

Spontaniczny tekst

 

    Nie jest łatwo w dzisiejszych czasach wychowywać młodzież. W epoce kiedy wyrazy zmieniają znaczenie i swój sens, za którymi ciężko nadążyć. Kiedy króluje semantyka, pozwalająca nazwać inaczej  rzeczy, z których nie bylibyśmy dumni, dzięki czemu nasze sumienie może spać spokojnie. I coraz częściej jest to sen zbiorowy.

 

     Weźmy takie zdarzenie (ostatnio bardzo modne), jak spontaniczne spotkania. W czasach kiedy ja byłem jeszcze młodzieżą, polegało to na tym, że na przykład, będąc na mieście, nieoczekiwanie spotykałem kogoś znajomego, dawno nie widzianego. Oczywiście radość obustronna, więc kawę, czy piwo należało wypić, obgadać wspólnych znajomych. Klasyczny, jakbyśmy dziś powiedzieli, spontan. Wiadomo, że jak w trakcie tego spotkania umawiamy się na następne (bo miło się rozmawiało i tyle tematów), to już nie było spontaniczne, a planowe działanie. Tak było kiedyś.

 

     Dzisiaj wściekłe kobiety spotykają się spontanicznie już chyba trzeci tydzień i wiele z nich jest tym tak zachwycone, że nie mają siły przestać. Może dopiero teraz odkryły w sobie spontaniczność? A może wreszcie ktoś (dzisiejszą spontaniczność, jednak musi ktoś zorganizować – inaczej się nie da) zaczął do nich mówić jedynym językiem, jaki rozumieją. Wystarczy krzyknąć: „wypi…dalać” i już zrywają się, jak kotki, którym nasypał ktoś karmę do miseczek.

 

    Mam wrażenie, że tylko w moich uszach te wulgarne okrzyki brzmią, jak Dzwon Zygmunta. Może już nie istnieją słowa powszechnie uważane za obelżywe, bo setki policjantów stoi wokół tego zgromadzenia i nie reaguje. Znowu o czymś nie wiem. Problem jednak w tym, (może nawet się cieszę), że karma jednak wraca i te wszystkie Julki, kiedy ich obecne idolki zdobędą już władzę i pieniądze usłyszą przez ten sam megafon głośne wypi…dalć!

środa, 11 listopada 2020

Gdzie jest naród?

 

     Gdzie jest naród polski? Cóż! Polacy są wszędzie, ale gdzie jest naród? Nie wiem. Mamy święto narodowe, czyli święto narodu. Na ulice  wyszli ci, którzy uważają, że jest to ich święto i świętują. W związku z tym faktem bluzgające dziewczyny z kartonami schowały się w domach i dzisiaj wyjątkowo nie prowadzą swojej wojny z reprezentantami (a jakże) narodu. Politycy złożyli okolicznościowe  wieńce - każdy pod „swoim” pomnikiem. Narodowe święto, a ich nic nie łączy, chyba, że za połączenie weźmiemy wzajemną nienawiść.

 

     Jak więc, odpowiedzieć na wydawałoby się tak proste pytanie? Wielu mamy takich, którzy chcieliby przejść do historii, jako pomnikowe postacie, ale czy można postawić chociaż jeden pomnik obecnie żyjącym, który nie podzieliłby ludzi?

 

     W kraju nad Wisłą mieszka ponad trzydzieści milionów osób i wśród nich nie ma ani jednej, która    spojrzała by i powiedziała: Tak! To jest mój naród. Naród cwaniaków, kombinatorów, głupich, mądrych, ambitnych. Naród bohaterów i bojących się własnego cienia. Ludzi przedsiębiorczych, ale też leniwych i bez ambicji. Młodych i starych. Nie da się ich wymienić na inny naród, jak chciał jeden polityk w początkach lat dziewięćdziesiątych. Oni tu się urodzili, są i w większości będą.

 

     Historia pokazuje, że łączą nas nieszczęścia dotykające tego narodu, ale czy to oznacza, że mamy czekać na następne. Jeśli narodowe święta, nie są powodem do wspólnej radości, to może lepiej z nich zrezygnować. Wszyscy pójdą do pracy i ileś tam powodów do animozji będzie mniej, bo gdzie jest dzisiaj naród? Naprawdę nie wiem!

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...