wtorek, 19 lutego 2019

Wewnętrzne wnętrze


     Nie jesteś normalny! Nie jesteś normalny! Nie jesteś normalny! Normalni to ci co pokazują się w TVN-ach, Polasat-ach i u Kurskiego, ciebie tam nie było, nie ma i nie będzie. Ten głos ciągle słyszał w swojej głowie, a może tak mu się wydawało. Też mi wielkie odkrycie – pomyślał. Jakbym sam tego nie wiedział. Nawet go to nie martwiło – przecież nie był wyjątkowy. Takich jak on było tak wielu, że nikt nawet nie próbował ich liczyć. Szedł więc spokojnie, ignorując to gadanie, do którego już dawno przywykł, kiedy jego uwagę przykuło coś leżącego nieopodal ścieżki. Podszedł bliżej, aby się temu przyjrzeć i nie mógł uwierzyć, że oto taka rzecz, może sobie spokojnie leżeć. To było niewątpliwie „coś mądrego”. Ale jak ktoś mógł, tak po prostu zgubić takie coś, w tym kraju? To przecież nie była rzecz, której byłoby tu kiedykolwiek w nadmiarze.

     Myślał – komuś mogło się życie zawalić, pewnie się miota i rozpacza. Znalazłem, to trzeba  oddać. Schował więc „coś mądrego” do torby i udał się na komisariat. Policjanci powinni sobie poradzić z ustaleniem właściciela, a może  właściciel się do nich już zgłosił i czeka. Jak pomyślał, tak zrobił. Pan policjant nie był jednak szczęśliwy, gdy go zobaczył. Wie pan – powiedział – gdyby to był dokument to sprawa prosta. Pieniądze też moglibyśmy zabezpieczyć, ale „coś mądrego”… Takich  rzeczy u nas nigdy nie było i nie ma na to żadnych przepisów. Na koniec dodał, że powinien się udać z tym, tam gdzie ustawowo zatrudnia się mądrych ludzi, czyli do wojewody.

     Wojewoda też się nie ucieszył na jego widok, a gdy mu przedstawił z czym przyszedł, to ciężko westchnął i zamyślił się dłuższą chwilę. Drogi panie – powiedział po namyśle – gdybym ja miał coś mądrego, to bym tu nie siedział, tylko był ministrem w stolicy. No to weźmie pan to ode mnie i szerokiej drogi – zaproponował. Tak się panu zdaje, ale niech pan pomyśli, kto to mógł zgubić? Jak by się wydało, że moja mądrość, wcale nie jest moja, to panie kochany… Jedź pan to Warszawy, do premiera, to jedyne miejsce, aby mógł pan się pozbyć swojego znaleziska.

     Nie było łatwo dostać się do premiera. Obywatel z ulicy, to nie jest ktoś, przed kim tam stoją drzwi otworem. Musiał się nieźle nagimnastykować i tłumaczyć różnym ważnym panią i panom, że sprawa, jaką ma wymaga rozmowy z premierem. Premier wykazał duże zrozumienie i pogratulował mu prawdziwie obywatelskiej postawy. Jednakże stwierdził, że to nie jest jego zguba. I nie może jej przyjąć. Wie pan – mówił – ja tu mam koalicję, rząd, umowę, więc gdybym nagle wyskoczył z „czymś mądrym”, to na drugi dzień by mnie już tu nie było, a mi się tu podoba. Idź pan do sejmu. Oni mogą wszystko uchwalić, nawet to, że znalezione „coś mądrego” z mocy ustawy zawsze należy do rządu.

     O dziwo w sejmie, gdy tylko powiedział z czym przychodzi,  od razu straż zaprowadziła go do marszałka. Ten stwierdził, że od dawna na niego czeka, wie z czym przychodzi i do kogo należy „coś mądrego”. Panie kochany – czule zwrócił się do niego – nie zdaje pan sobie sprawy, jak ważnej rzeczy pan dokonał i od czego uchronił ten kraj. Czyli od czego? – zapytał. To są wielkie i tajne rzeczy, należy się panu za to medal, albo nawet krzyż. Podziękował, bo medali nie zbierał, a krzyż ma swój od wielu lat i zdążył się do niego przyzwyczaić.

     Wrócił grzecznie do siebie. Szczęśliwy, że jest tu, gdzie jest i z tego kim jest, bo przecież jest nienormalny, jest nienormalny, jest nienormalny – zadowolony tak sobie do siebie gadał.

środa, 6 lutego 2019

Jestem w ciąży


     Niektórzy ludzie tak mają, że koniecznie muszą zostawić swój ślad w miejscu, gdzie akurat są. Taka przypadłość. Kiedyś robili to wykonując napisy na ścianach, drzewach itp. Na przykład: „Stefan tu byłem” albo „Kocham Krzyśka – Kasia”. Co kogo obchodzi, gdzie był Stefan – chyba, że to był ten Stefan, ale to chwilowe zainteresowanie, Mało też interesująca jest miłość Kasi, zważywszy, że gdy my to zauważymy, to Kasia będzie przeżywać już którąś tam kolejną miłość. Dzisiaj w dobie Internetu te wielkie wydarzenia właśnie tam się pojawiają. Dla niektórych celem samym w sobie jest pojechać gdziekolwiek, aby móc wrzucić fotę, a niech wiedzą, a niech ich zżera. Inni natomiast rosną z dumy, że wreszcie mogą zmienić swój status na portalu społecznościowym  i nieźle jest, gdy ta druga osoba ma świadomość, że jej ta zmiana dotyczy.

     Jednakże instynkt pierwotny nie ginie, więc zostawianie śladów w swoim otoczeniu trwa nadal. Przeniósł się (na szczęście) na nasze rzeczy, czyli samochody, a że żal przejechać gwoździem po własnym lakierze, więc pojawiły się nalepki, które mają wyrażać nas, nasze przekonania, stan emocji i umysłu. Kiedyś w ten sposób popierano swoją policję, lecz czasy się zmieniają i powstał problem ze słowem swoja.  Więc przylepia się inne, które nie zawsze łatwo ogarnąć. I o ile napis dziecko w samochodzie, jest łatwy do zrozumienia, to sens już nie do końca, bo co powinien zrobić ktoś, jadący za takim samochodem? Wieźć zapasowe pieluchy, śpioszki, czy kaszkę gotową do spożycia? To chyba problem tego, kto zapakował dziecko do samochodu, wiec po co naklejka?

     Prawdziwe jednak spęcznienie mojego mózgu, spowodowała naklejka z napisem: „Jestem w ciąży”. Zobaczyłem ten samochód na parkingu, więc nie wiem kto się nim porusza. Jeśli jest to facet to w zasadzie można mu współczuć lub gratulować w zależności, jak podchodzimy do problemu rozmnażania. Zakładam, że to jednak kobieta, która… No właśnie co? Może to pierwsza rzecz w życiu, która jej się udała, wiec oczywiście cały mijany świat musi o tym wiedzieć. No a jakże! Chyba, że to jest informacja dla współużytkowników dróg, że oto jedzie kierowca, po którym można się wszystkiego spodziewać, a najbardziej należy się spodziewać niespodziewanego. Tylko, czy w takim stanie emocjonalnym kobieta nie powinna raczej korzystać z tak zwanej komunikacji publicznej. Sytuacje na drodze bywają różne. Samochody mogą hamować, omijać, ludzie uciekać, ale drzewa stoją raczej niewzruszone. Jest jeszcze hipotetyczna możliwość, że napis dotyczy samego pojazdu i wtedy to jest cenna informacja, gdyż jadąc za takowym, będziemy przygotowani na to, że za którymś zakrętem mogą się zmieniać jego gabaryty, lub pojawiać małe przyczepki.

     Co w ludziach siedzi, że tak bardzo muszą się wszystkim afiszować, że uważają, iż ich radość, czy też smutek musi być społeczny. Czy naprawdę moje szczęście, mój pech – nie mogą już być moje?!

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...