Nie jesteś normalny! Nie jesteś
normalny! Nie jesteś normalny! Normalni to ci co pokazują się w TVN-ach,
Polasat-ach i u Kurskiego, ciebie tam nie było, nie ma i nie będzie. Ten głos
ciągle słyszał w swojej głowie, a może tak mu się wydawało. Też mi wielkie
odkrycie – pomyślał. Jakbym sam tego nie wiedział. Nawet go to nie martwiło –
przecież nie był wyjątkowy. Takich jak on było tak wielu, że nikt nawet nie
próbował ich liczyć. Szedł więc spokojnie, ignorując to gadanie, do którego już
dawno przywykł, kiedy jego uwagę przykuło coś leżącego nieopodal ścieżki.
Podszedł bliżej, aby się temu przyjrzeć i nie mógł uwierzyć, że oto taka rzecz,
może sobie spokojnie leżeć. To było niewątpliwie „coś mądrego”. Ale jak ktoś
mógł, tak po prostu zgubić takie coś, w tym kraju? To przecież nie była rzecz,
której byłoby tu kiedykolwiek w nadmiarze.
Myślał – komuś
mogło się życie zawalić, pewnie się miota i rozpacza. Znalazłem, to trzeba oddać. Schował więc „coś mądrego” do torby i
udał się na komisariat. Policjanci powinni sobie poradzić z ustaleniem
właściciela, a może właściciel się do
nich już zgłosił i czeka. Jak pomyślał, tak zrobił. Pan policjant nie był
jednak szczęśliwy, gdy go zobaczył. Wie pan – powiedział – gdyby to był
dokument to sprawa prosta. Pieniądze też moglibyśmy zabezpieczyć, ale „coś
mądrego”… Takich rzeczy u nas nigdy nie
było i nie ma na to żadnych przepisów. Na koniec dodał, że powinien się udać
z tym, tam gdzie ustawowo zatrudnia się mądrych ludzi, czyli do wojewody.
Wojewoda też się
nie ucieszył na jego widok, a gdy mu przedstawił z czym przyszedł, to ciężko
westchnął i zamyślił się dłuższą chwilę. Drogi panie – powiedział po namyśle –
gdybym ja miał coś mądrego, to bym tu nie siedział, tylko był ministrem w
stolicy. No to weźmie pan to ode mnie i szerokiej drogi – zaproponował. Tak
się panu zdaje, ale niech pan pomyśli, kto to mógł zgubić? Jak by się wydało,
że moja mądrość, wcale nie jest moja, to panie kochany… Jedź pan to Warszawy,
do premiera, to jedyne miejsce, aby mógł pan się pozbyć swojego znaleziska.
Nie było łatwo dostać
się do premiera. Obywatel z ulicy, to nie jest ktoś, przed kim tam stoją drzwi
otworem. Musiał się nieźle nagimnastykować i tłumaczyć różnym ważnym panią i
panom, że sprawa, jaką ma wymaga rozmowy z premierem. Premier wykazał duże
zrozumienie i pogratulował mu prawdziwie obywatelskiej postawy. Jednakże
stwierdził, że to nie jest jego zguba. I nie może jej przyjąć. Wie pan – mówił –
ja tu mam koalicję, rząd, umowę, więc gdybym nagle wyskoczył z „czymś mądrym”,
to na drugi dzień by mnie już tu nie było, a mi się tu podoba. Idź pan do
sejmu. Oni mogą wszystko uchwalić, nawet to, że znalezione „coś mądrego” z mocy
ustawy zawsze należy do rządu.
O dziwo w sejmie,
gdy tylko powiedział z czym przychodzi, od razu straż zaprowadziła go do marszałka.
Ten stwierdził, że od dawna na niego czeka, wie z czym przychodzi i do kogo
należy „coś mądrego”. Panie kochany – czule zwrócił się do niego – nie zdaje pan sobie sprawy, jak
ważnej rzeczy pan dokonał i od czego uchronił ten kraj. Czyli od czego? –
zapytał. To są wielkie i tajne rzeczy, należy się panu za to medal, albo
nawet krzyż. Podziękował, bo medali nie zbierał, a krzyż ma swój od wielu
lat i zdążył się do niego przyzwyczaić.
Wrócił grzecznie
do siebie. Szczęśliwy, że jest tu, gdzie jest i z tego kim jest, bo przecież
jest nienormalny, jest nienormalny, jest nienormalny – zadowolony tak sobie
do siebie gadał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz