poniedziałek, 15 kwietnia 2019

Wolna chwila


     Spieszył się, jak zwykle. Zawsze gdzieś pędził, zawsze gdzieś gnał. Jakieś terminy, wszystko najważniejsze, ciężko było złapać oddech. Dawno już do niego dotarło, że nie jest właścicielem własnego czasu, nawet nie musiał snuć planów, bo te układały się, jakby poza nim. Po prostu uznał to za swoje życie.

     Ten dzień też niczym nie różnił się od poprzednich. Spieszył się zmierzając skrótem przez park od punktu A do B i zupełnie machinalnie spojrzał w bok. Wtedy ją zauważył. Siedziała na ławeczce swobodna i wyluzowana - wolna chwila. Zwróciła jego uwagę, bo była naprawdę piękna, co akurat go nie dziwiło, gdyż wiedział, że w życiu piękne są tylko chwile, reszta może być najwyżej ładna. Zatrzymał się gwałtownie i jął się w nią wpatrywać. A im dłużej to robił, tym bardziej się przekonywał, że wszystko to co robił do tej pory, było nieważne – bez znaczenia. Wziął głęboki oddech, bo to zawsze jest świetny pomysł, aby dotlenić mózg, jeśli ten ma cię nie oszukiwać. Stał więc dalej i myślał.

     Cóż mógł wymyślić, aby ta chwila nie znikła? Mógł się do niej przysiąść, co też uczynił. Poczuł się od razu bardzo szczęśliwy, a nawet dumny z siebie, bo o to jak okiem sięgnąć widział ludzi przemieszczających się gdzieś w pośpiechu, spoconych, potarganych, nie mających świadomości ani dnia, ani godziny, a on… On siedział sobie na ławeczce i miał - wolną chwilę. Ona była jego, tylko jego, a przecież to nie musiał być on, bo mogłaby sobie wybrać zupełnie kogoś innego. Taki dzień się zdarza raz – pomyślał. Ale właściwie dlaczego? Może to wychowanie, presja środowiska, w którym żyje, a może tak zwany kręgosłup moralny, który nie miał pewności skąd się bierze - rozmyślał. Porzucił jednak szybko te myśli, bo zauważył, iż podczas takich rozmyślań – wolna chwila – zaczyna się od niego odsuwać, a wcale tego nie chciał. Rozmarzył się. Rozkoszował się promieniami słońca wstydliwie przebijającymi się wśród liści. Zaczynał rozpoznawać kolory kwiatów kwitnących na pobliskim klombie, nagle słyszał wszystkie odgłosy otaczającej go przyrody. To jest życie. Piękne życie – takie myśli mu same przyszły do głowy. Czas płynął, ale co go to obchodziło, kiedy obok siebie miał – wolną chwilę.

     Czysta poezja. Niestety w pakiecie razem z poezją jest proza. Proza życia tym razem to była. Pojawił się, jakby znikąd taki ścisk w żołądku. To nie było niestety, jakby chciał miłosne uniesienie, a zwyczajny głód. Żeby jednak jeść, to niestety trzeba pracować. Zerwał się więc gwałtownie ze swojej ławeczki i pobiegł w poszukiwaniu straconego czasu. A wolna chwila? Pewnie tam dalej siedzi, aż kogoś uda jej się skusić.

poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Zakładnicy własnego PR-u


     Wszystko zaczęło się od tego, że pełniący obowiązki premiera korzystał z każdej okazji, aby się pochwalić tym, że jego rząd ma kasy, jak lodu, a będzie jeszcze więcej. Na dowód tego zaczął rozdawać kasę na dzieci. Wiadomo, że słowo „dzieci” zamyka wszystkim usta. Można robić największą głupotę, ale gdy dotyczy to dzieci – to wiadomo słowo „dzieci” zamyka wszystkim usta. I tak to poszło.

     Ludzie szybko zaczęli kojarzyć fakty, że oto rząd ma pełno kasy, a u nich w portfelach pustka. Więc, pojawiły się żądania różnych grup społecznych o te właśnie pieniądze. Wtedy to  jednak wyszło na jaw drobne nieporozumienie, gdyż rząd nie ma kasy, jak lodu, tylko lodu w zamrożonych pensjach swoich obywateli, ale takiej prawdy nikt nie chce oczywiście słyszeć. Ludzie gdy chodzi o pieniądze nabierają dużej pomysłowości i świadomości, szybko więc zrozumieli, że należy mieć argument, który spowoduje, iż będą poważnie traktowani.

     Zaczęli spontanicznie policjanci epidemią listopadową, a że każde ludzkie działanie spontaniczne może być takowe najwyżej przez pięć minut, to szybko podłączyły się pod to związki zawodowo, bo jakże to wojsko idzie na pole walki, bez ich niezastąpionego przywództwa i tym sposobem wynegocjowali gotówkę. Później pojawiali się inni, ale że nie byli w stanie niczym zagrozić, to rzucono im drobne i dalej się nimi nikt nie przejmuje. Widząc to nauczyciele, stwierdzili, że nie są ani gorsi, ani mniej inteligentni od policjantów, znaleźli swoją amunicję do walki. Oczywiście towarzysze związkowcy, dla dobra nauczycieli, stanęli na czele protestu, a jak już stanęli, to napełniła ich tak wielka troska o nauczycieli, że większą trudno sobie wyobrazić.

     Żeby jednak nie być całkiem na poważnie, to warto napisać trochę wesołych rzeczy, które dzieją się przy tej okazji. Otóż od lat podnoszone były krzyki, że minister edukacji powinna odejść. I oto właśnie marzenie się spełnia, bo wybiera się ona do euro parlamentu. To wtedy zaczęli wrzeszczeć, że ucieka, nie kończąc swojego dzieła, które tak wrzeszczący krytykowali. Próbuję się tu doszukać logiki i nadal jej szukam. Albo inna rzecz jeden odłam związkowy postanowił zorganizować głodówkę, ale nie taką zwyczajną – nie jemy, bo coś chcemy, tylko ze ściśle określonym terminem jej zakończenia. Według mnie takie coś nazywa się dietą ścisłą, ale co ja tam mogę wiedzieć. Żeby już było całkiem wesoło, to ich przewodniczący podpisał nawet porozumienie z rządem, ale jak się później okazało, to podpisał je wyłącznie ze sobą, bo jego armia dalej pozostała na froncie walki.

     Przehodząc do konkluzji, to każdy kto zgadza się na istnienie MEN-u, zgadza się również na to, że będą tam trafiać politycy, którzy będą mieć różne swoje wizje – lepsze lub gorsze – i będą je realizować, aktywizując różne grupy protestu. A czy rząd koniecznie musi być pracodawcą dla nauczycieli? W socjalizmie oczywiście, bo władza to pieniądze (podatników), które może dać lub nie. A można przecież inaczej. Podzielić pieniądze wydawane w oświacie przez ilość uczniów. Dać w ten sposób bon oświatowy rodzicom tych dzieci, ci z kolei wyślą je do szkoły, takiej jakiej by dla nich chcieli. Gdy pieniędzy z bonu nie starczy na wybraną szkołę, dołożą od siebie gotówkę, to ich wybór. Szkoła miałaby swój regulamin – jak się zaczyna (np. egzaminy), jak się kończy i cała polityka, bez wydawania milionów na kuratoria i tym podobne. A na koniec, jakby ktoś nie wiedział, to istnieje taki wielki kraj za oceanem, gdzie nie ma ministra oświaty i z tego to kraju pochodzi najwięcej noblistów i mam tu na myśli nauki ścisłe. Ale oczywiście ja tak sobie tylko piszę, bo przecież się na niczym nie znam, więc mogę.

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...