Spieszył się, jak zwykle. Zawsze gdzieś pędził, zawsze gdzieś
gnał. Jakieś terminy, wszystko najważniejsze, ciężko było złapać oddech. Dawno
już do niego dotarło, że nie jest właścicielem własnego czasu, nawet nie musiał
snuć planów, bo te układały się, jakby poza nim. Po prostu uznał to za swoje
życie.
Ten dzień też
niczym nie różnił się od poprzednich. Spieszył się zmierzając skrótem przez
park od punktu A do B i zupełnie machinalnie spojrzał w bok. Wtedy ją zauważył.
Siedziała na ławeczce swobodna i wyluzowana - wolna chwila. Zwróciła jego
uwagę, bo była naprawdę piękna, co akurat go nie dziwiło, gdyż wiedział, że w
życiu piękne są tylko chwile, reszta może być najwyżej ładna. Zatrzymał się
gwałtownie i jął się w nią wpatrywać. A im dłużej to robił, tym bardziej się
przekonywał, że wszystko to co robił do tej pory, było nieważne – bez
znaczenia. Wziął głęboki oddech, bo to zawsze jest świetny pomysł, aby dotlenić
mózg, jeśli ten ma cię nie oszukiwać. Stał więc dalej i myślał.
Cóż mógł wymyślić,
aby ta chwila nie znikła? Mógł się do niej przysiąść, co też uczynił. Poczuł
się od razu bardzo szczęśliwy, a nawet dumny z siebie, bo o to jak okiem
sięgnąć widział ludzi przemieszczających się gdzieś w pośpiechu, spoconych,
potarganych, nie mających świadomości ani dnia, ani godziny, a on… On siedział
sobie na ławeczce i miał - wolną chwilę. Ona była jego, tylko jego, a przecież
to nie musiał być on, bo mogłaby sobie wybrać zupełnie kogoś innego. Taki dzień
się zdarza raz – pomyślał. Ale właściwie dlaczego? Może to wychowanie, presja
środowiska, w którym żyje, a może tak zwany kręgosłup moralny, który nie miał
pewności skąd się bierze - rozmyślał. Porzucił jednak szybko te myśli, bo
zauważył, iż podczas takich rozmyślań – wolna chwila – zaczyna się od niego
odsuwać, a wcale tego nie chciał. Rozmarzył się. Rozkoszował się promieniami
słońca wstydliwie przebijającymi się wśród liści. Zaczynał rozpoznawać kolory
kwiatów kwitnących na pobliskim klombie, nagle słyszał wszystkie odgłosy
otaczającej go przyrody. To jest życie. Piękne życie – takie myśli mu same
przyszły do głowy. Czas płynął, ale co go to obchodziło, kiedy obok siebie miał
– wolną chwilę.
Czysta poezja.
Niestety w pakiecie razem z poezją jest proza. Proza życia tym razem to była. Pojawił się, jakby znikąd taki ścisk w żołądku. To nie było niestety, jakby chciał miłosne
uniesienie, a zwyczajny głód. Żeby jednak jeść, to niestety trzeba pracować. Zerwał się
więc gwałtownie ze swojej ławeczki i pobiegł w poszukiwaniu straconego czasu. A
wolna chwila? Pewnie tam dalej siedzi, aż kogoś uda jej się skusić.