Kiedy jest raj dla turysty? Wtedy, gdy może pojechać w
ciekawe i piękne miejsca, aby rozkoszować się krajobrazem, architekturą i
historią. Niestety w takich miejscach jest zwykle pełno Januszy, Grażyn,
Chińczyków, Japończyków, a o Niemcach nawet nie wspomnę. Jednym słowem ścisk,
gwar i niewiele widać. W dodatku tłumy powodują wszędzie wzrost cen, czyli
drożyznę.
I w tym momencie
pojawia się wróg ludzkości, czyli koronawirus. Jednakże wróg ludzkości może stać
się przyjacielem turysty. Taka myśl do mnie przyszła, kiedy oglądałem
reportażyk z wyludnionych - cudownych, malowniczych włoskich miasteczek. Aż
korci, żeby poruszyć własne cztery litery. Z pozoru taka wycieczka może być
znacznie tańsza, ale… No właśnie! Te miejsca są izolowane. Nie jest łatwo się
tam dostać. Jednakże istnieje uniwersalny klucz otwierający wszelkie drzwi. Tym
kluczem są pieniądze. I to jest właśnie tajemnica kosztów, które nie do końca
można określić.
Oczywiście każdy
zapyta: A wirus? Jak do tej pory to pięknym i młodym nie robi on krzywdy. A co
do starych, to zawsze grozi im tylko śmierć – niezależnie gdzie się znajdują i
co robią. Zejście w pięknych okolicznościach przyrody? Wybór należy do ciebie.
Przecież chcącemu nie dzieje się krzywda. Cały czas jest ten bonus zobaczenia wszystkiego
dokładnie i bez pospiechu.
Na koniec warto
sobie przypomnieć wyjazdy w PRL-u. Czyli, zabieramy konserwy turystyczne,
paprykarz szczeciński na piątek, śpiworek i koniecznie coś do odkażania
organizmu, ale o tym większość z nas i tak zawsze pamięta. Co do maseczki, to
wystarczy nam w kremie, gdybyśmy mieli pełnię szczęścia i słońce nas nie
opuszczało. Teraz przed nami tylko czas decyzji, bo nic nie trwa wiecznie.
Wieczne jest tylko pióro. Acha! Byłbym zapomniał. Wieczny jest także spoczynek.