Dwóch ludzi siedziało na kamieniu filozoficznym. Kim byli? –
nie wiadomo. Ale wiadomo kim są. Jest to dwóch ludzi siedzących na
kamieniu. Mogliby ten kamień popchnąć,
ale to wydało im się syzyfową pracą, więc sobie cichutko klapnęli na nim i
rozmyślali. Myśli im nie brakowało, bo jak się siedzi, to zawsze ich dużo
napływa i tylko od nas zależy, czy się uzewnętrznią. Czy w ogóle warto dzielić
się swoimi myślami?
- Żółty jesienny liść, tyle mi opowiedział – zagaił ten
pierwszy.
- Serio?! – zdziwił się drugi.
- To było jakoś, chyba jesienią. Szedłem przez park i wtedy
mnie zaczepił.
- To jest pan zorientowany!
- Nie bardzo, bo jak mówił, to strasznie szeleścił.
- A to ciekawe, bo jak ja dostałem z liścia to raczej było
słychać klaśnięcie.
- O! To brawo!
- Rzecz w tym, że braw nie bili, tylko raczej mnie.
- Życie nie oszczędza.
- A ja muszę!
- Musze to ja nawet okruszka nie dam. Niech się żywi gdzie
indziej.
- A ja daję, bo wtedy nie brzęczy i nie lata…
- Jeśli chodzi o muchy to raczej miesiące.
- Miesiące to byli ci faceci, co przygarnęli sierotę.
- Brzmi to jak scenariusz filmu dla dorosłych.
- A to bajka dla dzieci była.
- Widocznie kiedyś dzieci szybciej dorastały.
- Mogło tak być. A właśnie byłbym zapomniał powiedzieć, że
wczoraj spotkałem Fafika.
- A kto to jest Fafik?
- Kolega Dziub Dziuba.
- I Dziub Dziuba z nim nie było?
- Osobiście nie widziałem.
- To dobrze, bo gdyby oni byli razem… ciężko by było w tym
kraju żyć.
- A jest taki kraj, gdzie żyć, to rzyć.
- Słyszałem o tym. Tam trzeba pić, bo inaczej dostaje się w
rzyć.
- Żyj, aby kochać, kochaj by rzyć, kiedyś śpiewano…
W tym momencie obaj zamyślili się nad głębią ostatniego
zdania. Uświadomili sobie, że każde następne może ich doprowadzić w miejsca
niebezpieczne dla nich z uwagi na ich zdecydowany wiek. Siedzieli więc
niewzruszeni, ale jednak poruszeni, jak każdy kto chociażby małą myślą zbliży się
w te rejony. Trwali w milczeniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz