środa, 19 marca 2025

Ukraińcy nigdy nie są winni

 

Z faktami się nie dyskutuje, to odwieczna prawda, jednakże jeśli one nie pasują do przyjętej wcześniej narracji, to się je po prostu ignoruje i już jest dobrze. Weźmy na przykład rakietę, którą otrzymaliśmy w prezencie, a właściwie ludzie w Przewodowie niestety ją otrzymali. Sprawa od początku dla mnie była oczywista, co dzisiaj jest już dobrze udokumentowane, świadomie Ukraińcy ją odpalili w naszym kierunku. A skoro już nie ma żadnych wątpliwości, to czy nasz minister dwojga nazwisk, wezwał stronę ukraińską do złożenia wyjaśnień? Czy w tej sytuacji pan Dej przeprosił i wypłacił ofiarom odszkodowanie? Nic z tych rzeczy się nie wydarzyło. Zburzyło by to przecież przyjętą już dawno narrację, że Ukraińcy nigdy nie są winni.


Ostatnimi czasy doszło w naszym kraju do serii podpaleń magazynów, marketów i tym podobnych. W każdej tej sprawie nasze służby łapią sprawców, którymi się okazują Ukraińcy. I mimo wielu gróźb, które ta społeczność, kieruje pod adresem Polaków, to w oficjalnym przekazie, winne są rosyjskie służby. W ten to sposób po raz kolejny broni się teza, że Ukraińcy nie winni. Trzeba to zapamiętać, by nie tracić czasu, kiedy ktoś z tych braci naszego prezydenta, nas okradnie, pobije, okaleczy, bo jak widać oni niczemu nie są winni, więc po co to zgłaszać.


Ja wielokrotnie pisałem, że ten kraj za naszą wschodnią granicą nie istnieje i zdania nie zmieniam. Jakże może istnieć kraj, który nie jest w stanie sam przeżyć tygodnia, bez cudzych pieniędzy? Chętnie się więc wszyscy zrzucają, łącznie z nami i to przez co najmniej następne dziesięć lat. Władza ma gest i pieniądze podatników, którzy nie protestują głośno, bo wmówiono im, że nie wypada. Dlatego po co utrzymywać fikcję. Zmieńmy nazwę tego kraju na Żebraninę. W ten sposób usankcjonujemy stan faktyczny, a wojna zakończy się w jeden dzień. Nawet, gdyby Putin chciał walczyć z Żebraniną, to już będzie zupełnie inna wojna i inny problem. Dla nas pole by się oczyściło, gdyż nie mielibyśmy żadnej umowy o pomocy z nowym krajem. Kolejna nasza szansa, która niestety się nie ziści.

czwartek, 13 marca 2025

Starlink

 

Jeden z naszych wiceministrów spraw zagranicznych wypowiedział głęboką myśl, że amerykanie właśnie się dowiedzieli, że to Polska płaci za Internet dla Ukrainy. Myślę, że akurat ta wiadomość jest dla nich całkowicie zbędna. O wiele ciekawszą wiadomością dla nich było, że nasz minister jest małym człowieczkiem i to na pewno zapamiętali, bo jakże to w tak dużym kraju nie ma kogoś większego na takie stanowisko?


Przy tej okazji dla nas znacznie ciekawsze było, to że Polacy się dowiedzieli, że za to płacą. Chociaż dla osób poszukujących wiedzy, nie było to tajemnicą, ale jak to powiedziały właściwe telewizje, to musiało dotrzeć zarówno do Jagodna, jak też i Wilanowa. Szok! Tej wiedzy nie da się już wymazać.


Teraz musimy jeszcze poczekać na ujawnienie faktu, że na ukraińskim OLX-ie można takie urządzenie bez problemu kupić, za jedyne 10 000 hrywien. Mamy przeogromny rząd i nikogo nie interesuje, skąd ten sprzęt tam się bierze. Żadnego protestu, a przecież na każdym Starlinku jest numer fabryczny i można szybko sprawdzić, kto był ofiarodawcą. Ale pewnie tego nikt nie zrobi, bo to przecież byłby onucyzm, albo coś podobnego. Jeśli tak, to chociaż abonament mogliby przestać opłacać, za te konkretne urządzenia, abyśmy nie byli ostatnimi frajerami po raz kolejny.


To ważne jest z jeszcze jednego powodu. Otóż! Zarówno rząd, jak i my wiemy, że kasy nie ma na te fanaberie, więc warto zadbać o każdą naszą złotówkę. Znając premiera jeszcze z poprzedniego rządu, wiemy, że tak się nie stanie. Właśnie ktoś przypomniał jego wypowiedź z czasów, gdy rabował najbardziej prywatne pieniądze z OFE. Stwierdził wtedy, że ponieważ tych pieniędzy nie możesz wypłacić, to nie są one twoje. No i nie były. Następcą OFE są Pracownicze Plany Kapitałowe, a ponieważ znowu Donald Tusk jest u władzy to… Tak właśnie. Podobno już pracują nad tym, aby się do tej kasy dobrać. Jedyny problem jaki pozostał im do rozwiązania, to jak to ładnie przekazać, aby nie wyglądało na rabunek.


Niestety to nie jest jedyne zagrożenia dla naszych pieniędzy, bo słynna Ursula Von, też nie próżnuje. Właśnie wpadła na pomysł, aby pieniądze Europejczyków nie leżały tak bezsensownie na lokacie, bo ona przecież może je zainwestować przy budowie iluzorycznej armii europejskiej. Przypomnę tylko, że Ursula Von, jak nikt inny potrafi inwestować. Jako jeszcze minister obrony Niemiec, jak zainwestowała to do dzisiaj armia nie może się kasy doliczyć. Potem zainwestowała w pseudo szczepionki i rządy wielu państw nadal płacą w sumie to jej rachunki.


Morał jest więc tylko jeden, trzymanie gotówki w tak wyśmiewanej przysłowiowej skarpecie. Sposób może śmieszny i nienowoczesny, ale dający prawdziwą wolność. Wtedy nie musimy się obawiać „awarii” w banku ani żadnych pomysłów inwestorów cudzych pieniędzy. Chrońmy gotówkę, jak długo się da, a potem „świat się będzie rozwijał” a my powrócimy do wymiany towar za towar i dalej będziemy mogli być wolni.

wtorek, 4 marca 2025

Dwóch Donaldów i jedna Ukraina

 

Zacznijmy od przypomnienia faktów. Przed wojną Ukraina liczyła 50 milionów ludzi. Zaraz po pierwszych wystrzałach zwiało stamtąd 20 milionów. Głównie byli to ci, których na to było stać, chociaż u nas inaczej to przedstawiano. W sumie to była, jakbyśmy na to nie spojrzeli, elita tego państwa. Faktu tego nie trzeba udowadniać, jeśli spojrzymy na dane dotyczące zakupu mieszkań w Polsce i to za gotówkę. Pochodzenia tych pieniędzy nikt nie sprawdzał (Polacy tak fajnie nie mają). Groteską jest, że cały czas ci ludzie mają wypłacany polski socjal. Liczmy dalej. Na froncie zginęło już około miliona ludzi. Kalekami zostało pewnie jeszcze więcej. Nasze tuzy ciągle nam opowiadają o dzielnym narodzie ukraińskim, a prawda jest taka, że cały czas trwają tam łapanki ludzi na front, bo dobrowolnie nikt nie chce. Szacuje się, że przeżywalność takich rekrutów to od paru dni do miesiąca czasu. Zostało więc dwadzieścia parę milionów, czyli niewiele do wymiany całego społeczeństwa.


W tej sytuacji amerykański Donald nie widząc sensu dalszych działań wojennych, a także dbając o swoich podatników trwa w zamiarze zakończenia tego konfliktu. Ten scenariusz zdecydowanie nie podoba się panu Dej. Przyzwyczajony do tego, że gdzie nie pojedzie, dostaje wszystko, czego żąda, zaczął się zachowywać, jakby był co najmniej w Warszawie. Jednakże Waszyngton, to nie Warszawa, więc wyleciał z hukiem.


Po tym spotkaniu w Europie pan Dej po raz kolejny został bohaterem. Wszyscy prześcigali się ze wsparciem dla niego, tyle, że to były okrągłe słówka na platformie X. Gdybyż je dało się przełożyć na amunicję, to wojska pana Dej podchodziły by już pod Ural.


Analizując wszystkie fakty, „nasz” Donald poczuł się głównodowodzącym wojsk zjednoczonej armii europejskiej i już jadąc rano na nasiadówkę do Londynu, zaczął wyliczać ile to Europa ma czołgów, samolotów i tak dalej, więc amerykanie nie są wcale potrzebni. Natomiast tego samego dnia wieczorem okazało się, że statystyka jest dobra w biurze – na froncie to się nie sprawdza.


Duży Donald słysząc te pohukiwania europejskich przywódców, prężących muskuły zrobił to co było nieuniknione, czyli wstrzymał wszelką pomoc dla Ukrainy. To, przynajmniej na chwilę, przywróciło rozum „dzielnym” Europejczykom. Zewsząd teraz słychać słowa kierowane do pana Dej – Volodymyr przeproś!


I z naszego punktu widzenia, lepiej żeby przeprosił, bo inaczej będziemy płacić i płacić na nie naszą wojnę, a przypomnę, że zostało jeszcze ponad dwadzieścia milionów ludzi na Ukrainie, a Putin nie działa tam, jak najbardziej humanitarna armia świata w Gazie, więc te koszty spadłyby jeszcze na nasze dzieci, a może i wnuki.

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...