Był późny jesienny wieczór w deszczową niedzielę. Stałem na
przystanku w mieście wykolejeń, które ciągle się jeszcze reklamuje, jako
miasto spotkań. Jednakże, jak się spotykać, kiedy nie ma możliwości dotarcia na
spotkanie? Wiem! Można sobie dobierać znajomych pośród flegmatyków i myślicieli,
którym czas tak szybko nie płynie, ale czy spotkanie w takim gronie ma jakiś
sens?
Tego wieczoru
miałem jednak szczęście, bo tramwaj nie dość, że przyjechał (punktualnie), to
jechał we właściwym kierunku. Wsiadłem i
nawet usiadłem, bo było miejsce. Rozejrzałem się dookoła, anonimowi ludzie nie
wzbudzający zainteresowania, więc tradycyjnie podziwiałem przez okno
architekturę na zewnątrz. Taka zwyczajna podróż, ale jednak do czasu. Na jednym
z przystanków wsiadł jakiś on i ona. Od razu zwróciła moją uwagę. To co
pierwsze przyciągnęło wzrok, to była damska moda, która zmusza kobiety do
zakładania garderoby o numer mniejszy, niż rozmiar osoby. Wyobraźnia z
rzeczywistością nie zawsze potrafi się spotkać. Jednakże w tym przypadku to był
raczej sympatyczny widok, chociaż nie wszystkie wymagane fragmenty ciała dały
się włożyć w spodnie. Patrzyłem dalej na nią, ignorując już garderobę, gdyż
należała do tych osób, które mimowolnie ściągają wzrok na siebie. Nie wiem czy
była śliczna, czy ładna, ale patrzenie sprawiało przyjemność. Dzięki niej
przystanki mijały, jakby były poustawiane co dziesięć metrów – jeden za drugim.
W głowie od razu pojawił się błogostan i anielskie myśli zaczęły mi krążyć.
Niestety, to
zawsze musi zdarzyć. Natychmiastowy i okrutny powrót do rzeczywistości. A było
to tak: Pan motorniczy postanowił skorzystać z wynalazku techniki i przez
głośniki zapowiedział zmianę trasy z powodu kręconych zdjęć do filmu na starym
miejskim moście. Wtedy ta zdawałoby się cudna dziewczyna wypowiedziała dwa
zadania: „Kur.. Pier….. film. Głupi Pier….., poje…. film.” Czar prysł szybciej
niż się pojawił. Ona nie była już ani piękna, ani ciekawa, ani interesująca. Przestała
istnieć.
Pomyślałem wtedy,
że dobrze się stało, iż ten film właśnie wtedy kręcili. Może to będzie kolejny
gniot, którego nikt nie będzie chciał oglądać, a może powstanie prawdziwe
dzieło. W każdym razie od tego momentu, na sto procent wiem, że życie to nie
film oraz to, że na scenariusz naszego życia – rzadko mamy wpływ.