poniedziałek, 18 listopada 2019

Historia z miasta wykolejeń


     Był późny jesienny wieczór w deszczową niedzielę. Stałem na przystanku w mieście wykolejeń, które ciągle się jeszcze reklamuje, jako miasto spotkań. Jednakże, jak się spotykać, kiedy nie ma możliwości dotarcia na spotkanie? Wiem! Można sobie dobierać znajomych pośród flegmatyków i myślicieli, którym czas tak szybko nie płynie, ale czy spotkanie w takim gronie ma jakiś sens?

     Tego wieczoru miałem jednak szczęście, bo tramwaj nie dość, że przyjechał (punktualnie), to jechał  we właściwym kierunku. Wsiadłem i nawet usiadłem, bo było miejsce. Rozejrzałem się dookoła, anonimowi ludzie nie wzbudzający zainteresowania, więc tradycyjnie podziwiałem przez okno architekturę na zewnątrz. Taka zwyczajna podróż, ale jednak do czasu. Na jednym z przystanków wsiadł jakiś on i ona. Od razu zwróciła moją uwagę. To co pierwsze przyciągnęło wzrok, to była damska moda, która zmusza kobiety do zakładania garderoby o numer mniejszy, niż rozmiar osoby. Wyobraźnia z rzeczywistością nie zawsze potrafi się spotkać. Jednakże w tym przypadku to był raczej sympatyczny widok, chociaż nie wszystkie wymagane fragmenty ciała dały się włożyć w spodnie. Patrzyłem dalej na nią, ignorując już garderobę, gdyż należała do tych osób, które mimowolnie ściągają wzrok na siebie. Nie wiem czy była śliczna, czy ładna, ale patrzenie sprawiało przyjemność. Dzięki niej przystanki mijały, jakby były poustawiane co dziesięć metrów – jeden za drugim. W głowie od razu pojawił się błogostan i anielskie myśli zaczęły mi krążyć.

     Niestety, to zawsze musi zdarzyć. Natychmiastowy i okrutny powrót do rzeczywistości. A było to tak: Pan motorniczy postanowił skorzystać z wynalazku techniki i przez głośniki zapowiedział zmianę trasy z powodu kręconych zdjęć do filmu na starym miejskim moście. Wtedy ta zdawałoby się cudna dziewczyna wypowiedziała dwa zadania: „Kur.. Pier….. film. Głupi Pier….., poje…. film.” Czar prysł szybciej niż się pojawił. Ona nie była już ani piękna, ani ciekawa, ani interesująca. Przestała istnieć.

     Pomyślałem wtedy, że dobrze się stało, iż ten film właśnie wtedy kręcili. Może to będzie kolejny gniot, którego nikt nie będzie chciał oglądać, a może powstanie prawdziwe dzieło. W każdym razie od tego momentu, na sto procent wiem, że życie to nie film oraz to, że na scenariusz naszego życia – rzadko mamy wpływ.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...