poniedziałek, 28 października 2024

Psychiatrów nam już nie potrzeba

 

Fakty są takie, że zostaliśmy fundatorem uzbrojenia dla ukraińskiej armii. Jesteśmy też stabilizatorem ich banku centralnego. Płacimy im za dostęp do internetu, paliwo wysyłamy za cenę, o jakiej nad Wisłą już nawet nie marzą. Do tego należy dodać generatory, karetki, wozy strażackie i tak dalej. Pod swój dach przyjęliśmy grubo ponad milion ich obywateli obdarzając wszelkimi przywilejami, jakie są możliwe i niemożliwe też.


Oni w zamian za to, po kolei wykupują nasze firmy. Systematycznie przejmują handel, pocztę, a nawet przestępczość zorganizowaną. W tym czasie ich oligarchowie bawią się w najlepsze w słynnych kurortach, a w kraju powstają nowi codziennie zdobywając milion za milionem i to w twardej walucie. Cóż! W końcu tam jest wojna!


W tym samym czasie u nas nie ma pieniędzy na nic. Wielkie projekty rozwojowe przeszły do historii. Powodzianie na odbudowę mają czekać do wiosny, chociaż nikt nie powiedział której. ZUS bankrutuje, za nim podąża NFZ, a reszta też grzecznie zmierza do kolejki.


To wszystko nie powstrzymuje jednak naszych bardzo światłych rządzących od przekazania 25 milionów euro na fundusz odbudowy Ukrainy, ani rodaków od ciągłych wpłat pieniędzy na „ukraińskie” zbiórki.


Tak tylko przypomnę, że od paru już lat pojawia się w przestrzeni publicznej temat zapaści w polskiej psychiatrii, na którą są zbyt małe nakłady finansowe, oraz wieczny brak specjalistów, ośrodków i tak dalej.


Otóż! Wcale nie jest tak źle, gdyż jeśli przeanalizujemy fakty, o których powyżej, to bez specjalnych kosztów i badań możemy stwierdzić, ponad połowa Polaków osiągnęła stan najwyższej głupoty i nie ma tutaj pola na żadną dyskusję. Ci wszyscy, którzy w naszym imieniu podejmują takie decyzję oraz te miliony, które to popierają, nie mogą przecież być normalni. Diagnoza postawiona, temat zamknięty. Nie ma o czym dyskutować, a jakby jeszcze ktoś nagle zgłupiał, to tych paru psychiatrów, co jeszcze mamy sobie poradzi.

wtorek, 22 października 2024

Przywrócić Polsce należne miejsce

 

Uśmiechnięta koalicja obiecała przywrócić Polsce należne miejsce w Europie. Z tym postulatem zgadzali się wszyscy. Kraj tej wielkości, z potencjałem przemysłowym i intelektualnym powinien odgrywać pierwszoplanowe role na kontynencie. I niestety, akurat w tym temacie słowa dotrzymali. Po ostatnich wydarzeniach, to nawet ci, co brali udział w nocnym głosowaniu nie powinni mieć już wątpliwości. To jest duża niespodzianka, bo oczekiwania były, nawet jeśli nie na europejską ekstraklasę, to przynajmniej na pierwszą ligę na pewno. No cóż! Mamy trzecią z jakąś tam szansą na drugą i to będzie nasz max. Zacznijmy się przyzwyczajać, bo jak powiedział syn kolegi z pracy, na jego pytanie: „Co z tą Polską?” - to w usłyszał w odpowiedzi, że „Z takim składem, to daleko nie zajedziemy”. Pytanie dotyczyło meczu, ale jest to odpowiedź uniwersalna na większość naszych problemów.


A działo się tak, że do Berlina zajechał pan Dej, ze swoim „genialnym” planem na wygranie wojny. W tym planie były bardzo zabawne punkty na niezły skecz kabaretowy, ale były też tajne, dostępne dla nielicznych. Oczywiście te tajne nie uwzględniały Polski. To nie dziwi, bo tego już dawno się spodziewałem, ale jak się czują ci wszyscy, co „niedźwiadki” sobie robili z panem Dej? A co na to wielki przyjaciel, który obdarował tego pana w dresie najwyższym naszym odznaczeniem państwowym. Czy frajer, jest właściwym określeniem?

Czasami jednak karma szybko wraca, bo właściwe rozmowy na temat wojny i czasu po wojnie odbyły się nie tylko bez nas (to było przewidywalne), ale też bez Ukrainy. Niczym w Jałcie rozmawiali przywódcy USA, Wielkiej Brytanii i tym razem Niemiec. Brakowało tylko Rosji, bez której żadnego końca oczywiście nie będzie. Jednakże myślę, że bardziej niż o zakończeniu wojny rozmawiano tam o podziale łupów, kiedy to zakończenie nastąpi. Skoro rozmawiano, to znak, że ten czas jest bliski.


To tyle o przywracaniu Polsce należnego miejsca w Europie. Rozbudzono wielkie apetyty, a wyszło jak w tej reklamie suplementu na apetyt dla seniora. Fantastyczna rzecz dla babci albo dziadka, szczególnie wtedy, gdy mają niewiele ponad tysiąc złotych emerytury.

poniedziałek, 14 października 2024

Prawi i sprawiedliwi

 

Prawych i sprawiedliwych mamy tak dużo, że kiedy kładziemy się spać na prawym boku, to zawsze sprawiedliwie budzimy się przy ścianie i niewiele możemy zrobić, aby to zmienić. Od paru ładnych lat słowo praworządność jest wypowiadane przy różnych okazjach, a i bez okazji dobrze jest je wrzucić do każdej dyskusji.


Poprzedni rząd miał prawo i sprawiedliwość w swojej nazwie i to mu wystarczało. Rok temu nastał nowy, uśmiechnięty, postępowy i europejski rząd, który za jedno ze swoich głównych zadań uznał tak zwane przywrócenie praworządności właśnie.


Aby to zrealizować, postawił na człowieka, który pełnił kiedyś funkcję Rzecznika Praw Obywatelskich. No niby właściwy człowiek. Tylko, że ten człowiek kiedyś udzielając wywiadu dla niemieckiej gazety porównał Polaków do „dzikiego zwierzęcia”, za które Niemcy powinni „wziąć odpowiedzialność”. W tej sytuacji należy się zastanowić, czy on przywraca polską, czy niemiecką praworządność? A przywraca ją tak, że przejmując rządową telewizję, po fakcie stwierdził, cały czas szuka przepisu, który stworzy pozory legalności tych działań. W PRL-u mówiło się – dajcie mi człowieka, a paragraf sam się znajdzie. Wygląda na to, że zatoczyliśmy wielkie koło, aby powrócić w dobrze znane miejsce.


Wiemy już kto stoi na czele tej akcji, ale nawet najbardziej pracowity człowiek nie jest w stanie wszystkiego zrobić sam. Dlatego ma swoich zastępców. Pierwszy z nich tak bardzo chciał naprawiać system prawny w Polsce, że już po kilku miesiącach, ewakuował się na pensję do Brukseli. Ten z kolei, który go zastąpił, niestety nie wiedział, że na prywatne wczasy, nie jeździ się za państwowe pieniądze. Przykra sprawa, skąd miał to wiedzieć? Przecież to jest wiedza tajemna, dla większości ludzi. Na szczęście jest kolejny zastępca, który złożył fałszywe oświadczenie o swoim miejscu zamieszkania, aby dzieci umieścić w przedszkolu w Warszawie. Wiadomo! Szczęście bąbelków jest najważniejsze.


Jak widać ekipa jest bardzo mocna. Nasza praworządność nabiera tak wielkiej siły, że nie musi się kłaniać, ani Kodeksowi Karnemu, ani żadnej innej ustawie.


Cóż! Od pewnego czasu przestałem oglądać kabarety, bo stały się prostackie i wulgarne. W zamian za to, oglądam programy publicystyczne. Są zdecydowanie bardziej zabawne. Najbardziej lubię w nich te momenty, kiedy jeden z dyskutantów mówi do swojego adwersarza, że „przez osiem lat, to wy…”, na co tamten zawsze odpowiada mu, że to „wy przez osiem ostatnich lat…”. I naprawdę z wielką niecierpliwością czekam na chwilę, gdy prowadzący wreszcie nie wytrzyma i powie: „Do jakiejś tam nędzy, Panowie! To przecież wy przez ostatnie szesnaście lat, żeście nam…”. Tylko czy to dotrze to tych wciąż 60 procent ludzi, którzy daliby się zabić, za tych dyskutantów.

wtorek, 8 października 2024

A to my rządzimy?

 

Drodzy kochani i umiłowani! W życiu zdarzają się czasami rzeczy bolesne, szczególnie wtedy, kiedy do nas w końcu dotrze, to co tak naprawdę zawsze wiedzieliśmy. Otóż! Demokracja to są rządy ludu, a to oznacza, że w kraju położonym nad Wisłą, rządzę ja, rządzi pan, pani, a także on, ona i nawet ono z onym i to jest właśnie cały wielomilionowy rządzący lud.


A jak my rządzimy? Nie ma wątpliwości, że czynimy to z wielkim rozmachem. W ciągu niespełna roku doszliśmy do wniosku, że wiele przedsięwzięć nam się zwyczajnie nie opłaca. Mógłbym je tutaj wymienić, lecz cała lista byłaby dłuższa niż Litania Loretańska, a poza tym skoro rządzimy to ją znamy.


Jednak żeby nie powstało radosne wrażenie, że akurat nam to nic się nie opłaca, to można wymienić też kilka takich, które się opłacają i przynoszą całkiem niezłe dochody z podatku. Chociażby nasza rodzima firma, która wprowadziła i zdominowała nie tylko polski rynek w dostarczaniu przesyłek, czyli tak zwane paczkomaty. Całkiem dobrze nam idzie produkcja pelletu, co jest ważne w dobie różnych zakazów związanych z węglem. I jeszcze parę firm i dziedzin mógłbym wspomnieć, które psują ten nasz dumny stan nieopłacalności, zapewne przyjdzie na to czas, tak jak przyjdzie czas na to, żeby one też dołączyły do naszej litanii nieopłacalności. Właśnie zaczęliśmy nad tym intensywniej pracować.


Nasza bystra spostrzegawczość pozwoliła nam się bardzo szybko zorientować, że wśród nas ciągle jest sporo ludzi o wybitnych osiągnięciach naukowych i to w kluczowych dla rozwoju kraju dziedzinach. Na szczęście większości już się pozbyliśmy, bo nie ma takiej siły i takiej mocy, która zepchnęłaby nas z obranej drogi. Przypominam! Tutaj my rządzimy!


A wszystko to jest wyraz naszego sprytu. My nie będziemy się męczyć i pracować, bo przecież... rządzimy. To wszystko co musielibyśmy ciężką pracą zdobywać, jest blisko, na wyciągnięcie ręki. Wystarczy przekroczyć granicę na Odrze, gdzie każda rzecz już na nas czeka. I jeszcze taka złota myśl zjawiła się do rozważenia, czy nie logiczniej i taniej byłoby nam uczestniczyć w wyborach do Bundestagu? W sumie to przecież rząd i parlament w Warszawie, też nam się nie opłaca!

środa, 2 października 2024

Waleczny Donald

 

Po całkowitym fiasku tak zwanych stu konkretów, które sprawiło, że zaczęto traktować premiera, jako zwykłego bajarza, pojawiła się konieczność zdecydowanej poprawy jego wizerunku. Postanowiono powrócić do roli zdecydowanego i bezkompromisowego przywódcy. I tutaj, jak dar losu, nadpłynęła wielka woda. Odtąd całymi dniami można było oglądać najdzielniejszego z dzielnych, co to porzucił garnitur i elegancki wygląd, aby z troską wyjść do ludzi mówiąc im, że oto jest i czuwa nad wszystkim. Przekaz ten wzmacniały przekazywane na żywo transmisje z posiedzeń sztabu kryzysowego, gdzie wydawał polecenia i nierzadko łajał uczestników sztabu, niczym uczniaków.


Ciemny lud zdziwiony na to patrzył, bo jakoś mu się kojarzyło, że gdzieś to już widział. To samo skojarzenie miał również pewien dziennikarz, notabene jeden z największych akolitów tego rządu, który ten sposób rządzenia przyrównał do Putina. Cóż! Nieświadomy wystawił się na strzał, więc już nazajutrz został wyzwany od pisowców (to ciągle jest obelga). Ja będąc ostrożny, a może bardziej spostrzegawczy, widziałbym raczej Baćkę Łukaszenkę mobilizującego ludzi przed wykopkami. To zdecydowanie jest ten poziom.


Woda ma to do siebie, że płynie, więc nie da się na tym grać bez końca. Co prawda można by jeszcze pojechać i z troską na gruzach tego co zostało, w świetle kamer, złożyć parę wielkich obietnic. Jednakże zawsze wtedy byłaby obawa, że ludzie, którzy stracili dobytek i nie mają już nic do straceni, mogliby być zbyt szczerzy w takiej rozmowie.


Powrócono więc do bezpiecznego garnituru i kreowania nowego dramatu, który może utrwalić wielkość premiera. Alkohol w tubkach! No to jest coś co zelektryzowało władzę, problem na miarę prawie 40 milionowego kraju. Dobrze, że akurat nie było w tym czasie większych problemów, więc zwołano posiedzenie, na którym na „poważnie” zajęto się alkoholem w tubce. Słowa oburzenia, mieszały się ze słowami potępienia. Waleczny Donald nawet wyrzucił z posiedzenia ministra Cześka, żeby natychmiast zajął się tym problemem. Oczywiście nikt nie pamiętał, że wino już od dawna sprzedaje się w podobnych opakowaniach, a także w kartonach, które dzieci mogą pomylić z sokiem. Ważne, żeby wódki nie było w tubkach. Trzeba przecież walczyć z alkoholizmem. Można by oczywiście zacząć tę walkę od swoich szeregów, można by zlikwidować alkohol w restauracji sejmowej, ale przecież to nie chodzi o ich, a o nasze „szczęście”.


Niestety producent tego trunku w tubce, sam się z niego wycofał, chociaż wszystko było legalne i zgodne z przepisami. Pewnie zrobił to, aby uniknąć wszelkich możliwych kontroli w firmie. Myślę, że jednak się pomylił, bo kontrole niechybnie nadejdą. Po takiej akcji musi nastąpić przekaz o zdecydowanym działaniu naszego wybawiciela.


Obawiam się, że to nie były ostatnie akcje, które mają ukazać jedynego bohatera, wybawcę i męża opatrznościowego. Póki towar się sprzedaje, to nie zdejmujemy go z półki. Tutaj pytanie moje jest jedno: ile potrzeba jeszcze czasu, żeby ten premier, a może następny, zaczął tym krajem naprawdę rządzić? Bo póki co to gospodarka leży, a świat nam odpływa.

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...