poniedziałek, 26 maja 2025

„Źle się dzieje w państwie duńskim”

 

Malutka Dania, niegdyś rybacki kraj, wpadła na pomysł, ażeby móc cieszyć się pełnią życia, podróżami i nieograniczonym luksusem, potrzebni są im ludzie, którzy będą na to pracować, zamiast nich. Pomysł wprost genialny. W końcu ludzie od zawsze marzyli o tym, aby mieć, nie przemęczając się. Często przecież do dzieci, aby ich zmobilizować do nauki mówiło się, że jak nie wezmą się za naukę, to będą musiały ciężko pracować, a dzieci zwykle odpowiadały, że one do pracy, to będą miały murzyna.


Tym właśnie tropem poszli Duńczycy. Sprowadzili sobie słynnych już dzisiaj inżynierów i doktorów, którzy mieli ten plan realizować. W końcu Amerykanom taki plan w osiemnastym wieku się udał. Jednakże to już nie osiemnasty wiek i nie Ameryka. W Ameryce też od dawna to nie działa, ale kto by się tym przejmował, kiedy mamy genialny plan.


I jak to z planami, szczególnie tymi genialnymi bywa, wszystko się udało, tylko szczęście nie bardzo widać na twarzy Duńczyków. A szczęścia tego nie ma, bo to właśnie oni muszą pracować, żeby inżynierowie i lekarze mogli cieszyć się życiem. A że Duńczyków jest mało, a tych wykształconych przybyszów jest coraz więcej, dlatego rząd jego Królewskiej Mości postanowił, iż trzeba zakasać rękawy i pracować, co najmniej do siedemdziesiątego roku życia. Tym to sposobem Duńczycy mają nowe marzenie – dożyć do emerytury.


My sobie to obserwujemy z daleka i chciałoby się powiedzieć, wyciągamy swoje wnioski. Czy one na pewno są nasze? Słucham i czytam często różnych profesorów i tak zwanych ekspertów rynków pracy oraz naszych ministrów, którzy uparcie i permanentnie powtarzają, że jest nas coraz mniej i potrzebni są imigranci, którzy będą pracować na nasze przyszłe emerytury. To i przyjeżdżają w coraz większej liczbie. Powinniście więc już spotykać ich w waszych miejscach pracy. Cóż! Nie widzicie nikogo takiego koło siebie? No niemożliwe! Niech mi nikt tutaj nie mówi, że u nas ten plan też nie działa. Ja wierzę, że u nas to na pewno się uda. My nie będziemy tacy sami jak Duńczycy. My podwyższymy wiek emerytalny od razu do siedemdziesięciu dwóch lat i w ten sposób, pokażemy im swoją wyższość. W końcu to „źle się dzieje w państwie duńskim”, u nas zawsze jest bardzo dobrze.

poniedziałek, 19 maja 2025

Jeszcze Polska…?

 

Ja jestem głupi i w tej swojej głupocie wiem, że jeśli ktoś przez dwadzieścia lat rujnuje kraj, a tym samym i mnie, to należy to, jak najszybciej zmienić. Jednakże ja jestem jeden, a po drugiej stronie jest sześćdziesiąt procent głosujących inteligentów i bystrzaków, którzy uważają, że tym razem będzie inaczej. To jest dla nich ten czas, kiedy zwycięzca, będzie uczciwy, oddany Polsce, Polakom i ich pragnieniom. Mam tylko nadzieję, że w to naprawdę wierzą, to byłoby ich alibi.


Natomiast jakie alibi mają ludzie mieszkający na terenach po wrześniowej powodzi, to ja naprawdę nie wiem. Wszędzie zdecydowane zwycięstwo kandydata głównej partii rządzącej. Tej samej, dzięki której, do tej pory na tych terenach bez zbędnych kosztów można kręcić filmy katastroficzne i wojenne. Scenografia wciąż nienaruszona. Fakt ten jest wspaniałą informacją dla rządu, który bez żadnych obaw i skrupułów, może pieniądze przeznaczone dla polskich miast i miasteczek przekazać na odbudowę Lwowa lub innych ukraińskich miast, tak jak zamierzał, tylko kasy brakowało. Teraz już ma. To jest piękne!


Natomiast cudowne jest to, jak media głównego nurtu i ich nieomylni komentatorzy usiłują przełknąć wynik, jaki w wyborach uzyskał Grzegorz Braun. Świetnie się ogląda, jak oni się plączą w swoich zeznaniach, jak wymyślają przyczyny, dlaczego tak się właśnie stało. W swojej wysokiej tolerancji, najchętniej, gdyby tylko mogli, to rozstrzelaliby te lekko ponad milion dwieście tysięcy osób, bo jak to w ogóle możliwe, że ludzie się odważyli zagłosować na takiego człowieka. Nie są w stanie wpaść na najprostsze wyjaśnienie, że ludzie głosowali dlatego, że właśnie jest takim człowiekiem.


W sumie to i tak dobrze się dla nas skończyło, bo mogłoby być tak, jak w Rumunii. Tam aby ludzie nie musieli po raz kolejny iść na wybory, musiało zmartwychwstać, na ten jeden dzień, milion siedemset tysięcy osób i wszyscy wiedzieli, jak głosować. Przypuszczam, że to instrukcje od samego świętego Piotra, który zezwolił na to dla świętego spokoju, a nasi zmarli, dzięki nam, wciąż mają wieczny odpoczynek!

sobota, 10 maja 2025

Kto zostanie nowym ministrem Beckiem?

 

Czy zauważyliście, że właśnie minęła okrągła, bo osiemdziesiąta rocznica zakończenia II Wojny Światowej. Łatwo można było przeoczyć ten fakt, gdyż tym razem na tak zwanym zachodzie, w zasadzie cisza. Nie było żadnej wielkiej imprezy z tego powodu. Czy to nie dziwne? W sumie to nie bardzo, bo kto by się zajmował takimi pierdołami i jeszcze może z trybuny miałby nawoływać, że nigdy więcej… Głupio to by brzmiało w czasie, gdy wszystkie starania idą w kierunku podtrzymywania działań wojennych na Ukrainie. A czy ktoś może słyszał, żeby wielcy mocarze europejscy proponowali jakikolwiek plan zakończenia tej wojny. Ani im to w głowie. Historia lubi się powtarzać, czasami jako farsa, a czasami dokładnie tak, jakby ktoś specjalnie chciał ją powtórzyć, z nadzieją, że tym razem będzie inne zakończenie.


We wrześniu 1939 roku mieliśmy dwustronną umowę o wsparciu militarnym z Francją i Wielką Brytanią. Teraz mamy 2025 rok i już mamy podobną umowę z Francją, a niebawem podobna będzie zawarta z Wielką Brytanią. Czy coś nam to przypomina? Jednocześnie premier jedzie do Kijowa z przywódcami tychże państw, zwanych koalicją chętnych. Po co? Już wiemy, że na pewno nie z misją zawarcia pokoju. Znowu więc odwołajmy się do historii: nasze słynne „za wolność waszą i naszą” i niech się nikt nie łudzi, bo za waszą tradycyjnie nastąpi, ale na naszą, jak zwykle czasu i energii nie starczy.


Teraz tylko jest potrzebny nowy minister Beck, który dumnie oświadczy, że my Polacy nie oddamy ani guzika, a że w zasadzie tylko guzik nam został, to taka deklaracja naprawdę nabierze głębokiego sensu.


Cóż! Możemy jeszcze zmienić tę historię. Otóż! Zgodę na udział w walkach zbrojnych Wojska Polskiego musi wydać Prezydent. Wystarczy tylko o tym pamiętać 18 maja. Tylko tyle i aż tyle.

czwartek, 8 maja 2025

Gdzie jest Polska?

 

To ważne pytanie. Gdzie jest Polska? A może już należy pytać, czy jeszcze jest Polska? Są tacy co twierdzą, że to już tylko polskojęzyczny kraj, jednakże, szczególnie ci, którzy mieszkają w dużych miastach wiedzą, jak trudno jest usłyszeć polski język. Teoretycznie te wszystkie odczucia można zmienić, gdyż mamy jeszcze jakąś tam demokrację, mniej lub bardziej sterowaną, więc hipotetycznie psikus mógłby się zdarzyć. Gdyby tylko teoria z praktyką, chociaż raz chciały się spotkać!


Rzeczywistość jednak jest taka, że jak zawsze, sondaże podają nam na talerzu „właściwych” kandydatów. Tak więc mamy tych dwóch właściwych i naprawdę trudno stwierdzić, który z nich potrafi lepiej kłamać. Z resztą ta wiadomość w kraju nad Wisłą, nie jest wcale tak istotna. Przecież poprzedni premier kłamał już wtedy, kiedy mówił dzień dobry. Z tego też powodu rodacy nazywali go Pinokiem. Żądni jednak zmian dokonali wyboru nowego premiera, któremu nawet sam mistrz Gepetto nie byłby w stanie wystrugać tak długiego nosa.


U kandydatów ważne są poglądy. A jakie poglądy mają? A jakie pan sobie życzy? Oczywiście biednym będą pomagać, bogatych nie zubożeją i co ważne obaj są niezależni. Od kogo? Od czego? Tego jeszcze się nie dowiedziałem. Jakby na potwierdzenie tej niezależności jeden już spotkał się ze swoim panem w Waszyngtonie. Drugi niebawem spotka się ze swoim w Poznaniu, więc należy im wierzyć.


A teraz najważniejsze i jeden, i drugi obiecuje zbudować wielką, silną Polskę. No brawo! Tylko jak? Przemysł stoczniowy sprzedany, hutnictwo w zasadzie też. Motoryzacji już nie ma, kopalnie właśnie są dożynane. Kapitał polski, który systematycznie jest dociskany coraz to nowymi daninami, ledwo zipie. To gdzie ta silna Polska będzie? Czyżby jak zawsze tylko do końca kampanii?


I na koniec taka ciekawostka. Od wielu lat Polacy wyśmiewają się z Rumunów. Rumun to zawsze był biedak, żebrak, złodziej i tak dalej. Jednakże to ci Rumuni już drugi raz nie dali się ograć europejskim cwaniakom, co to mają swoje osobiste wzorce demokracji. Historia zatoczyła koło i wszystko na to wskazuje, że teraz oni będą mogli się szczerze śmiać na widok Polaka, bo gdzież w Europie można spotkać większego frajera, który nie potrafi przyswoić najprostszej wiedzy i posiada inteligencję stada baranów!

sobota, 3 maja 2025

Analogowe życie

 

Czy ktoś dobrowolnie dałby się zamknąć, pozbywając się wolności? Co za pytanie? Oczywiście, że nie. A czy można uwięzić miliony ludzi, tak żeby oni nawet się nie zorientowali? Wydaje się to niemożliwe. Cały czas jednak posługujemy się logiką, chociaż już przecież wiemy, że logika systematycznie przechodzi do historii, a skoro jej nie ma, to piekło zostaje otwarte i każdy może ogień zapalić.


Ludzie z natury są leniwi i wygodni. To jest przydatna wiedza, dla wszystkich tych, którym marzy się władza nad światem. Wystarczy podsuwać im coraz to nowsze i coraz fajniejsze zabawki, a wkrótce ich dusze będą nasze. Elektronika, a z nią związana cyfryzacja kolejnych dziedzin życia, wciąga ludzi w bagno postępu, z którego ciężko jest się wydostać, a wielu nawet nie próbuje, nie mając świadomości, tonie.


Coraz więcej miejsc i coraz więcej instytucji za punkt honoru stawia sobie cyfryzację swoich usług. Niby fajnie! Wystarczy tylko utworzyć swoje konto i się zalogować. Tylko?! Na tym właśnie to polega, abyś pozostawił swoje dane, a dane osobowe, to majątek i drogowskaz twoich nawyków i zwyczajów. Nie znając osoby, można znać całe jego życie. Mało tego, bo poprzez twoje przyzwyczajenia, można ci podsuwać kolejne zabawki, „niezbędne” do życia i jeszcze będą ci przekonywać, jesteś kowalem swego losu, chociaż tak naprawdę z tym kowalstwem masz tyle wspólnego, że porządnie dostałeś młotem postępu w głowę.


Nikt tego nie ściga, a jest to przecież rodzaj zabójstwa, bo właśnie kończy się to życie, którego uczyliśmy się od niemowlęctwa. Człowiek wiedział, jak się po nim poruszać, widział twarz tego, kto na jego problem odpowiadał „tak” lub „nie” i chociaż wciąż się mówiło o bezdusznych urzędnikach, to jednak w tym było więcej życia, niż w smartfonie. Cóż! Ukradli mi moje analogowe życie, a każdy kto się w nim urodził, zawsze będzie z sentymentem do niego wracał. Ale czy został tylko sentyment? Czy może jest jakaś szansa? Paradoksalnie to sam „postęp” jest szansą. Więcej wiatraków i więcej fotowoltaiki, a jednocześnie zamknijmy wszystkie klasyczne elektrownie, a będziemy mieli taki sam blackout, jak niedawno w Hiszpanii i Portugalii. Wtedy nie będzie wyjścia, ludzie będą musieli ze sobą rozmawiać twarzą w twarz, jak za starych dobrych czasów.

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...