wtorek, 27 grudnia 2022

Rok pod obcą flagą

 

     Pisząc ten tytuł miałem zamiar go doprecyzować, ale gdy się zastanowiłem, to doszedłem do wniosku, że nie tylko rok i nie tylko o tę jedną flagę chodzi. Biało-czerwona w przestrzeni publicznej, niestety pojawia się już rzadko, a jako ta jedyna i najważniejsza, to wcale, co nie jest budujące.


     Ten rok zaczął się, tak jak kończyły poprzednie, czyli od ograniczenia dostępu do instytucji, przychodni zdrowia, szpitali i ze śmiesznymi maseczkami na niektórych wciąż przestraszonych twarzach. Pomimo miesięcy doświadczeń, ciągle nie leczono zapalenia płuc, pozwalajc pacjentom sprawdzać siłę własnego organizmu. Nie wszyscy ją mieli. Lansujący się ministrowie od zdrowia na konferencjach prasowych opowiadali wesołe historyjki, jak to będą prosić Big Pharmę, żeby nie realizowała zawartej umowy na dostawy słynnego preparatu umożliwiającego wygranie hulajnogi. Domyślam się, że producent hulajnóg nie nadążał z produkcją, bo przecież nie mogło chodzić, o przeszacowanie ilości pacjentów, a tym bardziej poddanie w wątpliwość przydatności tegoż preparatu. I pewnie ta zabawa by trwała w nieskończoność, gdyby się nie wkurzył towarzysz Putin, który to zakończył ją w ciągu jednego dnia.


     Miłośnicy szczepień, zamykania firm i ludzi, bezboleśnie przerzucili swoją nienawiść, wobec tych, którzy nim opowiedzą się za lub przeciw – zadają pytania. Pytasz? Więc jesteś ruską onucą, chociaż jeszcze wczoraj byłeś zwykłym foliarzem. Wtedy też się okazało, że prezydent ma braci na Ukrainie, a rząd polski jest sługą narodu ukraińskiego. I najważniejsze - ruski gaz i węgiel Putin może sobie wsadzić w dupę, gdyż my mamy forsy, jak lodu i to jeszcze przed topnieniem lodowców, więc nie było obaw. Dzisiaj już wiemy, że cztery litery Putina wytrzymały, forsa poszła za wschodnią granicę, a polski przemysł, także przez ten gaz, jest rozbierany szybciej, niż silnik u mechanika. Nikt nie pyta o cenę gazu, która na fakturach wygląda na bezcenną. No, ale bomby nam nie spadają, poza jedną, więc warto było. Z węglem do dzisiaj są kłopoty, co nie przeszkadza dewastować polskich kopalń. Tak sobie myślę, że w URM jest jedna osoba od likwidowania kopalń, a na drugim końcu korytarza siedzi gość, który zajmuje się wydobyciem i dostawami węgla. Te dwie osoby nigdy się nie spotykają i mogą nawet nie wiedzieć o istnieniu tego drugiego. Najciekawiej jednak zachowują się górnicy, którzy w bardziej błahych sprawach potrafili spalić dziesiątki opon, a tutaj siedzą cichutko, kupieni za w sumie marną gotówkę, jeśli pomyśleć o tym, że za parę lat, staną się społecznością, której już żaden rząd nie będzie się bał i nie będzie się z nimi liczył. Po stoczniowcach, to była ostatnia grupa zawodowa do spacyfikowania. I pomyśleć, że są tacy, co twierdzą, że PiS nic nie potrafi.


     Nie rozwlekając się już, należy jeszcze wspomnieć o mistrzach naszej ekonomii, którzy nakręcali inflację z radością małych dzieci. W końcu nie chodziło im o wartość pieniądza, ale o ilość, a ta z każdym procentem dodawała im tak potrzebne miliardy. To była zabawa, niczym jazda z góry bez hamulców. Na początku olbrzymia frajda, wiatr we włosach, a potem panika i znikąd pomocy. No i trzeba było grzecznie udać się do Brukseli, aby kontynuować wstawanie z kolan. Tylko, jak to zrobić, kiedy twarz leży na glebie?!

sobota, 17 grudnia 2022

Gdybym nie mieszkał w tym kraju…

 

Gdybym nie mieszkał w tym kraju i tak bardzo go nie lubił, to śmiałbym się do rozpuku. Oto wychodzi prezydent na konferencję prasową i z dziecinną szczerością opowiada, że on nie ma żadnego pojęcia, skąd wzięły się te słynne kamienie milowe i kto taką umowę podpisał. Temu wszystkiemu przysłuchuje się ileś tam osób nazywających się dziennikarzami i nikt nie zadaje oczywistych pytań. To może w takim razie ja ich wyręczę.


- Panie prezydencie: Czy sprzątaczka w URM, mogła podpisać taką umowę?

- No oczywiście, że nie.

- A czy taką umowę, mogła podpisać sekretarka w gabinecie premiera?

- No skądże!

- To może taką umowę mógł podpisać jeden z wielu dyrektorów w URM?

- Nie sądzę. Zdecydowanie nie!

- A minister? Czy którykolwiek minister mógłby podpisać taką umowę, bez wiedzy premiera?

- To oczywiście skończyłoby się dymisją ministra.


No i pomogłem. Zagadka została rozwiązana. Muszę przesłać ten tekst do Pałacu Prezydenckiego. Szkoda, że nie będę mógł zobaczyć miny prezydenta, gdy się wreszcie tego dowie.


No i bardzo głośna (dosłownie) sprawa z ostatniego tygodnia. Jakby to niedorzecznie nie brzmiało, to szef wszystkich szefów, czyli Komendant Główny Policji odpalił w swoim gabinecie granatnik. Takie rzeczy do tej pory, to robił tylko filmowy Frank Drebin. Tylko, że w Warszawie to nie był film, chociaż z początku próbowali grać Niemca. Powiem tak, że niezależnie, czy słucham wyjaśnienia rzecznika policji, czy samego komendanta, to dzisiaj powinienem już pisać o byłym komendancie, a tak nie jest. Więc zastanawiam się, czy aby do dymisji doszło, to powinien wysadzić w powietrze pół Warszawy, czy też jedna dzielnica by wystarczyła? Bądżmy jednak ludzcy i próbujmy zrozumieć i wytłumaczyć człowieka. Co prawda było wcześnie rano, ale… No nie! Nikt na trzeźwo nie wpada na takie pomysły.


Ten granatnik to, jak mówią był prezentem od ich nowych braci (ja jestem dziwny, więc mam wciąż tego samego brata), z odbytej roboczej wizyty na Ukrainie. I znowu nikt nie zapyta, po co i czemu miała służyć ta wizyta? Podarki naszych radiowozów, czy sprzętu policyjnego z tysięcy wakatów? Bo tego już się nauczyliśmy, że żaden polski VIP nie jedzie tam z pustymi rękami, a wręcz przeciwnie właśnie po to jedzie.


Zawsze chcę kończyć tekst optymistycznie i czasami się to udaje, a lekko nie jest. Otóż! Komendant jest pierwszym polskim VIP-em, któremu udało się coś dostać od Ukraińców i może ta radość właśnie, tak go poniosła. Naprawdę, gdybym tu nie mieszkał, to miałbym dużą bekę z tego...

sobota, 10 grudnia 2022

I ty możesz zostać prezesem MPK

 

Prezes MPK we Wrocławiu bardzo dobrze zaczął swoje prezesowanie. Od razu nie omieszkał się pochwalić, jaka to wspaniała praca, dzięki której może podróżować i korzystać z życia prezesa. Nie chodziło jednak o podróże po mieście środkami komunikacji zbiorowej, którą zarządza, powiem więcej, to w ogóle nie były podróże po tym mieście. I to był bardzo dobry ruch, który uświadomił i dowartościował wielu mieszkańców tego miasta, szczególnie lubiących podróże, że też tkwi w nich gen prezesa. Takie gesty uszczęśliwiają mieszkańców, a szczęśliwi mieszkańcy to szczęśliwe miasto. Lepszej reklamy nie trzeba.


A jak działa komunikacja zarządzana przez prezsa? Internety są pełne „sukcesów”. To lepsza reklama, niż zaklejanie taboru. Najlepiej jednak można ocenić poprzez obserwacje elektronicznych wyświetlaczy na przystankach. Przystajesz (jak nazwa wskazuje) na takowym, spoglądasz i już wiesz, że twój autobus, czy tramwaj będzie za cztery minuty. Myślisz spoko. Za chwilę znowu spoglądasz, a tam już nie cztery, a sześć minut. Lekko zaczynasz się zastanawiać. Teraz już czujnie i permamentnie wlepiasz wzrok w wyświetlacz. Mija chwila i już się robi osiem minut. Cóż! Możesz wyciągnąć z tego tylko jeden wniosek. Ty czekasz, a on się cofa. Jedyna myśl: trzeba z buta, a wtedy on... już nieoczekiwanie, przyjeżdża. Bywa również tak, że pojazd na wyświetlaczu pięknie jedzie. Trzy minut, potem dwie, jedna i znika. Nie ma go i nie będzie. Ty już wiesz, ale przystanek dalej, albo dwa on ciągle jeszcze jedzie. Myślę, że w dzisiejszych czasach napisanie słowa odwołany lub awaria, to byłby luks, który musiałby spowodować podwyżkę biletów. We wsi gadają, że prezes się bardzo stara i nie żałuje kar dla swoich pracowników. Niby fajnie, jednakże jest to przyznanie się do tego, że może jednak firma działa źle. Chociaż, gdyby tak rzeczywiście było, to przecież nie byłby najlepiej opłacanym prezesem ze wszystkich spółek miejskich.


Do dzisiaj byłem przekonany, że prezes mający powyższe sukcesy, a także poparcie miejskich włodarzy niczego się nie boi. A tu niespodzianka – Brygida! Co takiego ma ta Brygida, że się prezes zestrachał? Śnieg ma i będzie go rozsypywać na jezdnie i torowiska, a przecież wiadomo, że w naszym klimacie to śnieg nigdy nie pada. Jest się czego bać. I tu w geście obrony pojawiła się genialna strategia naszego prezesa. Już wczoraj zadecydował, że w poniedziałek komunikacja będzie kursować, tak jak w weekendy. Podobno pozwoli to uniknąć korków komunikacyjnych. Posiadacze biletów okresowych już się cieszą na tę myśl. Pewnie tylko oni mają świadomość, że zakup takiego biletu, to jest zawarcie umowy z przewoźnikiem. Ale czy to na pewno pozwoli uniknąć korków. Otóż, stuprocentową gwarancję tego, że tak właśnie będzie, jest pozostawienie całego taboru w zajezdniach. Szach mat. I kto tu nadaje się na prezesa?

środa, 7 grudnia 2022

Walka o wzgórze

 

Są takie bitwy i wojny, których żadna telewizja nie pokaże, a gazety nie napiszą. One się jednak dzieją. Ta zaczęła się w okolicach marca, czy kwietnia, z początku dość niepozornie, jakby niezauważenie. Najpierw była bardzo rozproszona i niezorganizowana, co nie dawało możliwości zdobycia terenu, ale już chyba w czerwcu skoncentrowała się wokół jednego wzgórza. To właśnie ta koncentracja pozwoliła na stworzenie przewagi liczebnej.


Amunicja na samym początku nie była jakaś szczególnie groźna, ot zwykła marihuana, jednakże jej ilość przekłuła się w kolejne sukcesy. One to sprawiły, że już wkrótce amfetamina, to była codzienność, a za nią już szedł mefedron, czy MDMA i tak to poszło. Sprawdziła się tutaj stara zsada, że wystarczy tylko rozkręcić właściwy front, a o amunicję nie trzeba będzie się martwić. W końcu każda wojna to są żniwa dla producentów, których każda szanująca się armia posiada.


I tak oto wyrastają kolejni młodzi bohaterowie. Ci niepozorni i nie szukający poklasku, jak Serhii, Mykhailo, Jevhen, Dmitrii i wielu, wielu innych. To oni właśnie zdobyli Wzgórze Partyzantów. Czy to jest w Doniecku? Czy może koło słynnej Wyspy Węży? Nic z tych rzeczy! To wzgórze jest jak najbardziej na zachodzie, ale przecież jakie to ma znaczenie? Liczy się przecież zdobyty teren i zwycięstwo.


Trzymajmy więc kciuki za bojowników i udzielajmy pomocy, tak jak tylko my potrafimy. A może premier przekaże te trzydzieści milionów, które obiecał piłkarzą, a których piłkarze jednak nie dostaną. W końcu nasi młodzi bohaterowie nigdy nie zamierzali wyjść z tej grupy i nie sądzę, żeby kiedykolwiek wyszli. Są po prostu mistrzami!

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...