Dawno, dawno temu, tak dawno, że może nawet całe dwa tygodnie,
za lasami, za siedmioma górami i siedmioma rzekami, oraz za Odrą i Nysą Łużycką
stał wielki i solidny dom. Tak solidny, że nawet najsprytniejsze Wi-Fi nie było w stanie do niego zajrzeć.
Właśnie za tą budowlą, niewidoczna z ulicy, stała mała buda. To tam, w tej
budzie mieszkał Kudłatek. Był prześliczny. Słodka mordka z wesołymi kędziorkami
oraz oczy, które hipnotyzowały każdego, obojętnie kim był. Strach pomyśleć, jak
wielka moc, może się ukrywać w tak niepozornym stworzeniu. Kudłatek jednak nie miał pojęcia o swojej sile. Wręcz
przeciwnie, wydawało mu się, że jest słabą, małą istotą.
Siedział więc całymi
dniami w budzie i obszczekiwał wszystko, co poruszało się po drodze. Uznał, że
taka jest jego rola i wywiązywał się z niej bez zarzutu. Tylko nocami wystawiał
pyszczek ze swojej budy, tęsknie patrząc na gwiazdy, myśląc jakie są piękne.
Zazdrościł im, że mogą się poruszać po tak ogromnym niebie, a on niestety znał
tylko swoje podwórko. Czasami nachodziła go myśl, że może by tak przeskoczyć
płot… Zaraz jednak powracał na ziemię. Może świat jest tak ogromny, jak to
niebo i co on taki mały wtedy zrobi?
Tak mijały dni i
miesiące, od szczeknięcia do szczeknięcia. Aż pewnego razu, gdy wydobył swój
głos, niespodziewanie, ktoś odpowiedział mu tym samym. Nie spodziewał się tego, lecz było to bardzo fajne.
Natychmiast zaczął się rozglądać. Musiał przecież wiedzieć: kto to, taki? Nazywał
się Szczekuś. Od tej pory dni Kudłatka nie były już takie monotonne. Szczekuś
nie miał swojego podwórka, wiec kiedy miał tylko na to ochotę, to zjawiał się
za płotem i wtedy ze sobą rozmawiali. Na każde hau Kudłatka, Szczekuś
odpowiadał hau, hau, wiec Kudłatek dodawał hau, hau, hau i tak bez końca.
Czasami tylko, gdy Szczdekuś pomylił się o jedno hau, Kudłatego zwracał mu uwagę
święcąc swój triumf. Był szczęśliwy. Jednak ciągle powracało to jego marzenie o
wielkim świecie. Rozmawiał o tym, ze swoim przyjacielem, który starał się dodać
mu odwagi. Lecz zawsze strach zwyciężał. Dopiero, gdy Szczekuś powiedział mu,
że gwiazdy są znacznie mniejsze od niego, same przemierzają, bo bezkresnym
niebie, nic złego im się nie dzieje i każdej nocy powracają całe i błyszczące, wtedy
dopiero Kudłatek zrozumiał, że to już czas. Przeskoczył płot goniąc radośnie za
swoim marzeniem. Nie mógł uwierzyć, iż można być, aż tak szczęśliwym. Jak w każdej
pięknej bajce żył bardzo długo, a najstarsi weterynarze nie mogli się nadziwić,
jak to jest możliwe.