Miał sporo czasu na rozmyślania, więc zaczął kombinować
swoimi myślami. Taka gimnastyka starego człowieka, aby zmuszać neurony do
wysiłku. Szło mu, jak zawsze całkiem nieźle i w końcu, jak zwykle doszedł do
ściany. Sens życia. Jaki jest sens życia według niego? Czy każdy musi mieć swój
sens? A może jest jakiś uniwersalny? Oczywiście! Urodzić się, rozmnożyć i
umrzeć. Kiepska perspektywa – pomyślał. No może z wyjątkiem tego rozmnażania.
Pamiętał jeszcze, jak to się odbywało. Słodkie chwile, do których zawsze
podchodził z wielkim uczuciem. Uczucie to jest to czego zawsze miał w
nadmiarze, mimo że import jego z reguły mu nie wychodził. Skąd się w nim brało?
Może to przez gen naiwności, który w jego organizmie był najdłuższym łańcuchem
genetycznym. Pewnie tak, bo pomimo dziesiątek lat różnych doświadczeń
życiowych, zawsze górę brała jego naiwność, dzięki czemu stał się koneserem
konsumpcji goryczy. Taki oryginalny gust kulinarny, a oryginalność zawsze
bardzo cenił.
W tym momencie
zrobiło mu się smutno i chciał gorzko zapłakać, jednak wiedział, że to niemożliwe,
bo łzy są słone. Westchnął więc tylko melancholijnie, bo dobrze jest się czasem
zadumać, a duma jest bardzo ważna. Miał ją od zawsze i nigdy się z nią nie rozstawał.
Często tylko ona mu zostawała. Wierna, jak pies, więc musiał ją pokochać I to
jest właśnie sens życia – pomyślał. I był dumny, że przeżył kolejny dzień, w
którym widział sens.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz