środa, 25 kwietnia 2018

Marzenia Kudłatka


     Dawno, dawno temu, tak dawno, że może nawet całe dwa tygodnie, za lasami, za siedmioma górami i siedmioma rzekami, oraz za Odrą i Nysą Łużycką stał wielki i solidny dom. Tak solidny, że nawet najsprytniejsze  Wi-Fi nie było w stanie do niego zajrzeć. Właśnie za tą budowlą, niewidoczna z ulicy, stała mała buda. To tam, w tej budzie mieszkał Kudłatek. Był prześliczny. Słodka mordka z wesołymi kędziorkami oraz oczy, które hipnotyzowały każdego, obojętnie kim był. Strach pomyśleć, jak wielka moc, może się ukrywać w tak niepozornym stworzeniu. Kudłatek  jednak nie miał pojęcia o swojej sile. Wręcz przeciwnie, wydawało mu się, że jest słabą, małą istotą.

     Siedział więc całymi dniami w budzie i obszczekiwał wszystko, co poruszało się po drodze. Uznał, że taka jest jego rola i wywiązywał się z niej bez zarzutu. Tylko nocami wystawiał pyszczek ze swojej budy, tęsknie patrząc na gwiazdy, myśląc jakie są piękne. Zazdrościł im, że mogą się poruszać po tak ogromnym niebie, a on niestety znał tylko swoje podwórko. Czasami nachodziła go myśl, że może by tak przeskoczyć płot… Zaraz jednak powracał na ziemię. Może świat jest tak ogromny, jak to niebo i co on taki mały wtedy zrobi?

     Tak mijały dni i miesiące, od szczeknięcia do szczeknięcia. Aż pewnego razu, gdy wydobył swój głos, niespodziewanie, ktoś odpowiedział mu tym samym.  Nie spodziewał  się tego, lecz było to bardzo fajne. Natychmiast zaczął się rozglądać. Musiał przecież wiedzieć: kto to, taki? Nazywał się Szczekuś. Od tej pory dni Kudłatka nie były już takie monotonne. Szczekuś nie miał swojego podwórka, wiec kiedy miał tylko na to ochotę, to zjawiał się za płotem i wtedy ze sobą rozmawiali. Na każde hau Kudłatka, Szczekuś odpowiadał hau, hau, wiec Kudłatek dodawał hau, hau, hau i tak bez końca. Czasami tylko, gdy Szczdekuś pomylił się o jedno hau, Kudłatego zwracał mu uwagę święcąc swój triumf. Był szczęśliwy. Jednak ciągle powracało to jego marzenie o wielkim świecie. Rozmawiał o tym, ze swoim przyjacielem, który starał się dodać mu odwagi. Lecz zawsze strach zwyciężał. Dopiero, gdy Szczekuś powiedział mu, że gwiazdy są znacznie mniejsze od niego, same przemierzają, bo bezkresnym niebie, nic złego im się nie dzieje i każdej nocy powracają całe i błyszczące, wtedy dopiero Kudłatek zrozumiał, że to już czas. Przeskoczył płot goniąc radośnie za swoim marzeniem. Nie mógł uwierzyć, iż można być, aż tak szczęśliwym. Jak w każdej pięknej bajce żył bardzo długo, a najstarsi weterynarze nie mogli się nadziwić, jak to jest możliwe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...