Nawet
gdybym żył już niewiele lat, to pewnie jeszcze nieraz ten temat wróci na
forum publiczne. Cynizm wszak jest we wszystkich i nigdy nie umiera. Ale
zacznijmy od początku, próbując wszystko usystematyzować. W czerwonej szkole,
do której chodziłem (dosłownie i w przenośni) uczyli mnie, że życie zaczyna się
od połączenia dwóch komórek. I to jest bezdyskusyjny fakt, dotyczący nie tylko
ludzi. Nikt nie twierdzi, że jest to od razu samodzielny byt, ale jaki by nie
był – wtedy właśnie się zaczyna.
Od tego momentu
też zaczyna się spór, który jest do rozwiązania dokładnie tak, jak katastrofa
smoleńska. Wszyscy wiedzą swoje i nie ma takiej mocy, żeby cokolwiek do nich
dotarło. Rządzący, którzy oficjalnie chcą chronić każde życie, rzucili ogromną
kwotę czterech tysięcy złotych, na otarcie łez matką, których dzieci urodziły
się kalekie i sumienie mają, jakby spokojne. Dodają do tego jeszcze cudowną
opowieść, że kiedyś w przyszłości, jak to i tamto, to oni wszystko dla tych
matek zrobią. Powtórzę się, bo już to kiedyś pisałem, że poszkodowanym w
różnych katastrofach, natychmiastowo, wypłaca się jednorazowo sześć tysięcy. Z
resztą jeśli to jest słuszna kwota, to czemuż premie w sferze rządowej („które
się słusznie należały”) wypłacono, jako wielokrotność tej kwoty, antagonizując „dziadowski”
lud wyborczy.
Kościół katolicki w
swojej doktrynie wiary ma obronę każdego życia i bardzo dobrze, i powinien to
robić. Jednakże musi mieć świadomość, że miłosierdzie i wiara mogą nie
wystarczyć, kiedy rodzi się kalekie dziecko, gdyż to jest zmiana całego świata
przyszłych rodziców. I ta zmiana jest na zawsze. Są w środowisku duchownych
ludzie, którzy posiadają, jak najbardziej przyziemne talenty – również do
biznesu. Jeden jest bardzo znany i bardzo utalentowany (piszę to bez żadnej
ironii), który wszystko, czego się dotknie
zamienia w złoto. Dodatkowa posiada co najmniej dwa miliony dusz, a raczej
umysłów, które potrafią postawić krzyżyk w odpowiedniej kratce, na karcie
wyborczej. Oczywistym jest, że beneficjenci tych głosów sowicie się rewanżują.
Jest to logiczne, bo trzeba być niespełna rozumu, aby dobrowolnie z tego
rezygnować. Zasadnym pytaniem więc jest: Czy oprócz wiary i miłosierdzia nie można
by się też podzielić okruszkami złota, które wspomagały nie tylko ducha?
Mamy też hałaśliwą
grupę lewicowo-feministyczną, która z wielkim rozmachem potrafi bronić jednego
kobiecego narządu. Chyba najważniejszego, kojarzonego przez nie z wolnością.
Nic innego raczej się nie liczy. Niech im będzie. Warto by jednak pamiętać, że
zdrowe dzieci, niestety ulegają czasami poważnym wypadkom, po których znajdują
się w stanie takim, że gdyby były płodem, to według nich nie powinny się
urodzić. One jednak już żyją. Nie pamiętam, aby te środowiska pochylały się
kiedykolwiek nad ich losem, a przecież były rządy – w których środowiska te
miały swój udział.
Z pozoru odległy
temat to dumny program 500 plus. Niezachwianie uważam, że jest to marnowanie
sił i środków. Zawsze twierdziłem, że spadająca z nieba gotówka każdego
zdeprawuje. Zdrowe dzieci przeżyją bez tych pieniędzy. Może będzie bardziej
siermiężnie, ale kiedy tu było inaczej? Te właśnie pieniądze (skoro, jak się
okazuje są) przeznaczyłbym na prawdziwą i realną pomoc dla wszystkich, którzy
nie są w stanie samodzielnie funkcjonować i organizacje, które ich wspomagają,
bo przecież rodzice nie są wieczni i ktoś musi ich dzieło kontynuować. By uciszyć
krzyk (zabierają nam 500 plus! Jak tak można?!), to zwolniłbym z podatku
dochodowego rodziców. Tym sposobem promując wychowanie – nie produkcję.
To w zasadzie
wszystko na ten temat. Teraz każdy powinien się zastanowić i odpowiedzieć sobie
na pytanie: Czy jestem za? Czy przeciw?