wtorek, 27 kwietnia 2021

Czas to zaklęcie

 

     Często się słyszy, że ktoś nie ma czasu i to jest prawda, bo nie da się czasu schować do kieszeni. Kto widział czas? Można, co prawda zobaczyć upływ czasu, ale to niestety jest po czasie. Jednakże od pradziejów postanowiono czas mierzyć, żeby móc w miarę dokładnie funkcjonować na świecie. Zaczęło się od zegara słonecznego, który pomagał, jednakże nie zawsze był dostępny, a zawsze nieprecyzyjny. Potem wymyślono klepsydrę, która dokładniej potrafiła zmierzyć czas, aczkolwiek dzisiaj za pomocą klepsydry otrzymujemy już tylko informację, że niestety komuś właśnie czas upłynął.

 

    W końcu przyszła epoka zegarów, która (nomen omen) z czasem pozwoliła odmierzać sekundy, minuty, godziny i wydawało się, że mamy to pod kontrolą. Ale tylko się wydawało, bo nastała epoka wprowadzania systemów politycznych, które miały zapewnić ludzkości powszechną szczęśliwość. Miało być tak pięknie, że czas w ogóle miał się nie liczyć. Jednakże, jak to bywa często, życie jest przewrotne. I wtedy to właśnie powstała nowa jednostka czasu zwana ruski rok. Ile on trwał? Dokładnie ruski rok. To była najdłuższa jednostka miary czasu, dostępna dla jednego życia.

 

     Tak oto nadeszły czasy powszechnie dominującej elektroniki, rozwoju bajecznych technologii, w których nie można już wymyślić tak nieprecyzyjnej jednostki czasu, aby w dodatku powszechnie się przyjęła. Tak myśleliśmy. A słyszeliście: „Wytrzymajmy jeszcze dwa tygodnie”?

 

     Dwa tygodnie, to jest bardzo współczesna jednostka miary czasu. Tak zwana świeżynka. Ile trwają dwa tygodnie? Dzieci w szkole powiedziały by, że czternaście dni. I jaką ocenę za taką odpowiedź powinny dostać? Obecnie  jest to zagadką. Więc ile trwają dwa tygodnie? Wszystko zależy od tego, kogo pytamy. Innej odpowiedzi udzielą restauratorzy, innej hotelarze, innej właściciele klubów fitness, i tak dalej. Czyli jest to bardzo niestabilna jednostka miary czasu i trudno szukać jej wzorca w Sevre pod Paryżem. Ponieważ chciałbym bardzo pomóc tym wszystkim skołowanym ludziom, dlatego aby ułatwić, to podpowiem, że dwa tygodnie na pewno trwają dłużej niż ruski rok. Proponuję więc, abyśmy wytrzymali jeszcze dwa tygodnie i może ta zagadka, w końcu się wyjaśni.

poniedziałek, 12 kwietnia 2021

Do czego służy dodatek covidowy?

 

     No właśnie! Do czego służy dodatek covidowy? Dostaje go część lekarzy i pielęgniarek na pandemicznych oddziałach. Nie mam pojęcia do czego służy, bo na tych samych oddziałach pracuje tak zwany personel pomocniczy, który również ma większe obciążenie pracą, też przedziera się w swojej pracy przez gąszcz wirusów, a kasy za to nie ma. Idąc tą drogą, to w razie wojny militarnej, wojsko jeśli nie dostanie dodatku frontowego, to nawet nosa z koszar nie wystawi. Przecież, tak jak lekarze idąc na studia medyczne nie pisali się na walkę z pandemią, tak żołnierze też na wojnę się nie zapisywali. I czy w tej sytuacji opłaca się zakończyć pandemię?

 

     Ale za to wiem, kto ten dodatek powinien finansować. Powinny te koszty ponosić POZ-ety. To jest jedyna grupa, której nie trzeba było zamykać żadnym rozporządzeniem, a zamknęła się tak skutecznie, że nie jedna twierdza może patrzeć z zazdrością i szacunkiem. A dbałość o siebie może być stawiana za wzór. Żeby nie być gołosłownym to podam przykład, że zostawiając karteczkę, w celu wypisania recepty, nikt przez całe trzy doby nawet jej nie dotknie. Tylko oni wiedzą, że wirus z takiej karteczki potrafi znienacka skoczyć i zaatakować, a i tak dla pewności bez rękawiczek do pudełka nawet nie podchodzą. Oni też opracowali metodę leczenia przez telefon. Kiedyś ciężko byłoby w to uwierzyć – sześć lat studiów, a wystarczy tylko znajomość obsługi telefonu i posługiwania się Internetem i już mamy przychodnię zdrowia. Dzięki tej nowatorskiej metodzie leczenia pacjentów kwalifikujących się do leczenia szpitalnego nie zabraknie przez długie lata. Można sobie wybrać, czy te dwie grupy łączy zależność? Czy też idealna symbioza?

 

     Po roku czasu społeczeństwo trochę się w tych działaniach połapało i zaczęło się domagać od ministra zdrowia otwarcia przychodni lekarskich. Niestety minister odpowiedział, że nie jest w stanie tego zrobić. Tak! To jest ten minister, który jednym rozporządzeniem kończy działalność sklepów, restauracji, hoteli, siłowni, lasów, stoków narciarskich i wszystkiego innego, co mu się tylko przypomni. Ten sam, który zamyka granice – nie jest w stanie otworzyć przychodni lekarskich.

 

   A co ja bym zrobił na miejscu ministra? Nic specjalnego. Zacząłbym im zwracać za teleporadę koszt połączenia telefonicznego, a potem stanąłbym sobie pod taką przychodnią i obserwował, jak wirus gwałtownie umyka w tak zwanych podskokach z przychodni. Na szczęście dla lekarzy, ja nigdy nie będę ministrem.

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...