No właśnie! Do czego służy dodatek covidowy? Dostaje go część
lekarzy i pielęgniarek na pandemicznych oddziałach. Nie mam pojęcia do czego
służy, bo na tych samych oddziałach pracuje tak zwany personel pomocniczy,
który również ma większe obciążenie pracą, też przedziera się w swojej pracy
przez gąszcz wirusów, a kasy za to nie ma. Idąc tą drogą, to w razie wojny
militarnej, wojsko jeśli nie dostanie dodatku frontowego, to nawet nosa z
koszar nie wystawi. Przecież, tak jak lekarze idąc na studia medyczne nie
pisali się na walkę z pandemią, tak żołnierze też na wojnę się nie zapisywali.
I czy w tej sytuacji opłaca się zakończyć pandemię?
Ale za to wiem,
kto ten dodatek powinien finansować. Powinny te koszty ponosić POZ-ety. To jest
jedyna grupa, której nie trzeba było zamykać żadnym rozporządzeniem, a zamknęła
się tak skutecznie, że nie jedna twierdza może patrzeć z zazdrością i
szacunkiem. A dbałość o siebie może być stawiana za wzór. Żeby nie być
gołosłownym to podam przykład, że zostawiając karteczkę, w celu wypisania
recepty, nikt przez całe trzy doby nawet jej nie dotknie. Tylko oni wiedzą, że
wirus z takiej karteczki potrafi znienacka skoczyć i zaatakować, a i tak dla
pewności bez rękawiczek do pudełka nawet nie podchodzą. Oni też opracowali metodę
leczenia przez telefon. Kiedyś ciężko byłoby w to uwierzyć – sześć lat studiów,
a wystarczy tylko znajomość obsługi telefonu i posługiwania się Internetem i
już mamy przychodnię zdrowia. Dzięki tej nowatorskiej metodzie leczenia
pacjentów kwalifikujących się do leczenia szpitalnego nie zabraknie przez
długie lata. Można sobie wybrać, czy te dwie grupy łączy zależność? Czy też
idealna symbioza?
Po roku czasu
społeczeństwo trochę się w tych działaniach połapało i zaczęło się domagać od
ministra zdrowia otwarcia przychodni lekarskich. Niestety minister
odpowiedział, że nie jest w stanie tego zrobić. Tak! To jest ten minister,
który jednym rozporządzeniem kończy działalność sklepów, restauracji, hoteli,
siłowni, lasów, stoków narciarskich i wszystkiego innego, co mu się tylko
przypomni. Ten sam, który zamyka granice – nie jest w stanie otworzyć
przychodni lekarskich.
A co ja bym zrobił
na miejscu ministra? Nic specjalnego. Zacząłbym im zwracać za teleporadę koszt
połączenia telefonicznego, a potem stanąłbym sobie pod taką przychodnią i
obserwował, jak wirus gwałtownie umyka w tak zwanych podskokach z przychodni. Na
szczęście dla lekarzy, ja nigdy nie będę ministrem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz