czwartek, 30 stycznia 2020

Eliksir życia


     Całe wieki starano się wymyślić eliksir życia. Szarlatani, naukowcy czynili starania, aby dokonać tego wielkiego dzieła. Była i jest to również znakomita pożywka dla artystów. Takie wielkie marzenie dużych i małych ludzików. I w tym całym zamieszaniu wszystkim umknęło, że taki eliksir już istnieje od zarania dziejów. Tym eliksirem jest nadzieja, która nakręca nasze życie. A nadzieja to wiara, że ona się spełni.

     Kiedy tylko pojawiamy się na świecie, razem  z nami rodzi się nadzieja. Otwieramy po raz pierwszy oczy i już ją widzimy. Ci którzy pechowo urodzili się biedni od samego początku maja nadzieję, że to się zmieni. Obsypani bogactwem, że wręcz przeciwnie, stan ten będzie trwał na zawsze.

     Potem zaczynamy edukację i tu też ciągle są nadzieje, że przyjdzie łatwo, że nasz umysł okaże się genialny, że wcześniej, czy później zaskoczymy wszystkich naszym geniuszem. Lata lecą, nasze życie toczy się z dnia na dzień i na ogół nie zmienia się nic, lecz wciąż jest ta myśl,  że jeśli nie jutro, to na pewno po jutrze,  będziemy podziwiani przez edukacyjną społeczność. Zwykle z tego nic nie wychodzi i wcześniej, czy później pojawia się bunt, jako nasze antidotum na niepowodzenia. Zbuntowany jednak też ma nadzieję, że jego bunt będzie tym co wstrzyma oddech świata, a gdy już ten oddech wyjdzie, to my będziemy na tych samych ustach, z których się oddech wydobywał.

     Edukacja się kończy, bunt mija i zaczynamy robić karierę, a w zasadzie znów pojawia się nadzieja na to, że ta kariera będzie, że będziemy podziwiani i uwielbiani przez wszystkich. Nie mamy jednak świadomości, że gdy rzeczywiście zaczniemy robić karierę, to ilość podziwiających nas zamiast się zwiększać, zdecydowanie spada. Jakże to, przecież jestem taki mądry, elokwentny i nawet dowcipny, a ludzie mnie nienawidzą?! Wtedy pojawia się pomysł: Ja wam jeszcze pokażę! I rzucamy się w wir życia. Brylujemy na salonach, parkietach, otaczamy się takimi samymi ludźmi sukcesu i zdawać by się mogło, że odkryliśmy sens życia.

     Mijają lata, uroda razem z nimi, czar osobisty, to już stara czara, która interesuję wyłącznie zbieraczy staroci, a przecież mieliśmy nadzieję na wieczną młodość. Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy – to już nie powróci. Zaczyna się przebijać   świadomość, że ludzie na starość (albo na choroby) umierają. Strach zagląda nie tylko w oczy. I znowu powraca, to co nas cały czas trzymało przy życiu, czyli nadzieja. Najpierw nadzieja, że pomimo, iż wokół trup ścieli się coraz gęściej i na cmentarzu bywamy teraz częściej niż w markecie, to jednak nas to nie dotyczy. W końcu jednak wiemy, że my też musimy ewakuować się z tego świata. Taka niestety kolej rzeczy. Cóż nam pozostaje?! Pozostaje nam nadzieja na kolejny rok, może miesiąc, tydzień, albo chociaż dzień.

     Ludzie wierzący w Boga mają do dyspozycji jeszcze taki bonus w postaci nadziei na zmartwychwstanie i wieczne życie. Może to umierającym nie pomaga szczególnie, ale przynajmniej łagodzi ból tym co pozostają. Zdecydowanie gorzej mają ateiści. Byłeś, żyłeś, umarłeś i kogo to obchodzi. Wychodzi na to, że ateiści żyją na świecie znacznie krócej. Lecz póki życie, póty nadzieja!

poniedziałek, 20 stycznia 2020

Dwóch ludzi na kamieniu


     Dwóch ludzi siedziało na kamieniu filozoficznym. Kim byli? – nie wiadomo. Sami nigdy nie określali siebie, ani nawet swojej płci. Taka była ich filozofia, bo przecież mogło  się tak zdarzyć, że ktoś by przechodził obok i   mógłby   być każdą formą, jak jest dostępna w ludzkich umysłach, a oni nie chcieli się narzucać sugerując cokolwiek. Trzeba przede wszystkim być dobrym człowiekiem, wtedy ma się dobre myśli, a dobre myśli są zaczynem dobrych zdarzeń. Myśli im nie brakowało, bo cóż innego mogliby robić siedząc na kamieniu.

- No to Jak jest – powiedział ten pierwszy.
- Stawiam raczej, że to krowa – odpowiedział drugi.
- Za bardzo włochata na krowę.
- A może ona w kożuchu chodzi?
- Krowa w kożuchu?
- Oczywiście. Inaczej nie mogłoby być kożucha na mleku. A przecież jest.
- Kożuch na mleku być musi, bo inaczej by wystygło.
- Nie wystygnie, Klimat się ocieplił.
- Tak mówią. Podobno już lodowce parują.
- Nie wiem kto je paruje (ekoludziki?!), ale jest to szansa na  rozmnażanie.
- To niedobrze, bo znów się oziębi.
- Nie oziębi. To jest ciepły lód.
- Źle się to kojarzy.
- Nie widzę takiego związku, a z chemii byłem całkiem… a nie, całki to w matematyce. Sorry!
- Ad meritum. Jadłem w dzieciństwie takowe i to nie jest dobre wspomnienie
- Wymiotło?!
- Mało powiedziane. Pendolino to przy tym osobowy.
- Czyli luksusowe wspomnienie.
- Za szybko się działo, żeby wspominać.
- To jak z miłością. Najpierw ślinka cieknie, potem robi się niedobrze…
- I w tym cały problem.
- A konkretnie?
- Cokolwiek robisz - musisz robić to dobrze.
- To dobrze.

W tym momencie obaj zamilkli. Uświadomili sobie, że jedyne co robią dobrze, to siedzenie i myślenie. Siedzieli więc niewzruszeni, bo nie wymyślili niczego, co mogło ich poruszyć.

środa, 1 stycznia 2020

Jeden dzień. Tylko jeden


    W cywilizacji tak to już jest, że nie da się egzystować bez kalendarza. Czas więc wyłudzić następny. I tu niespodzianka – w nowym kalendarzu mamy jeden dzień gratis. Hurra! Wreszcie jakaś naprawdę optymistyczna wiadomość. Jest dzień, którego zwykle nie ma. Wypadało by przemyśleć nasze działanie w tym dniu, nim znowu zniknie.

     Dziwi mnie, że taka wyjątkowa okazja nie zaktywizowała różnych piewców lekkiego życia, miłośników zasiłków, związków zawodowych i innych specjalistów od nic nie robienia. Normalnie, to już dawno powinien być zrobiony wielki raban, że taki dzień powinien być wolny od pracy, że powinien być dniem świątecznym. Mocnych argumentów jest tutaj bez liku, a koronnym ten, że w tamtym roku, że w poprzednim też i tak dalej, tego dnia nie było, więc nikt nic nie straci, a wszelkie statystyki z tego powodu nawet nie drgną. I ciężko byłoby się z taką argumentacją nie zgodzić. A jednak nic się nie dzieje.

     Czy to nie dziwne? Otóż wcale. Ci ludzie o tej porze roku są zajęci studiowaniem kalendarza, lecz koncentrują się na tak zwanych (nie wiem dlaczego?) długich weekendach. A o tym dniu dowiedzą się dopiero znienacka, przypadkowo, a wtedy będzie już za późno, a do następnego takiego dnia tak daleko, że znowu zapomną. Klasyczne przeminęło z wiatrem. Może więc tak ad hoc zorganizować taki cichy dzień bez gadania głupot i różnych farmazonów. Media by się musiały wyciszyć, gdyż w swoich zasobach ekspertów, takowych raczej nie posiadają i powstała by szansa na wyjątkowo spokojny i cichy dzień. A to w dzisiejszych hałaśliwych czasach jest rzecz bezcenna.

     Można by w taki dzień wreszcie udać się do wnętrza swoich myśli. Ciekawe, czy jesteśmy sobie w stanie przypomnieć, kiedy taki stan ostatnio się nam przydarzył? A jeszcze ciekawsze może się okazać to co tam znajdziemy. Ileż to pseudofilozoficznych teorii jest do rozwiązania, z którymi nigdy nie ma czasu się zmierzyć. A niechby przypadkowo nasza myśl okazała się prawdziwie filozoficzną, z którą całe wieki świat się zmagał. Czyż nie byłoby warto? Jakby jednak dla kogoś taki stan okazał się zaskoczeniem, to mogę podrzucić mu temat do rozważań: Dlaczego przez całe wieki rzeźbiarze w przeciwieństwie do malarzy unikają w swojej twórczości wykonywania dzieł kobiet z dużym biustem? Rozejrzyjcie się po muzeach, kościołach i katedrach. Czy to temat jest za obszerny? Czy też zwykła oszczędność materiału? Dziś nie znam odpowiedzi na te pytania, ale już 29 lutego, być może.

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...