Czy ty mnie jeszcze kochasz?
Pytanie wyrwało go z zamyślenia. Pytanie banalne. Słowo „jeszcze” sugerowało,
że kiedyś kochał. Kiedyś? Jaki to jest czas? Czy to dawno? Czy chwilę temu? Ważne, że kochał.
To ustawiało go, jako wrażliwego gościa.
Przynajmniej w tej chwili mógł o sobie dobrze myśleć. A może kocha nadal, a
pytanie zadała osoba, którą cechuje niepewność. Ta ludzka uczuciowość, zawsze
była trudna do ogarnięcia.
Nie był wyjątkowy. Czuł
się raczej przeciętnie. Chociaż przeciętnie, to taka średnia statystyczna,
czyli wzorzec narodowy. No bo tak: uwielbia cebulę, lubi buraki. Zawsze zakłada białe (czyste)
skarpety do sandałów. W niedzielę chodzi na sumę, potem zjada gorący rosół i
korzysta z poobiedniej drzemki. Mówi
proszę, dziękuję i dzień dobry, co wcale nie przeszkadza nienawidzić wszystkiego
i wszystkich. Czyli jest sobą, co w jego kraju pozwala mu się wtopić w tłum pobratymców
i niepotrzebnie nie przykuwać uwagi.
Myśli swobodnie
płynęły, gdy spojrzał na osobę, która siedziała obok i cierpliwie czekała, aż
odpowie na jej pytanie. Mógłby burknąć
klasyczne „oczywiście”, ale jakoś nie przechodziło mu przez gardło. Może to jest
ważny moment w jego życiu i niewłaściwa odpowiedź zdeterminuje dalsze życie.
Nigdy nie wiemy kiedy jest taki moment. Czy on kogoś kocha? Musiałby najpierw
pokochać siebie, a na to się nie zanosi, bo przecież: uwielbia cebulę…