Najcenniejszy klejnot, Święty Graal współczesnych czasów, to środki z funduszu KPO. Ta fraza w ostatnim czasie przebija się do świadomości. Kto te środki posiądzie, rozwiąże wszystkim i wszystkie problemy w naszym kraju. Taki rodzaj współczesnej czarodziejskiej różdżki. Wierzą w to całe miliony ludzi. Skoro więc to prawda, to ja się zapytam: Po co było robić wybory parlamentarne? Lepiej i skuteczniej by było, jak w zamierzchłych czasach, zrobić zwyczajny konkurs, że kto zdobędzie środki z KPO, ten dostanie rentę, emeryturę i Orlen na własność. Wyszłoby taniej, bez zbędnych pyskówek i wszyscy byliby szczęśliwi. Przecież nie od dzisiaj wiadomo, że jak już będziemy mieli te pieniądze, to Wisłą będzie płynąć mleko, a warszawskie Łazienki, utoną we wszystkich kolorach złota, od ilości miodu, który tam będzie.
Myślę jednak, że powinniśmy trzymać się faktów. To nie są takie pieniądze, które mogłyby rzeczywiście rozwiązać nasze problemy. W zdecydowanej większości jest to pożyczka, którą już spłacamy i spłacać będzie ją jeszcze co najmniej następne pokolenie. A najważniejsze, że są to pieniądze znaczone i mogą być użyte tylko na konkretny cel, czyli głównie na te wszystkie zielone fanaberie, które bez opamiętania brukselska lewica wymyśla i ciężko dzisiaj zobaczyć koniec ich pomysłowości. Podsumowując, są to najbardziej polityczne pieniądze w polskiej historii.
Być może kiedyś okaże się, jak świetny interes zrobiła osoba, która zgodziła się nam narzucić te siodło, oddając jednocześnie wodze i ostrogi w niepodzielne władanie Brukseli. Nam, za to zostanie jedynie spacer jedenastego listopada z biało-czerwonymi flagami i być może z okrzykami o Wielkiej Polsce. Tylko niewielu będzie miało świadomość, że gdyby nie te ETS-y i fity, tudzież pozbywanie się prawa veta, to do niczego nie byłyby nam potrzebne pieniądze z KPO. Tylko wtedy, czym żyła by tak zwana Zjednoczona Prawica i tak zwana demokratyczna opozycja? Miałkość i marność, jak na dłoni, a masy będą klaskać w te dłonie. Brawo!