Na porodówce w godzinach popołudniowych, rodząca kobieta, w wielkim skupieniu, ogląda debatę wyborczą. Jest bardzo skupiona na tej czynności, kiedy do sali wchodzi położna, która zwraca się do niej słowami:
- Proszę pani, czy zechciałaby pani teraz poprzeć…
- … chyba nie ma pani na myśli, tego starego dziada i jego wiernego kłamcę, co to rozdają moje pieniądze na lewo i prawo. Cwaniaki, którzy jedną ręką wręczają sto złotych, żeby drugą zabrać mi tysiąc. W życiu!
- Nie. Ja tylko próbuję panią zachęcić, aby poprzeć…
- Naprawdę? Mam poprzeć tego drugiego dziada, co to potrafi obiecać wszystko, co tylko się każdemu zamarzy? Pamiętam, jak obiecał nam drugą Irlandię, a skończyło się na Brukseli i to nie dla nas, a dla niego.
- Rozumiem panią, kochana, ale gdyby pani poparła…
- Pani jednak żartuje. Tego gościa, co chce mnie pozbawić gotówki, a w zamian dać kolorowe świadectwa. I do tego jeszcze, gdy czyta, to płacze. Chciałaby pani mieć w domu ryczącego faceta?
- Oczywiście, że nie. Fakt jest jednak taki, że jest pani rodzącą kobietą, więc należy trochę poprzeć…
- Serio! Może te kobiety, co to, gdy się budzą, najpierw długo zastanawiają się, jakiej są płci, a kiedy wyjdzie im, że jednak są kobietami, to wszystkie myśli krążą im wokół skrobania. Nie wiem! Świąd jakiś mają, czy co?
- Wszystko to prawda, moja kochana. Jednak, jest pani w takiej sytuacji, że musi poprzeć…
- Droga pani, ja nic nie muszę! Jeśli jednak pani nie przestanie mnie naciskać, to mimo tego, że mój mąż zapomniał przywieść mi kapci, wstanę i pójdę na bosaka. Nie zamierzam już dłużej pani słuchać.
- Kobieto! Czy wreszcie się pani uspokoi! Nie da mi pani dojść do słowa, a tymczasem już prawie główkę widać, więc zamiast gadać, jak nakręcona, weźmie się pani wreszcie w garść i poprze teraz trochę, bo coś wielkiego nam się rodzi!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz