sobota, 26 października 2019

Stuknijmy się!


    W moim mieście pan tramwajarz stuknął się z panem kierowcą dostawczaka na skrzyżowaniu. To jest właśnie naturalne miejsce spotkań pojazdów szynowych i drogowych. Spotkanie to było bardzo owocne, bo trafienie w zbiornik paliwa pojazdu skutkowało natychmiastowym pożarem. Po tym zdarzeniu pan motorniczy niezwłocznie otworzył drzwi i wygonił pasażerów. Zachowanie to zostało uznane za bohaterstwo. Oczywiście, że mógł się zachować jak słynny kapitan Schettino, ale jednak postąpił inaczej. Brawo!

     W związku z taką postawą dyrektor firmy (ludzki człowiek) dał panu motorniczemu podwyżkę, premię i … wycieczkę do Turcji. Wzruszająca historia, niczym w hollywoodzkim filmie. Jednocześnie korzystając z sieci internetowej możemy obejrzeć wiele filmików, w których motorniczym udaje się w ostatniej chwili uniknąć zderzenia, wykazujących się przy tym wyjątkowym refleksem. Teraz okazuje się, że refleks w tym zawodzie to nie jest najlepsza cecha, gdyż za to żadnych gratyfikacji się nie dostaje. Tak zwana motywacja do bezpiecznej jazdy przestała istnieć. Czas przy skrzyżowaniach zacząć ustawić tablice z napisem „Kierowco strzeż się tramwaju”.

     Jeżeli normalne, ludzkie zachowanie urasta do miana bohaterstwa, to znak, że nadszedł czas, aby się zastanowić: Kim jesteśmy? I gdzie żyjemy? Na koniec można wyciągnąć wniosek, że jeśli nigdy nie chcemy zostać przypadkowym nawet bohaterem, to jak najszybciej powinniśmy ze swego życia wyeliminować wszystkie ludzkie odruchy. Strach być normalnym!

piątek, 18 października 2019

Postęp w mieście być musi


     Nowoczesność w domu i zagrodzie – taki program był kiedyś w PRL-owskiej telewizji. I chociaż były to czasy, że statystycznie byliśmy dziesiątą potęgą świata to nowoczesność ograniczała się raczej do zdobyczy ówczesnej techniki. Słowo zdobycz jest tutaj kluczowe, bo niewiele nowoczesności można było zdobyć, aczkolwiek program telewizyjny mógł wzbudzać aspiracje, że może już w przyszłej pięciolatce tak będzie.

     Współcześnie w dziedzinie nowoczesności rozumianej, jak w PRL-u niewiele ludziom można „ściemnić”, bo trzeba by jeszcze mieć wiedzę, wiec wszyscy aspirujący do roli elity, koncentrują się na tak zwanym postępie społecznym. Najważniejsze są więc parytety. Może być śmiesznie lub głupio, ale ważne żeby było równo. Słowo równość zaczęto odmieniać przez wszystkie przypadki w każdej dziedzinie życia. Spowodowało to oczywiście to, że społeczeństwo zaczęło te dziwolągi traktować, jako coś oczywistego.

    To dokładnie na tej fali rada miejska w moim mieście przyjęła poprawkę do uchwały w sprawie zasad kształtowania nazewnictwa obiektów miejskich. Dokładnie chodzi o zachowanie parytetów w nazwach ulic. Nie będę tutaj tłumaczył skąd ta nierówność się wzięła, bo kto  jest bystry ten wie, a reszcie i tak nie jestem w stanie wytłumaczyć. Życia by nie starczyło.

      Fakt jest faktem i mieszkańcy będą musieli być dumni, że już nie są w tej dziedzinie zaściankiem i ciemnogrodem. Jakże pięknie będzie można spacerować po mieście z dumnie podniesioną głową. To nic, że sytuacja jest, jak jest i osoba, o której istnieniu wie dzisiaj - niech będzie z kilkadziesiąt osób – jeśli będzie miała szczęście, że urodziła się kobietą i pecha, że zmarła w tym mieście, albo jakoś była z nim związana przez chwilę zostanie patronką ulicy. To jest jeszcze do wytłumaczenia (wiadomo, że zmarli są zawsze zasłużeni, nieodżałowanej pamięci i tak dalej – tylko OTUA o tym nie wie) i zrozumienia, ale gdy ulicę nazwiemy na przykład Fasolowa – ewidentnie ta Fasolowa. Czy dla przeciwwagi następna to będzie Jasia Fasoli? A co on ma wspólnego z Polską i moim miastem. A Klonowa? Czy zrobimy plac Klona?

     Każde głupie działanie powoduje, że trudno skutki potem zatrzymać i staczamy się do absurdu. Tak to się jednak dzieje, gdy nie potrafimy rozwiązywać rzeczywistych problemów, więc rozwiązujemy te wyimaginowane, bo ważne żeby „coś” robić i zabłysnąć, a im coś głupsze tym większym echem się odbija i stąd w mieście rosnąca liczba decybeli. Może czas jechać w Bieszczady? Tylko skąd pewność, że za parę lat to nie będą Góry Bieszczadowskiej!

piątek, 11 października 2019

Obudzić się w sobotę rano…


     Obudzić się w sobotę rano w pięknym, czystym mieście i pójść do piekarni po świeże kajzerki na śniadanie. Marzenie wcale nie wygórowane, ale jednak marzenie. Rzeczywistość jest taka, że gdzie się nie obejrzysz, to uśmiechnięta twarz (czasami gęba) patrzy na ciebie niczym kobieta w najwyższym uniesieniu, abyś na nią (jakby to nie brzmiało) postawił krzyżyk.

     W naszej zabawnej demokracji ciągle istnieje takie coś zwane ciszą wyborczą. Nie bardzo wiadomo czemu i komu to służy, w czasach kiedy informacje obiegają świat z prędkością światła i wcale nie muszą startować z polskiego serwera. Sens jest dokładnie taki, jak w corocznej zmianie czasu. Jednakże jest jak jest, więc powinniśmy przynajmniej starać się nadać właściwego znaczenia słowu cisza.

     Popatrzmy na to z takiej strony: Na płocie od paru tygodni wisi sobie spokojnie baner wyborczy kandydata Stanisława Biedy-Nędzy. Wisi bo wisiał, nikt na niego nie zwraca uwagi, prawo się nie czepia. Oto jednak w nocy z piątku na sobotę ktoś obok tego samotnego banera zawiesza drugi taki sam, dokładnie tego samego kandydata. I co się teraz dzieje? Kto zyskał, a kto poniósł stratę? Chcemy ciszy to właśnie tej nocy aktywiści komitetów powinni ruszyć w teren i zdzierać wszystkie banery, plakaty i zbierać ulotki. Tak się jednak nie dzieje. Ktoś widzi tu jakiś sens?!

     Może się  zdarzyć też tak, a zdarza się to często, że w piątkowy wieczór wychodzimy do lokalu w dobrym towarzystwie. Alkohol się leje, dyskusja trwa. Jak wiemy ten rodzaj napoju bardzo wpływa na podniesienie ilości decybeli w dyskusji. Im więcej, tym głośniej. W takiej dyskusji bardzo ciężko ominąć politykę, a jest to temat rzeka. Czas wtedy nie płynie, a wręcz pędzi z prędkością strusia pędziwiatra i ani się obejrzeliśmy, a minęła północ. Mówimy bardzo głośno, mówimy publicznie, a cisza trwa. Ktoś widzi tu jakiś sens?

    Gra pozorów. Czy ktoś ją kiedyś przerwie? Pisanie o tym to, jak orka na ugorze, ale przecież to kropla właśnie drąży skałę. O zmianie  czasu  też przez lata całe popełniłem wiele tekstów, mówiłem głośno, a na moim zegarku dalej jest czas ustawiony po pierwszej komunii, gdy dostałem swój pierwszy zegarek. Oczywiście nie jest to moją zasługą, bo kto wie o moim istnieniu, ale…

czwartek, 3 października 2019

Republika Szczęścia i Dobrobytu


     W Republice Szczęścia i Dobrobytu mówiło się dużo, a nawet bardzo dużo. Ludzie tam mieszkający od zarania dziejów słynęli ze swojego słowotoku. Żaden naród nie mógł się z nimi równać. Obywatele RSD wypowiadali się dużo, chętnie i na każdy temat. Nawet gdy nie mieli ochoty uruchamiać swoich strun głosowych, to musieli to robić, gdyż człowiek milczący był postrzegany, jako szpieg, a w najlepszym wypadku nienormalny. Presja otoczenia była przeogromna. Ludzie zaczepiani rozmową byli wszędzie: na ulicy, w pociągu, autobusie, sklepie i nie mieli wyjścia musieli stać się uczestnikami rozmowy.

     Nie dziwi zatem, że do parlamentu  trafiali najbardziej rozgadani obywatele RSD. To sprawiało że nie było tematu, którym by się nie zajęła wielka izba. Potrafili w ciągu jednego dnia poruszyć dziesiątki tematów i nie miało znaczenia, czy  dotyczyło to całego narodu, czy też garstki ludzi. Gadali więc gadali, od świtu do nocy i od nocy do rana. Z tego gadania oczywiście powstawały przeróżne ustawy, których ilość rosła w tempie geometrycznym, a każda kadencja za cel stawiała sobie jeszcze wyżej poprzeczkę i z dumą ogłaszała swoje dokonania.

     Trwało to całe lata, aż niespodziewanie – nie wiadomo jak, ktoś podsunął ustawę o tym, aby mówić tylko rzeczy mądre. W całym zamieszaniu parlamentarnym ustawa została przegłosowana. Dopiero następnego dnia zorientowano się co uchwalono. Nastąpiła tradycyjna w takich razach konsternacja. W dodatku za gadanie głupot groziła wysoka kara pieniężna, a w razie recydywy zawieszenie, a nawet całkowite wykluczenie do końca kadencji. Zapadła cisza, przerywana tylko stuknięciami laski marszałka na rozpoczęcie i zakończenie obrad. Zapadła i trwała. Nie było odważnego, który by       cokolwiek powiedział. Nawet prezes ostoja roztropności i odwagi milczał.

Naród z początku z radością i rozbawieniem oglądał transmisje z obrad parlamentarnych. Powstawały żartobliwe komentarze i złośliwe memy. Jednakże geny to geny i cała rozgadana polityka przeniosła się do stacji telewizyjnych i radiowych. I wtedy to właśnie   do społeczeństwa dotarło, kogo wybrali na swoich przedstawicieli. W tym miejscu można by pomyśleć, że do następnego parlamentu kandydowali już tylko ludzie wykształceni, rozsądni, ważący słowa i mierzący czyny, a wyborcy wznosili się na wyżyny swej inteligencji przy urnach wyborczych. Można by tak pomyśleć…

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...