Nowoczesność
w domu i zagrodzie – taki program był kiedyś w PRL-owskiej telewizji. I chociaż
były to czasy, że statystycznie byliśmy dziesiątą potęgą świata to nowoczesność
ograniczała się raczej do zdobyczy ówczesnej techniki. Słowo zdobycz jest tutaj
kluczowe, bo niewiele nowoczesności można było zdobyć, aczkolwiek program
telewizyjny mógł wzbudzać aspiracje, że może już w przyszłej pięciolatce tak
będzie.
Współcześnie w
dziedzinie nowoczesności rozumianej, jak w PRL-u niewiele ludziom można „ściemnić”,
bo trzeba by jeszcze mieć wiedzę, wiec wszyscy aspirujący do roli elity,
koncentrują się na tak zwanym postępie społecznym. Najważniejsze są więc
parytety. Może być śmiesznie lub głupio, ale ważne żeby było równo. Słowo
równość zaczęto odmieniać przez wszystkie przypadki w każdej dziedzinie życia.
Spowodowało to oczywiście to, że społeczeństwo zaczęło te dziwolągi traktować,
jako coś oczywistego.
To dokładnie na tej
fali rada miejska w moim mieście przyjęła poprawkę do uchwały w sprawie zasad
kształtowania nazewnictwa obiektów miejskich. Dokładnie chodzi o zachowanie
parytetów w nazwach ulic. Nie będę tutaj tłumaczył skąd ta nierówność się
wzięła, bo kto jest bystry ten wie, a
reszcie i tak nie jestem w stanie wytłumaczyć. Życia by nie starczyło.
Fakt jest faktem
i mieszkańcy będą musieli być dumni, że już nie są w tej dziedzinie zaściankiem
i ciemnogrodem. Jakże pięknie będzie można spacerować po mieście z dumnie podniesioną
głową. To nic, że sytuacja jest, jak jest i osoba, o której istnieniu wie
dzisiaj - niech będzie z kilkadziesiąt osób – jeśli będzie miała szczęście, że
urodziła się kobietą i pecha, że zmarła w tym mieście, albo jakoś była z nim
związana przez chwilę zostanie patronką ulicy. To jest jeszcze do wytłumaczenia
(wiadomo, że zmarli są zawsze zasłużeni, nieodżałowanej pamięci i tak dalej –
tylko OTUA o tym nie wie) i zrozumienia, ale gdy ulicę nazwiemy na przykład
Fasolowa – ewidentnie ta Fasolowa. Czy dla przeciwwagi następna to będzie Jasia
Fasoli? A co on ma wspólnego z Polską i moim miastem. A Klonowa? Czy zrobimy
plac Klona?
Każde głupie
działanie powoduje, że trudno skutki potem zatrzymać i staczamy się do absurdu.
Tak to się jednak dzieje, gdy nie potrafimy rozwiązywać rzeczywistych
problemów, więc rozwiązujemy te wyimaginowane, bo ważne żeby „coś” robić i
zabłysnąć, a im coś głupsze tym większym echem się odbija i stąd w mieście rosnąca
liczba decybeli. Może czas jechać w Bieszczady? Tylko skąd pewność, że za parę
lat to nie będą Góry Bieszczadowskiej!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz