piątek, 29 listopada 2024

Dożynanie uśmiechu

 

To już w zasadzie rok rządów uśmiechniętej koalicji. Jest to dobry czas, aby ocenić ten uśmiech, który był przecież taki piękny, szeroki i bardzo europejski. Mówiąc po chłopsku, cała gęba im się śmiała. Życie jednak lubi płatać figle, szczególnie tym, którzy posiadają w sobie duże pokłady naiwności.


Spójrzmy więc na te dzisiejsze lica. Taki na przykład Władek dwojga nazwisk już dawno przestał się uśmiechać, bo i z czego miałby się śmiać. Został żyrantem wszystkich anty rozwojowych, a co za tym idzie antypolskich decyzji rządu. Całkowita degrengolada wizerunku doszła u niego do tego stopnia, że nawet zagłosował za tak zwaną piątką dla zwierząt 2.0, przeciwko której bardzo głośno i stanowczo protestował za czasów PiS-u. Miała być wielka wyprawa na szczyt, a kończy się spacerem na margines.


Z kolei rotacyjny marszałek, który tak ochoczo i z uśmiechem rozpoczynał swoją misję sejmu bez barier i dla ludu, systematycznie traci ten entuzjazm. Wykonał nieświadomie czarną robotę i teraz się dziwi, że już przyszła kolej na niego, a kolejkę tę zapewniło mu CBA. Podobno, nie tak się umawiali w koalicji. Widocznie nie miał świadomości, z kim tak naprawdę się umawia. Przykra sprawa. W marzeniach miał być Pałac Prezydencki, a może być zupełnie inny, zdecydowanie nieprestiżowy.


Natomiast trzeci z nich, czyli Włodek też już nie jest uśmiechnięty. Widząc co się dzieje, od pewnego czasu siedzi cicho i się nie wychyla. Ciągle jeszcze ma nadzieję na obiecaną rotację. Jednakże i jemu należy przypomnieć, czy wie, z kim się umawiał?


A nasze polskie „Hollywood”, które dzielnie i czynnie w mediach i na manifestacjach wspierało uśmiechniętą koalicję. Ci, którzy sami ogłosili się elitą narodu i jego inteligencją. Też zdążyli się zorientow, że inteligencji nie starczyło jednak, aby przewidzieć swoją przyszłość. Niewiele czasu minęło, a już zdążyli się spotkać na proteście przeciwko swoim faworytom, którzy (no niemożliwe) nie dotrzymali im danego słowa w sprawie tantiem. Tylko pogratulować!


Systematycznie każdy dostaje, co mu się należy. Takiej na przykład towarzyszce Holland, szybko mina zrzedła, kiedy się okazało, że ulubiony Donald, nie podziela jej filmowej wersji zdarzeń na granicy. No szok prawdziwy. Niejaka Janda też zdziwiona, że do jej teatru nikt nie zagląda i przykro to stwierdzić, że za poprzedniej, tak znienawidzonej władzy dostawała kasę, a ta kochana nic nie daje. Chyba będzie musiała odmrozić ten chleb, który zamroziła w czasie ciężkiego życia za czasów tych ośmiu gwiazdek, które tak się podobały. A ostatnio pan rysownik Mleczko, ten co za PRL-u robił za wentyl bezpieczeństwa, a po transformacji ustrojowej oczywiście dołączył do tej już wspomnianej inteligencji, nagle się zorientował, iż ci światli, postępowi i tolerancyjni ludzie w „Polityce” zaczęli cenzurować, jego rysunki. No kto by się tego spodziewał?!


Może ci co pamiętają czasy, kiedy powstawała Platforma Obywatelska. Było takich trzech tenorów, z których bardzo szybko pozostał jeden. Ten jeden, co nieprzerwanie śpiewa. I czy to sprawa nagłośnienia, czy też innych okoliczności, ale najlepiej jest odbierany w Berlinie. Który to już raz w naszej historii „mężowie stanu” i nasza „elita” nie jest w stanie przewidzieć tego, co dla „prostaczków”, zawsze było oczywiste?

niedziela, 24 listopada 2024

Znamy wynik wyborów prezydenckich

 

Niestety, ale znamy już wynik wyborów prezydenckich w 2025 roku. Mimo, że jeszcze nawet nie ogłoszono ich terminu i nie zaczęła się oficjalna kampania prezydencka, to wiemy na pewno, że niezależnie od nazwiska, będzie to kolejna osoba w pałacu, z której trudno będzie być dumnym. Na ten „sukces” jesteśmy skazani, chociaż tak bardzo bym chciał się mylić.


Kandydatów już jest wielu, a będzie jeszcze więcej, lecz niestety moi rodacy specjalizują się w oddawaniu swojego głosu zawsze na takich ludzi, którzy sprawiają, że życie staje się coraz mniej romantyczne. Taki narodowy masochizm. Tym to sposobem znowu będzie wybór między mniejszym, a większym złem, a przecież niezależnie od rozmiaru, to zło jest złem i nic tego nie zmieni. W tym wyborze, tradycyjnie z wielkim przekonaniem, utwierdzą nas funkcjonariusze oddelegowani na odcinek dziennikarza, więc jak oni powiedzą, że liczy się tylko dwóch, to dwóch się będzie liczyć.


A tych dwóch, żeby było ciekawie, wskazało innych dwóch, stwarzając jednak wrażenie decyzji kolektywnej. W ten sposób odpowiedzialność za decyzję została rozmyta. W jednym wypadku były to prawybory, których wynik znany był od początku, a w drugim, jakieś rzekomo wielkie badania, których efekt też był przewidywalny.


No to mamy wybór pomiędzy pupilem globalistów, zwolennikiem wszelkich ładów, wprowadzających nieład do naszego życia. Tym, którego uwiera krzyż, jednakże z entuzjazmem zapalającego menorę i oczywiście wyrażającego miłość do Ukrainy. Ten drugi z kolei jest wielkim entuzjastą Ukrainy, kwestionującym ilość polskich ofiar na Wołyniu i przypisującym Polakom winę za Jedwabne.


Super wybór, z niecierpliwością już przebieram nogami, aby go dokonać. Co znamienne żaden z kandydatów nie ma nic do powiedzenia na temat gospodarki i nie deklaruje, że będzie nas próbował bronić przed coraz większym fiskalizmem rządu. Tym sposobem nasz los wydaje się być już przesądzony. Pozostaje tylko liczyć na cud, jeśli takowy może się wydarzyć w coraz bardziej niewiernym narodzie. Cóż! Nigdy nie miałem swojego prezydenta, więc można się do tego przyzwyczaić.

poniedziałek, 18 listopada 2024

Collegium kolegów

 

Jakiś czas temu premier zapowiedział, że będziemy robić w 2040 roku igrzyska. To chyba jego jedyny dalekosiężny plan, jaki znam. Chociaż tego pomysłu nikt poważny, nie traktuje na serio, jednakże na niektórych, (a jest ich sporo, wciąż około trzydzieści procent), to działa do tego stopnia, że pierwsze konkurencje, na razie w krajowej obsadzie, już się odbywają. Z jego punktu widzenia, to bardzo dobra koncepcja, gdyż rządzenie krajem, zdecydowanie mu nie wychodzi, a ludzi trzeba czymś zająć, żeby za dużo nie myśleli i nie zadawali niewygodnych pytań.


O Collegium kolegów mówiono już od dawna i temat mógł, i powinien być załatwiony przez właściwego ministra już za poprzedniej władzy. Nie zrobiono tego wtedy i nie zostanie zrobione nic za obecnej władzy, a powód bezczynności jest bardzo prosty. W tym „naukowym” procederze uczestniczyli zarówno wybrańcy PiS-u, jak i Platformy Obywatelskiej. Jest to kolejny dowód na to, że kreowane jako dwie największe siły polityczne w kraju partie, są do siebie bardzo podobne. Takie partyjniaki, bliźniaki.


Gdyby prezydenta Wrocławia zatrzymano za poprzedniej władzy, wiadomo by było, że to sprawa polityczna i oczywiście brak praworządności. Jednakże nastąpiło to za uśmiechniętej koalicji i tu pojawił się szok oraz konsternacja na wielu znanych twarzach. Wyjątkowo szybko zaczęło też ubywać znajomych prezydentowi z zarzutami korupcyjnymi. Standardem jest, że w takich sytuacjach oskarżony nie poczuwa się do żadnej winy i będzie pracował dla „dobra” miasta.


I jeszcze taka ciekawostka, że po ukazaniu się informacji o zatrzymaniu prezydenta Wrocławia, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, z oficjalnych stron naszych parlamentarzystów zniknęły informacje o ukończeniu przez nich Collegium kolegów i nie zapominajmy, także koleżanek. A przecież dla szukających prawdy nie jest trudno sprawdzić, tychże ludzi media społecznościowe (większość jest tam bardzo aktywna) i patrząc po datach stwierdzić, że byli oni w czasie zajęć uczelnianych wszędzie, tylko nie na uczelni. A dyplom jest.


Wielu się też zastanawia, co oznacza cała ta sytuacja z zatrzymaniem. Otóż! To jest prosta informacja od premiera do tych wszystkich, którzy wpadliby na pomysł wybicia się na niepodległość, lub na zwykły przypływ szczerości, a brzmi ona mniej więcej tak: „Słuchajcie kolego/koleżanko my tu mamy wasz dyplom, więc wiecie i rozumiecie”. Niech żyje nauka!

wtorek, 12 listopada 2024

Polska na mapie

 

Po wielu latach nieobecności, Polska wróciła na mapę Europy w 1918 roku. I to jest to święto, które obchodzimy każdego 11 listopada. W kalendarzu, co prawda piszą o niepodległości, jednakże można dyskutować, kiedy ta niepodległość była i czy jeszcze jest? Przecież w międzyczasie był PRL i konstytucyjna wierność Związkowi Radzieckiemu, zamieniona, gdy tylko nadarzyła się okazja, na wiernopoddańczą obecność w Unii Europejskiej. To jest taka niepodległość, w której każdą ustawę obligatoryjnie trzeba sprawdzać na zgodność z prawem UE. Określiłbym to, jako bardzo specyficzną niepodległość.


W każdym razie święto ciągle jest i jak co roku z okazji tej uroczystości przemówienie wygłosił mieszkaniec Pałacu Prezydenckiego w Warszawie. I niestety, tradycją już się stało, że jesteśmy w Polsce, święto jest polskie, a przemówienie o Ukrainie. Ot taki nowy sposób wyrażania patriotyzmu.


Czas płynie, coraz nowe fakty się pojawiają, a my ciągle musimy słuchać, że to nie my, a właśnie Ukraina jest gwarantem naszej niepodległości. Wielu ciągle wierzy, że oni walczą za nas, że gdyby nie oni to bomby by nam spadały na głowy, a Rosjanie staliby u naszych granic.


Można ignorować fakt, że nasza bezpośrednia granica z Rosją ma ponad 200 kilometrów, a okręg Królewiecki jest najbardziej zmilitaryzowanym miejscem nie tylko w Europie Środkowej. Cóż! Faktu, że przez Białoruś do Polski jest co najmniej o połowę droga krótsza, niż przez Ukrainę, można też nie dostrzegać. Udawać również możemy, że to nie polscy geniusze przez całe lata pracowali nad tym, aby Łukaszenkę wepchnąć w łapy Putina, aby mu było łatwiej tego dokonać.


To wszystko możemy ignorować, ale tak na zwykłą logikę, czy jeśli Rosjanie mieliby w planach atak na Polskę, to nie zrobiliby tego teraz, kiedy całkowicie się rozbroiliśmy, aby ratować Ukrainę, która rzekomo walczy za nas. Z niecierpliwością czekam na film, na którym usłyszę z ukraińskich okopów okrzyk – Niech żyje Polska! Przecież na pewno taki istnieje. Istnieje?!


Ciągle napis Polska jest na mapie i możemy to świętować, aczkolwiek warto dbać o to, aby za tym napisem kryła się treść naszej tysiącletniej historii, naszej dumy z tego, że Bóg i Honor, to nasza Ojczyzna.

wtorek, 5 listopada 2024

W listopadzie zmarli mogą mówić

 

Czasami zastanawiamy się nad tym, co by powiedzieli zmarli ludzie, gdyby mogli spojrzeć na dzisiejszy świat. Listopad na takie rozmyślania to idealny czas, nie tylko z powodu celebracji nad grobami. Skłania do tego również pogoda, lekko psychodeliczna, którą mniej się widzi, a bardziej czuje.


Pomyślmy, co w pierwszej kolejności zobaczyliby ludzie, którzy nie doczekali końca PRL-u. Po pierwsze to odczuliby wielką radość, że już nie ma Związku Radzieckiego, że polscy przywódcy nie muszą już udawać się do Moskwy po instrukcje, że bratnia armia nie stacjonuje na terenie Polski. Szybko by im jednak miny zrzedły, kiedy by do nich dotarło, że w zamian za to, nie tylko instrukcje, ale wręcz nakazy docierają tutaj prosto z Brukseli, a w koszarach stacjonuje jednak obce wojsko, tym razem amerykańskie. Taka zmiana! I żadnego buntu obywatelskiego, to nie wywołuje. Za ich żywota sytuacja nie do pomyślenia.


Zobaczyliby setki tysięcy Ukraińców na ulicach polskich miast, karmionych polskim budżetem, a przecież umierając mieli świadomość, że w naszej historii nie było bardziej okrutnej nacji występującej przeciw nam. Sam z dzieciństwa pamiętam moją kochaną babcię, która bardzo złych ludzi nazywała banderowcami. Wtedy jeszcze nie wiedziałem o co chodzi, a dziś wiem, że było to bardzo adekwatne określenie.


Nie mogliby też nie dostrzec Niemców, którym wcale nie potrzebna jest Generalna Gubernia do realizacji swoich interesów. Ciekawe, czy z ich obecnej perspektywy, wybaczanie to jest to samo, co zupełna niepamięć, tego co się kiedyś wydarzyło? Myślę, że umarli mogą mieć większą zdolność przewidywania ciągu dalszego.


Na pewno ucieszyłby ich fakt, że sami możemy wybierać sobie rząd. Tak zwyczajnie, pójść i zagłosować. Jednakże nie wiem, czy byliby w stanie zrozumieć fakt, mając wolność wyboru, permanentnie wybieramy takich przedstawicieli, którzy łupią nas znacznie lepiej, niż biblijny celnik. Z resztą, czy ten fakt ktokolwiek jest w stanie zrozumieć.


Cóż! Po tej krótkiej i pobieżnej obserwacji musieliby dojść do wniosku, że ich życie wieczne to wcale nie jest taki zły stan, że sentyment do ziemskiego życia, to wyjątkowo głupia przypadłość. W przeciwnym razie mogłaby się przebić myśl, że ich pobyt na ziemi, szczególnie tych co walczyli za Wielką Polskę, był niczym innym, jak porażką.

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...