wtorek, 28 stycznia 2025

Siódme nie kradnij

 

Obiektywnie należy stwierdzić, że laicyzujemy się w ekspresowym tempie. Od wieków mamy w sobie coś takiego, że lubimy naśladować to, co dzieje się na tak zwanym zachodzie. A im bardziej coś się nie sprawdziło w życiu, tym chętniej jest przez nas przyswajane. Może to wrodzony kompleks, może nasza naiwność, bo przecież nie zwykła głupota. Niestety, edukacja nam w tym nie pomaga, gdy uczy nas dumy z heroicznych porażek i relatywizuje nasze sukcesy.


Wiara upada, lecz mimo tego ciągle zdecydowana większość wie i pamięta, co mówi siódme przykazanie. Nie kradnij, jest oczywiste dla każdego i u nikogo nie wzbudza wątpliwości. Bez głębszego zastanowienia możemy śmiało stwierdzić, że jest to temat, który nie budzi kontrowersji.


To teraz przypomnijmy sobie legendę Janosika, który zdecydowanie zajmował się kradzieżami, ale jak wieść niesie, dzielił się swoimi łupami z okoliczną ludnością, więc nie został potępiony. To było dawno. Inny był wtedy świat, ale czy tak bardzo inny? Do dziś „ludzie we wsi gadają” że PiS za swoich rządów kradł, ale się z nami dzielił, więc wciąż ich rządy są z sentymentem wspominane. Teraz rządzi Platforma i można usłyszeć podobne głosy, bo też się dzieli, tyle że z innymi ludźmi.


Warto więc przypomnieć – siódme nie kradnij! Nie ma tam mowy o jakichkolwiek wyjątkach, które by usprawiedliwiały konkretne osoby, jak też żadna kwota nie jest wyjęta spod tego przykazu. Jasno stoi, że kradzież, to kradzież i kropka. Bo jeśli byłoby inaczej, to taki przysłowiowy pan Zenek, gdy ukradnie parę stówek i przepije razem z panem Józkiem, też byłby usprawiedliwiony, gdyż się podzielił.


Zawsze warto jest przypominać, aby nasza mowa była po prostu: „tak – tak, nie – nie.” Jeśli jednak mamy co do tego wątpliwości, to powinniśmy zrezygnować z penalizowania kradzieży z wyjątkiem tych, gdy złodziej okazał się egoistą. Należy się jednak wcześniej zastanowić, czy warto byłoby żyć w takim świecie? I kto chciałby w nim żyć?

wtorek, 21 stycznia 2025

Można być prezydentem swojego kraju…

 

Można być prezydentem swojego kraju, uważając, że jest on jedyny i najważniejszy, można mówić, że ludzie w tym kraju są wyjątkowi, można przywrócić wartości, na których został zbudowany, można służyć swojemu krajowi. Można w ciągu jednego dnia porzucić wszystkie lewackie szaleństwa. To wszystko można... tyle że w Ameryce.


Wysłuchałem przemówienia inauguracyjnego Donalda Trumpa, z dużym uczuciem zazdrości, tym większym, że przez ostatnie lata nad Wisłą we wszystkich przemówieniach z okazji naszych świąt i uroczystości można było tylko słyszeć Ukraina, Ukrainie, Ukrainy.


Cóż! Ameryka, to Ameryka. Dla nas z tego powodu, wcale nie musi być lepiej, aczkolwiek echo tych zmian dotarło do nas już wcześniej. Otóż! Przyjechał do Warszawy pan, a dokładnie pan Dej. Postanowił odwiedzić swoje sługi Andrzeja, Donalda i z nadzieją.. przyszłego sługę Rafała. Myślisz sobie, gość z zagranicy przyjeżdża, to pewnie podarki przywozi. Nic z tego, akurat ten gość to podarki zbiera i nie to żeby ich oczekiwał. On ich żąda. W końcu jest panem, więc ma prawo, tym bardziej, że w Ameryce źródło mu szybko wysycha, a na świecie jest jeszcze sporo fajnych nieruchomości do kupienia. „Nasz” Donald się podobno nie opierał i wysupłał pieniądze podatników (kiedyś się dowiemy jakie), jednakże przy apetycie pan Dej, to każde są małe.


Ktoś może pomyśleć, że jestem złośliwy (to prawda) i dlatego tak piszę, jednakże fakty nie mogą być złośliwe, a fakty są takie, że „nasz” urzędujący prezydent nie wybrał się na inaugurację do Stanów, tylko udał się do globalistów w Davos, żebrać o kasę dla swego pana. I już pierwszego dnia był w Domu Ukrainy. Pewnie krzyczał tam slava i śpiewał kalinę, bo przecież historię on bardzo dobrze zna.


To wszystko dzieje się w myśl stale obecnej doktryny, do której przekonano Polaków, że jak nie zapłacimy, to tutaj przyjdą ruskie. Jakoś ciężko zauważyć, żeby ochoczo już przebierali nogami, na taką wycieczkę. Przecież oni już tu byli parę wieków temu, a także za PRL-u i niespecjalnie im się to podobało. A nawet gdybym się mylił i Rosjanie chcieli do Polski wkroczyć, to warto pamiętać, że ich celem zawsze było podbicie naszego kraju, natomiast Ukraińcy niezmiennie pragną nas wyrżnąć. Co więc Ty byś wybrał? Bo nasze elity już wybrały za Ciebie!

wtorek, 14 stycznia 2025

Kogo lub co należy zamknąć?

Jeśli spojrzymy dogłębnie w usta polityków, to cóż tam zobaczymy? Ano zobaczymy pełne usta słów o demokracji, wolności słowa, szacunku dla każdej osoby oraz poszanowanie dla odmiennych poglądów. I to jest wszystko prawda, pod warunkiem, że myślimy dokładnie tak, jak oni. W przeciwnym razie nasza mowa, to mowa nienawiści, fejk i dezinformacja. Dlatego trzeba nam zamknąć usta.


W PRL-u też zamykano usta niepokornym, jednakże w zamian, przy okazji świąt partyjnych, rzucano społeczeństwu, a to podwawelską, a to szynkę, a to kubańskie pomarańcze, żeby coś w tych ustach mieli, oprócz nienawiści do władzy. Dzisiaj nie ma nic za wyjątkiem obietnic, że już niedługo będzie lepiej, jak tylko bardziej zaczniemy się uśmiechać i nie będziemy słuchać innej mowy, bo inna mowa, to mowa Putina, który tylko czyha na nas. A tak w ogóle, to czy nie jest dziwne, że na tak już bardzo kabaretowe państwo, w ważnym miejscu w Europie, czyha tylko Putin?


Ten trend do zamykania, jest tym silniejszy, im bliżej jest do wyborów. Przecież nie może być tak, że każdy może wypowiedzieć swoją myśl, a już nie daj Boże, przypomnieć wstydliwe wypowiedzi jedynego słusznego kandydata. Bo wiecie, że słuszny jest tylko jeden kandydat, a reszta tylko sypie piach w tryby, żeby przeszkodzić uśmiechniętej koalicji uczynić ten kraj mlekiem i miodem płynącym. Może i bym się na to nabrał, tyle że mam takie przeczucie, że mleko byłoby niemieckie, a miód ukraiński. Na taką rozkosz moje kubki smakowe nie są jednak przygotowane. Zawsze będę tęsknił „do tych pól malowanych zbożem rozmaitym” z których wyrosły moje smaki.


W sumie to mam dla nich pomysł. Skoro jest tylko jeden właściwy kandydat, a każdy inny wybór, to wiadomo przez kogo się dokona, to zaoszczędźmy czas i pieniądze. Sejm podejmie uchwałę, że prezydentem zostaje nasz, a jakże najwspanialszy człowiek i kropka. To byłoby dla nich jedyne rozwiązanie, gdyż zamykanie ludzi i różnych platform w dzisiejszych czasach i ich talencie, może przynieść dokładnie odwrotny skutek od oczekiwanego. Cóż! Przy dzisiejszej technice, bez trudu można by powrócić, jak za dawnych lat do „bibuły”. Niektórych to by uskrzydliło i przywróciło im młodość, a to nie spodobałoby się ZUS-owi.


środa, 8 stycznia 2025

Przedszkolaki robią politykę

 

Miało być tak pięknie i światowo. Mieliśmy zostać poważnym graczem na arenie światowej, jak tylko odsuniemy PiS od władzy. Tośmy go odsunęli, razem z marzeniami o wielkiej i poważnej polityce. Prawda jest taka, że wszystko można odsunąć, ale ważne jest to, co przysuniesz na zwolnione miejsce. Wie to każdy, kto robi przemeblowanie w domu, czemu więc tej samej, mądrej zasady, nie stosujemy w polityce?


Już na długo przed rozstrzygnięciem wyborczym polskie media pisały, pan Sikorski, po swoich wpisach w social mediach (byli tacy, co wyczuwali w nich zapach alkoholu), bezpowrotnie stracił szansę na ewentualne objęcie teki ministra spraw zagranicznych, gdyż nikt, już go poważnie nie potraktuje, w sytuacji gdy nie wiadomo co i kiedy on „chlapnie”. Jednakże jest to Polska, a tu ostatnimi czasy normą jest grać zgranymi kartami.


Tym to sposobem nasza polityka zagraniczna wygląda tak, jakby ją robiły przedszkolaki i to raczej nie z grupy starszaków. Przykładów na to jest mnóstwo, chociażby ten z odwołaniem ambasadora z Budapesztu, bo tam się schronił pan Romanowski, którego ściga uśmiechnięta koalicja. Nie wiedziałem, że zadaniem ambasadora jest pilnowanie granicy Węgierskiej. Takim to sposobem obniżamy swoją rangę w kolejnym kraju, a w tym przypadku jest to kraj, który wielokrotnie, bezinteresownie nam pomagał. Wystarczy przypomnieć obronę Lwowa, wojnę z bolszewikami, czy Powstanie warszawskie.


Wiemy z doświadczenia, że prawdziwy przedszkolak, nawet jak go postawimy do kąta, to i tak nie zrozumie swojego zachowania. Prawda ta pozwala nam zrozumieć brak zaproszenia dla ambasadora Węgier w Warszawie podczas inauguracji polskiej prezydencji w UE, chociaż to od Węgier ją przyjmujemy. Z tą prezydencją, to już jest całkowita dziecinada, bo jako jedyny kraj w całej historii nie zorganizujemy u siebie tak zwanego szczytu. A nie zorganizujemy, bo wszystkich oficjeli witałby prezydent, który z założenia byłby gospodarzem. Ten z kolei z tego powodu strzelił focha i zamiast na rządową inaugurację pojechał na narty. Pamiętajmy, że Polska to nie jest jakieś małe księstwo, tylko prawie 40-milionowy kraj.


Cóż! Ponarzekałem trochę, ale za to przecież mamy poważne sprawy do załatwienia dla kraju, skoro już mamy te swoje pięć minut w Unii Europejskiej. Mamy? Oczywiście, że mamy. Wprowadzenie cenzury i (to już jest nudne) pomoc dla Ukrainy. Tak to właśnie wygląda, a kto myśli inaczej ten jest ruską onucą. Tylko czyją onucą jest nasz minister, razem ze swoim szefem, którzy jako jedyni z przywódców europejskich, razem z Putinem i Łukaszenką nie zostali zaproszeni na inaugurację nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych? Są kraje, które na bieżąco potrafią wyciągać wnioski. My do nich nie należymy, więc nie musimy.

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...