poniedziałek, 30 czerwca 2025

Sławosz poleciał

 

Sławosz poleciał. Mówią, że w kosmos, chociaż są liczne głosy, że tylko na orbitę okołoziemską. Tak, czy siak, cena za ten lot jest naprawdę kosmiczna. Jest drugim Polakiem, który tam się znalazł. Pierwszym był Mirosław Hermaszewski, który poleciał, gdyż wypadła nasza kolej, w ramach współpracy krajów demokracji ludowej. Z tego pierwszego lotu, pamiętam tylko, wylądował w gęstym łanie kukurydzy, nie niszcząc przy tym ani jednej kolby. Nie wiem ile wtedy to nas kosztowało, ale to były raczej koszty polityczne, nie finansowe.


Dlaczego i po co poleciał Sławosz? Mało osób o to pyta, bo i kto miałby odpowiedzieć na takie pytanie? Podejrzewam, że nasza „elita” w ten sposób czuje się dowartościowana. To jest taki rodzaj, ulubionego przez nich, poklepywania po ramieniu. Mogliby za te pieniądze zrobić coś rzeczywiście dobrego dla kraju, lecz to by wymagało wysiłku, a tak zapłacone, tweety napisane i można się zająć przez kolejne tygodnie rekonstrukcją rządu, co w zwykłym języku oznacza, kto z koalicjantów wyrwie więcej dla siebie. I nie narzekajmy, bo to wszystko się dzieje dla naszego dobra i szczęścia.


Powróćmy jednak do kosmosu, bo aby uzasadnić wydaną kasę, to „będziemy” tam realizować wielkie eksperymenty. Dużą przecież sprawą są polskie pierogi na orbicie i co bardzo ciekawe – drożdże. Pomysł z tymi drożdżami wyszedł od polskich naukowców. I w tym jest cały problem, bo gdyby o tym decydował zwykły Kowalski, to pamiętałby, że do drożdży niezbędny jest cukier. Proporcję przecież każdy zna. To 1410, czyli 1 kilogram cukru, 4 litry wody i 10 dag drożdży. Mielibyśmy własną Moon Label, czyli popularną księżycówkę, pędzoną prawie na samym księżycu. Wreszcie byłaby jakaś Polska kosmiczna marka. Wariaci z pieniędzmi, by się o nią zabijali. Trochę kasy by się zwróciło, a jaka duma by rozparła zwykłego Kowalskiego. Cały świat by nam zazdrościł. Naprawdę mogło być pięknie. Taka szansa się już nie powtórzy. Niestety! Sławosz wyląduje bohatersko w naszym grajdole i zostanie nam, jak zawsze, nasze przeminęło z wiatrem.

poniedziałek, 23 czerwca 2025

Z ostatniej chwili... sprzed roku

To mogłoby również być tak. Zelenskiemu mucha siadła na nosie. Mucha to bardzo cierpliwy i denerwujący przeciwnik, więc nikt nie robi specjalnych przygotowań, tylko dokonuje zdecydowanego i gwałtownego zamachu. Tak więc, Volodymyr zamachnął się prawą ręką, ale niestety nie trafił. W tym samym czasie nieopodal przejeżdżał stary wiarus komunistycznej armii. Służby szybko więc dodały dwa do dwóch i już go mieli.


Po takiej wiadomości wszyscy paskowi w telewizjach nie mogli oszczędzać na czerwonym kolorze. Wreszcie coś się dzieje w ten poniedziałek. Nikt oczywiście nie zastanowił się nad tym, że to Ukraińcy podali taką informację (oni zawsze słynęli ze swojej rzetelności), chociaż rzecz miała się dziać na najbardziej chronionym lotnisku w Europie, czyli naszej Jasionce.


Tak więc, już po niedługiej chwili, okazało się, że to jednak nie zamach, a tylko próba i to nie żaden news, tylko stara wiadomość sprzed ponad roku. Pelikanom wszystko jedno co wrzucają do dzioba, byle było tego dużo. Jednakże można się zastanowić, dlaczego dzisiaj dostali właśnie taki pokarm?


Cóż! Wojny też mają swoją „listę przebojów” i kiedy spadasz z pierwszego miejsca, musisz wypuścić nowy dżingiel, aby na nie powrócić, bo to właśnie tam płynie największa kasa i co by jednak nie powiedzieć, to i tak zwykli Ukraińcy mieli dużo szczęścia, bo równie dobrze nowym sposobem powrotu na top, mogłoby być zbombardowanie, jakiegoś swojego osiedla mieszkaniowego i powiedzieć: to nie ja.


Czy jednak w ogóle możliwy jest powrót tej wojny na szczyt. Teoretycznie tak. Wystarczy, że Iran przeprosi najbardziej pokojowy naród na świecie oraz niezmordowanego siewcę demokracji za bombowy prezent i jeszcze okaże wdzięczność, za kolejne bombardowania, a zapanuje tam taki pokój, jakiego jeszcze nikt nie widział. Tyle, że to jest Iran, a nie na przykład taki kraj, jak Polska, która grzecznie wykonuje polecenia z zachodu i przeprasza za wszystko, zanim ktokolwiek zgłosi takie oczekiwania.


poniedziałek, 16 czerwca 2025

Młotkiem w imadło

 

W życiu wymyślono już wszystkie triki. Można je upudrować, pomalować, coś tam dodać od siebie, ale to będzie wciąż ten sam stary trik, co nie zmienia faktu, że ludzie wciąż będą się na niego nabierać.

Przypomniała mi się taka historia z dawnych lat. W czasach mojej PRL-owskiej młodości pracowałem w warsztacie, jako fachowiec. Było nas tam kilku. Między innym pracował z nami taki stary pafawagowiec (tak! Był kiedyś taki zakład). Stamtąd właśnie miał on taki nawyk, że gdy tylko drzwi do warsztatu się otwierały, on szybko brał młotek do ręki i walił bez opamiętania w imadło. Jeśli w drzwiach zjawiał się majster albo kierownik, to dobierał sobie jakiś gwóźdź, pręt, cokolwiek było w pobliżu i dalej traktował to młotkiem. Dzięki temu w oczach kierownictwa, uchodził zawsze za bardzo pracowitego gościa, a my… wiadomo.


To już nie warsztat, a sfery rządowe, a sytuacja, jakby rodem stamtąd. Kiedy tylko otwierają się drzwi zainteresowania społecznego, zaciekawione co też tam dobrego dla nas robi rząd, wtedy też zaczyna się uderzanie w imadło. Tym imadłem najczęstszym jest aborcja, tak zwane związki partnerskie, rekonstrukcja rządu i wiele innych sposobów, które maskują nieróbstwo, indolencję lub zwykły tumiwisizm. I to za każdym razem działa.


Jakże więc sprawić, żeby te plus minus trzydzieści procent ludzi dojrzało ten młotek i to imadło? Jak im uświadomić, że bije ich to wprost po kieszeni i zabiera im marzenia? Marzenia o życiu z przymiotnikiem, jaki by tylko chcieli. Czy potrzebny jest tu okulista, psycholog, czy może psychiatra? Może właśnie dlatego do wszystkich tych fachowców potrzebne jest skierowanie i długi czas oczekiwania?

czwartek, 12 czerwca 2025

Inteligencja na dwie kratki i artyści

 

Prawdę mówią ci, którzy twierdzą, że człowiek uczy się całe życie. Ja na przykład po ostatnich wyborach dowiedziałem się, że inteligenta można poznać po tym, że nie potrafi trafić krzyżykiem w jedną z dwóch kratek, jeśli w ogóle potrafi go narysować. A jako że jest osobą inteligentną, to nie omieszka się publicznie tym pochwalić, stąd to wiem. A najciekawsze jest to, że ta ich niemoc intelektualna powinna być, ich zdaniem, podstawą do powtórzenia wyborów, bo przecież niemożliwym jest, żeby chamy wybierały inteligentom prezydenta. Sami rozumiecie, że to nie przystoi, aby ludzie, których poklepywał po plecach, nie jeden wielki człowiek z „elity europejskiej” mogliby mieć prezydenta, wybranego przez prostaków. To takie mało salonowe.


Nie od dziś wiadomym jest, że inteligentny człowiek musi mieć duszę artysty, to jest taką, która skłonna jest do wielkich uniesień, ale już nie do zwykłej pracy. Rząd to bardzo dobrze rozumie i dlatego szykuje ustawę, dzięki której ten prosty lud będzie poprzez zwiększone podatki, datki i składki mógł sfinansować tym artystom, taką prozaiczną i nieznaczącą rzecz, jak wpłaty do ZUS-u. I to jest bardzo dobry kierunek, bo już nikt nie napisze żadnego dzieła o głodującym za swojego życia artyście. Cudowne rozwiązanie naszej nowoczesnej cywilizacji. Tak wiem! O tych artystach i tak by nikt nigdy niczego nie napisał, ale gdyby jednak…


Ktoś może zapytać, czy nas na to stać? Cóż! Przez trwającą miesiącami kampanię wyborczą zapomnieliśmy trochę o tym, że jesteśmy najbogatszym państwem świata. Przecież płacimy emerytury obywatelom państwa położonego w Palestynie. Przymierzamy się do takiego samego działania wobec Hindusów, a nie muszę przypominać, jak ludny jest to kraj. No i są jeszcze Ukraińcy, mistrzowie świata w zdobywaniu wszelkich dostępnych przywilejów. Nie jest to dla nas powód do dumy, że lekką rączką wypłacamy im wszelkie możliwe „plusy” oraz emerytury. A już szczytem jest to, że wielu z nich nigdy nawet nie postawiło stopy, na naszej ziemi, a kasę dostają. A jakby tego jeszcze było mało, to ostatnio wyszło na jaw, że właśnie zapłaciliśmy grube miliony odsetek, od kredytu, który Ukraina zaciągnęła.


Jesteśmy cudowni w tej empatii wobec obcych narodów. Nasz budżet nakarmi każdego, poza tymi, którzy wciąż żyjąc w najbogatszym kraju na świecie, muszą robić publiczne zbiórki, na leczenie swoich najbliższych.

czwartek, 5 czerwca 2025

Czas płynie, a Donald wciąż liczy

 

Liczenie na siebie, to nie jest dobry pomysł. On o tym wie, bo przecież, jak nikt inny, zna siebie. To nie oznacza jednak, że liczyć nie będzie, zwłaszcza, że liczenie dało mu długie polityczne życie. Słynne już czerwcowe „panowie policzmy głosy”, pozwoliło towarzyszom żyć w komforcie, a jemu samemu zostać liderem głównej formacji politycznej na długie lata. Byli przecież tacy, którzy nazywali go mężem opatrznościowym, a nawet zbawcą narodu.


Byli.. bo właśnie w szybkim tempie się wykruszają. Dawni wierni wyznawcy od kilku dni zaczynają podnosić głowy, bez obawy o spojrzenie szefa. Pozwalają sobie nawet na komentarze, że bez niego byłoby im lżej. Wyraźnie więc zbierają się nad nim czarne chmury, a nie ma widoków na azyl w Brukseli. Co więc on robi w tej sytuacji? To co umie najlepiej, czyli liczy głosy. Tym właśnie jest jego wniosek o votum zaufania dla swojego rządu.


Policzy i tak, jak pamiętnego czerwca, będzie miał te głosy, tylko, że tym razem to nie będą głosy wspólników, a potencjalnych Brutusów. Wiemy już, że Brutusem nie będzie nikt z jego koalicjantów, których wystawił dzisiaj na pośmiewisko, gdy nie przybył na własną konferencję prasową, a te trzy sieroty stały na widoku publicznym, usiłując zrozumieć co się dzieje. Czy coś zrozumieli? Na żadnej twarzy tego nie było widać.


Cóż! Zabawa w rządzenie jeszcze trochę potrwa, a my nie będziemy gośćmi na tej zabawie. Naszą rolą będzie płacić rachunki, a będą one coraz wyższe i nikt się nad nami nie ulituje. W końcu musi być kara za to, że nie umiemy głosować.


Ktoś w komentarzach napisał, że po niedzielnych wyborach: „jedni nie rozumieją dlaczego przegrali, a drudzy, dlaczego wygrali”. To bardzo trafny komentarz i nie jest to dobre świadectwo o tych którzy kiedyś rządzili, jak również o obecnej władzy, ale także o tych, którzy poprzez swój głos im to umożliwiali. Po tylu latach, można to już uznać za przypowieść, jak ze starej księgi - o mniejszym i większym złu. Na nasze szczęście, wiemy, że na końcu każdej księgi zło przegrywa. No i warto też pamiętać, że gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Kiedy więc tak się stanie? Zgodnie z prawdą napiszę, że nie wiem, ale wiem na pewno, że życie jest dla cierpliwych. I tej cierpliwości wszystkim życzę!

niedziela, 1 czerwca 2025

Byle nie…

 

Możemy różnie się usprawiedliwiać, możemy się zasłaniać okolicznościami, ale tak naprawdę to sami się doprowadzamy do sytuacji, że na końcu pozostaje nam tylko – byle nie… Dlaczego to sobie robimy? Wrodzony mesjanizm? Już chyba nie. Dzisiaj to raczej głupota, lenistwo i brak nawyku samodzielnego myślenia. Dzięki szybkiemu rozwojowi mediów elektronicznych, pojawiło się mnóstwo ekspertów i autorytetów, którzy sami mają braki wiedzy i wykształcenia, co nie przeszkadza im mieć wielu wyznawców i wielbicieli.


W ten sposób łapiemy się na byle obietnice i wybieramy byle kogo, zapewniając sobie byle jakie życie, ale to nas nie martwi, bo przecież dzięki nam, tak zwani oni, też mają wszystko byle jakie. Nasi wybrańcy zdają sobie z tego sprawę, więc mają świadomość, że nie warto się trudzić i żyją, byle do następnych wyborów. A clou tego wszystkiego jest marazm, stagnacja i demokracja, czyli wszystko to, czego nienawidzę.


Świat w tym czasie się rozwija, świat się zmienia, a my wciąż jesteśmy zajęci tylko tym - byle nie oni. W ten sposób, każdy inteligentny człowiek, który ma wiedzę, chęci i pomysł, aby robić coś dobrego, coś nowego, ma jasną informację – byle nie tutaj. I tak właśnie pozbywamy się potencjału na przyszłość.


Najgorszą informacją jest jednak to, że jak podają statystyki, to coraz więcej ludzi daje się wciągać w zabawę „byle nie”. To sprawia, że tekst ten będzie aktualny i za dwa lata, i za pięć i tak dalej. Pozostaje nam więc tylko od dawna znane… byle do wiosny! I tak co roku.

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...