Możemy różnie się usprawiedliwiać, możemy się zasłaniać okolicznościami, ale tak naprawdę to sami się doprowadzamy do sytuacji, że na końcu pozostaje nam tylko – byle nie… Dlaczego to sobie robimy? Wrodzony mesjanizm? Już chyba nie. Dzisiaj to raczej głupota, lenistwo i brak nawyku samodzielnego myślenia. Dzięki szybkiemu rozwojowi mediów elektronicznych, pojawiło się mnóstwo ekspertów i autorytetów, którzy sami mają braki wiedzy i wykształcenia, co nie przeszkadza im mieć wielu wyznawców i wielbicieli.
W ten sposób łapiemy się na byle obietnice i wybieramy byle kogo, zapewniając sobie byle jakie życie, ale to nas nie martwi, bo przecież dzięki nam, tak zwani oni, też mają wszystko byle jakie. Nasi wybrańcy zdają sobie z tego sprawę, więc mają świadomość, że nie warto się trudzić i żyją, byle do następnych wyborów. A clou tego wszystkiego jest marazm, stagnacja i demokracja, czyli wszystko to, czego nienawidzę.
Świat w tym czasie się rozwija, świat się zmienia, a my wciąż jesteśmy zajęci tylko tym - byle nie oni. W ten sposób, każdy inteligentny człowiek, który ma wiedzę, chęci i pomysł, aby robić coś dobrego, coś nowego, ma jasną informację – byle nie tutaj. I tak właśnie pozbywamy się potencjału na przyszłość.
Najgorszą informacją jest jednak to, że jak podają statystyki, to coraz więcej ludzi daje się wciągać w zabawę „byle nie”. To sprawia, że tekst ten będzie aktualny i za dwa lata, i za pięć i tak dalej. Pozostaje nam więc tylko od dawna znane… byle do wiosny! I tak co roku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz