Parę lat
pracy zaprzyjaźnionych mediów przyniosło oczekiwany efekt, że wybierać można tylko
pomiędzy dwiema partiami politycznymi. Przynajmniej wryło to się w świadomość
tych, którzy obowiązkowo chodzą do urny. I o to przecież chodziło. Co ciekawe słowo
urna oznacza wazę na prochy – przypadek?!
A
czymże te partie różnią się od siebie? No właśnie czym? To nie jest takie proste, że
człowiek poczyta, posłucha i już wie, więc publicznie plują na siebie i próbując
wykrzyczeć, jak bardzo lepsi są jedni od
drugich. Zdobywają tym wybrednych i wysublimowanych wielbicieli, którzy
potrafią bronić ich do ostatniego skurczu serca. A serce jest tu kluczowe, bo
zastępuje mózg. Ostatnio zaczęła się
kolejna kampania, w której próbują udowodnić - kto z nich „przytulił” więcej milionów
z publicznej kasy. Wychodzi na to, że ten który wziął mniej jest bardziej godny
zaufania, a może nawet jest uczciwy,
No cóż! Skoro tak
mówią wielce inteligentni synowie tego narodu, to taka musi być prawda. Podążam
sobie więc tokiem tego myślenia i oczywiście mam już pomysł, jak zaoszczędzić
parę milionów, aby im było łatwiej, a może i nam coś wtedy skapnie? Wystarczy
tylko wprowadzić takie prawo, że jak złapią na przykład złodzieja, który ukradł
tysiąc złotych, to on grzecznie przez dwadzieścia cztery godziny siedzi sobie w
komisariacie i czeka. A na cóż on czeka? On czeka na to, aby w tym czasie
dzielnym stróżom prawa udało się zatrzymać kogoś, kto ukradł więcej niż tysiąc
złotych. Jeżeli tak się stanie, to on z mocy prawa jest wolny. Jakież to nam
daje oszczędności: w ludziach, papierach i całym tym osprzęcie. Wyludnione
komisariaty, prokuratury, sądy. W konsekwencji tego - złodzieje zaczynają rywalizować o to
kto potrafi mniej ukraść. I na koniec medialne przesłanie rządzących, że jest to jedyny kraj, gdzie karane
są wyłącznie grube ryby, a nie głodni ludzie sięgający po batonika w sklepie.
Kraj powszechnej szczęśliwości.