wtorek, 27 sierpnia 2024

Zdrada panowie!

 

Zdrada – tym słowem w zasadzie codziennie, powinny się rozpoczynać wszystkie dzienniki i programy informacyjne. I nie piszę tu o tym, że ona jego, czy też on ją, bo to dla historii kraju nad Wisłą nie ma żadnego znaczenia, ale o tych wszystkich, którzy maja realny wpływ na losy naszego kraju. Tych jawnych sług obcego państwa i tych, którzy nie składają takich deklaracji, ale ich działania mają zdecydowanie taki charakter. Kto obserwuje naszą politykę, ten wie, że to jest zdecydowanie duża grupa. Rzekłbym za duża, aby jej nie widzieć. Tyle, że my wolimy tropić jakiś domniemanych ruskich agentów. Może kiedyś się nam znów uda i wymienimy takiego, na kogoś, może tym razem będzie to Polak, chociaż nie robiłbym sobie dużej nadziei.


Zacznijmy może od samej góry i skupmy się na tej postaci, bo to jest wręcz wzorcowy przykład. „Nasz prezydent” po raz enty pojechał do kraju, który jest objęty pełnoskalową wojną (tak podają nasze media). Pojechał tam świętować (już nieistniejącą?) niepodległość Ukrainy. Stał, więc na centralnym placu, kraju gdzie bomby latają i opowiadał swoje bajki, znane od lat. Tym razem chyba nic naszego nie oddał, bo już nic nie mamy (chociaż pan Dej, coś tam jeszcze dojrzał), jednak nie mógł się powstrzymać, aby opowiedzieć chyba swój sen, że jak Rosjanie będą uciekać z Ukrainy, to zadzwoni do pana Dej, aby ten nie strzelał im w plecy. Tamten mu odpowiedział, że może mieć zajęty telefon. To miał być taki żart. Ale nie był, bo to nie ta armia i nie ten naród.


Po akademii oczywiście musiał uklęknąć przed grobami Banderowców, pewnie w intencji, żeby piekło ich nie piekło. O Wołyniu, czy śledztwie w sprawie Przewodowa, ani słowa. Myślę, że od tego człowieka, nikt już tego nie oczekuje. Jednakże wracając mógł się chociaż lekko pokłonić przed Pomnikiem Rzezi Wołyńskiej, było po drodze, tyle że to byłby gest w kierunku Polaków. Polaków! No właśnie!


Zdrada panowie, a wy cicho! Czemuż to? Że dla establishmentu to nie jest temat, a wolne sądy, byłby tu bardzo wolne. To wszystko prawda, ale czemu Kowalski, Nowak, czy Wiśniewski nawet przy flaszce o tym nie rozmawiają? - Trochę to ciężko zrozumieć.


Rzecz z pozoru nie na temat, ale tak to tu zostawię, że słynne Bolero Maurice Ravela mała część orkiestry zaczyna od pianissimo, potem temat narasta, aż do fortissimo, gdzie już nikt się nie oszczędza. Cała filharmonia wtedy żyje, ale to tylko muzyka...

wtorek, 20 sierpnia 2024

Kogel mogel po wrocławsku

 

Jest lato, jeszcze. Słońce opiera się o trzydziestkę, bo przecież każdy musi się o coś oprzeć. Ty jesteś turystą, wyluzowany, masz ochotę pożerać te cuda piastowskiego grodu, mimo tego, że Piastowie raczej za długo to się tutaj nie rozsiedli, ale to przecież tylko detal, który ci nie przeszkadza. Oczywiście prawdziwy turysta lubi się przemieszczać, więc często korzysta z komunikacji zbiorowej.


W tym celu przystaje na przystanku, bo po to jest przystanek, aby na nim przystanąć. Tutaj lekkie zdziwienie, że przystanąłeś na chwilę, a ona trwa i trwa, bo to nie jakaś uniwersalna chwila, ale nasza miejska, przez nas opracowana i to nie tylko dla turystów, chociaż to turyści właśnie często powtarzają: trwaj chwilo, trwaj. Co prawda na przystankach są elektroniczne wyświetlacze, jednakże najczęściej można jedynie wyczytać, komunikat: brak łączności. Będąc jednak sprawiedliwym, to czasami pojawiają się tam jakieś znaki, nie rozpoznałbym ich, jako polskie, więc muszą to być komunikaty dla turystów właśnie, taki postęp.


Na szczęście nic nie jest wieczne, oprócz pióra, to i w końcu przyjeżdża z gracją taka stara trumienka, o której myślisz, że jak tylko wsiądziesz, to się ugotujesz, a że czekałeś już tyle, to nie zaszkodzi jeszcze chwilę i oto jest, nowoczesny środek transportu, gdzie już na drzwiach wejściowych masz informację, że to pojazd klimatyzowany. Szczęśliwy wsiadasz do środka i od razu żar bucha, jak w „Lokomotywie” Tuwima. I już wiesz, że popełniłeś błąd, bo w trumience mógłbyś przynajmniej otworzyć okno i wiatr owiewałby twoje włosy, choćby ich było tylko pięć. Jeden mały guziczek, a jaką daje władzę.


Cóż! Byłeś wytrwały, pozwiedzałeś co chciałeś, więc czas, aby coś zjeść i oczywiście wypić, bo trzydziestka ciągle czuwa. Przy okazji masz nadzieję, trochę osłuchać się z językiem polskim. Rozsiadasz się więc wygodnie w restauracji i tu taka mała konsternacja, bo ten polski język, który słyszysz do złudzenia przypomina ci rosyjski, tutaj jednak zwany ukraińskim. Jeszcze jedna atrakcja, chociaż nieplanowana.


Taki to właśnie jest ten kogel mogel. Jeśli przypomnisz sobie komedię o tym tytule, to w domu u Solskich była oczywiście łazienka, aby nikt sobie nie pomyślał, że ich na to nie stać, ale to wcale nie oznaczało, że można z niej korzystać. Teraz łatwiej jest zrozumieć, że istnienie wyświetlacza nie oznacza, że tam będzie informacja, że klimatyzacja nie musi być po to, aby z niej korzystać, a w Polsce niekoniecznie rozmawia się w języku Mickiewicza i Słowackiego. I to już nie jest komedia.

niedziela, 11 sierpnia 2024

Igrzyska w lewo

 

Kierunek został nakreślony, a jest to jedynie słuszny kierunek. Kolejne wydarzenie, na którym lewactwo musiało postawić swoją łapę. I co podobało się? Zachwytom nie było końca – to taki żarcik. Tak to już jest, gdy lewicowe teorie zaczynają kreować rzeczywistość. Często wtedy sami pomysłodawcy nie bardzo potrafią to skomentować.


Cała impreza w Paryżu zaczęła się od profanacji, promując jakiś zboczony postęp, którym miał się zachwycić świat, ale świat się nie zachwycił i nastąpiły wymuszone przeprosiny. Dalej nie było lepiej. Cenzurowanie wypowiedzi w myśl poprawności politycznej, zezwolenie chłopom, na udawanie kobiet i dopuszczenie ich do żeńskich konkurencji i fikołki komentatorów, aby rzeczy nie nazywać po imieniu. Tym co jednak mieli wątpliwości, szef komitetu olimpijskiego wyjaśnił w swojej wypowiedzi, że nie ma rzetelnej metody, aby stwierdzić kto jest kobietą, a kto mężczyzną. To jak ludzkość sobie do tej pory radziła przez tysiące lat? I jak on sobie radzi w życiu? Cóż! Mogę mu pomóc i nie chodzi o to, aby ludziom zaglądać do majtek, ale zadam pytanie: Ile znacie kobiet z widocznym jabłkiem Adama? Ja znam jedną z telewizji, to były poseł Anna Grodzka, poprzednio Krzysztof Bęgowski. Hmm… znając lewicową pomysłowość, to za cztery lata, możemy mieć parytety kobiet i mężczyzn w konkurencjach kobiecych. I tyle w temacie.


Coś się zaczyna, coś się kończy. Oglądałem wszystkie olimpiady od 1972 roku, a w tym roku raczej mi przeszło. Jakieś dziwne dyscypliny udające sport i polityka na każdym kroku, więc tylko zerkałem na to, aby utwierdzić się w słuszności mojej decyzji. Potem chciałem oglądać tylko naszych zawodników, ale i to do końca mi nie wyszło. Po prostu jestem zbyt uczuciowy, aby patrzeć, jak naszych leją, a lali nas solidnie. To było takie odzwierciedlenie naszej obecnej polityki, wszystko dla innych, niewiele dla nas.


Przykre jest to, że to wszystko się dzieje. Zabrali nam już nasz świat, zabrali nasze życie, a teraz jeszcze wzięli naszą rozrywkę. Świętej pamięci Czesław Niemen śpiewał, że „ludzi dobrej woli jest więcej i mocno wierzył w to, że ten świat, nie zginie nigdy, dzięki nim”. Czy ja też powinienem wierzyć?

wtorek, 6 sierpnia 2024

Nikt nie jest winny

Nikt nie jest winny, może poza mną i tobą, wszystkiemu złu, które wokół jest. Ci co poprzednio rządzili nie odczuwają winy za to co było, a ci aktualni nie mają sobie nic do zarzucenia za stan obecny. Porażająca lekkość bytu, jeśli jej nie masz, to masz pecha, bo odczuwasz rzeczywistość, na którą nie masz wpływu.


Za pandemię, szprycowanie i zmarnowanie miliardów złotych, kto jest winny? Ty bo stałeś w deszczu po testy i „szczepionki”, zamaskowany, jak przestępca i ja, bo nie zdołałem wystarczającej ilości ludzi przekonać do racjonalnego zachowania.


Za rozbrojenie kraju i przyjęcie milionów miłośników Bandery, kto jest winny? Ty, bo przyjąłeś ich pod swój dach i wyciągałeś swoje złotówki, żeby złagodzić ich „traumę” i ja, bo omijałem wariatów nazywających ruskie pierogi – ukraińskimi i wszystkich nawiedzonych wieszających żółto niebieskie flagi, a żadnej nie ściągnąłem.


Za zielony ład, imigrantów i dziesiątki debilnych pomysłów płynących z Brukseli, kto jest winny? Ty, bo wybrałeś takich pożytecznych idiotów, którymi steruje europejska biurokracja, oddając na nich głos albo nie ruszyłeś się wcale, przez co umożliwiłeś dokładnie taki wybór i ja, bo uwierzyłem, że może u nas wciąż kochają komunę, ale nie sądziłem, iż tak bardzo.


Podsumowując powyższe, to rachunek jest bardzo prosty. Jedynym winnym jestem ja. Jestem winny temu, że nie wziąłem taczki i nie pojechałem do Warszawy, albo nawet do Brukseli, zachęcając tym gestem innych do naśladownictwa, bo przecież jedna taczka nie wystarczy. Biję się w piersi i przepraszam! Chociaż może...


A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...