Jest lato, jeszcze. Słońce opiera się o trzydziestkę, bo przecież każdy musi się o coś oprzeć. Ty jesteś turystą, wyluzowany, masz ochotę pożerać te cuda piastowskiego grodu, mimo tego, że Piastowie raczej za długo to się tutaj nie rozsiedli, ale to przecież tylko detal, który ci nie przeszkadza. Oczywiście prawdziwy turysta lubi się przemieszczać, więc często korzysta z komunikacji zbiorowej.
W tym celu przystaje na przystanku, bo po to jest przystanek, aby na nim przystanąć. Tutaj lekkie zdziwienie, że przystanąłeś na chwilę, a ona trwa i trwa, bo to nie jakaś uniwersalna chwila, ale nasza miejska, przez nas opracowana i to nie tylko dla turystów, chociaż to turyści właśnie często powtarzają: trwaj chwilo, trwaj. Co prawda na przystankach są elektroniczne wyświetlacze, jednakże najczęściej można jedynie wyczytać, komunikat: brak łączności. Będąc jednak sprawiedliwym, to czasami pojawiają się tam jakieś znaki, nie rozpoznałbym ich, jako polskie, więc muszą to być komunikaty dla turystów właśnie, taki postęp.
Na szczęście nic nie jest wieczne, oprócz pióra, to i w końcu przyjeżdża z gracją taka stara trumienka, o której myślisz, że jak tylko wsiądziesz, to się ugotujesz, a że czekałeś już tyle, to nie zaszkodzi jeszcze chwilę i oto jest, nowoczesny środek transportu, gdzie już na drzwiach wejściowych masz informację, że to pojazd klimatyzowany. Szczęśliwy wsiadasz do środka i od razu żar bucha, jak w „Lokomotywie” Tuwima. I już wiesz, że popełniłeś błąd, bo w trumience mógłbyś przynajmniej otworzyć okno i wiatr owiewałby twoje włosy, choćby ich było tylko pięć. Jeden mały guziczek, a jaką daje władzę.
Cóż! Byłeś wytrwały, pozwiedzałeś co chciałeś, więc czas, aby coś zjeść i oczywiście wypić, bo trzydziestka ciągle czuwa. Przy okazji masz nadzieję, trochę osłuchać się z językiem polskim. Rozsiadasz się więc wygodnie w restauracji i tu taka mała konsternacja, bo ten polski język, który słyszysz do złudzenia przypomina ci rosyjski, tutaj jednak zwany ukraińskim. Jeszcze jedna atrakcja, chociaż nieplanowana.
Taki to właśnie jest ten kogel mogel. Jeśli przypomnisz sobie komedię o tym tytule, to w domu u Solskich była oczywiście łazienka, aby nikt sobie nie pomyślał, że ich na to nie stać, ale to wcale nie oznaczało, że można z niej korzystać. Teraz łatwiej jest zrozumieć, że istnienie wyświetlacza nie oznacza, że tam będzie informacja, że klimatyzacja nie musi być po to, aby z niej korzystać, a w Polsce niekoniecznie rozmawia się w języku Mickiewicza i Słowackiego. I to już nie jest komedia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz