Wydawało się, że słynne w PRL-u radio Erewań, to już tylko historia, która nie powróci. Jednakże życie zawsze ma dla nas swoje niespodzianki. Nikt przecież się nie spodziewał, że wskrzesi je sam Donald Tusk. Oczywiście, jako szef, dobrał sobie odpowiednich współpracowników, którzy może nie dostaliby etatu w radiu BBC, ale do radia Erewań, pasują jak najbardziej.
Tak więc przez całe tygodnie opowiadali, jakim dla nas zbawieniem jest brukselski program SAFE. To miała być nasza manna z nieba, dzięki której i tylko dzięki niej możemy przeżyć. Co prawda, rzadko wspominali, że jest to kredyt, ale gdy już musieli się do tego przyznać, to od razu dodawali, iż jest to najtańszy kredyt na świecie, bo tylko 3,17 procent. No i nie bez znaczenia było, że pierwsza transza pieniędzy popłynie, jeszcze tego samego dnia, po podpisaniu kredytu. Tyle radio Erewań.
Rzeczywistość bardzo szybko zweryfikowała te informacje. Kredyt dalej jest niby tani, ale już mówi się, że to jednak 3,32 procenta, a kasy, jak nie było, tak nie ma i nie wiadomo kiedy będzie. Pojawiają się też głosy, że nawet, jak w końcu się pojawi, to prędzej je zobaczy pan Dej, niż my. Wychodzi na to, że jedyną prawdziwą i pewną informacją w tym całym zamieszaniu, jest to kto będzie to wszystko spłacał. To będziemy my i to niezależnie od tego, czy coś dostaniemy, czy nie.
Ciężko jest policzyć ile razy z ust ważnych polityków słyszeliśmy słowo „bezpieczeństwo”. Jak też oni bardzo się starają, żeby nam je zapewnić. Co chwilę wydają kolejne miliardy na sprzęt dla wojska. Stworzono odpowiednią atmosferę wojenną, więc nikt w tej sytuacji nie pyta o sensowność tych zakupów. Ważne, że coś tam kupują. Głównie jest to sprzęt amerykański, który wraz z żołnierzami zza oceanu, ma sprawić, że będziemy nie do ruszenia. Tylko w tym całym planie jest jeden zasadniczy feler. Wystarczy, że premier kraju, który leży tam, gdzie chce, znowu dostanie wezwanie do sądu, albo rozpadnie mu się koalicja i jak zawsze w takich razach najedzie sobie kolejny kraj, to wtedy gdzie pojedzie US Army i dokąd trafi amunicja, którą kupiliśmy?
Otóż! Na taką sytuację w naszym kraju przygotowany jest tylko jeden człowiek. To minister obrony narodowej. Tylko on ma spakowany plecak ewakuacyjny.