Kiedyś to było… Taki wyświechtany zwrot, który nie dziwi w ustach osiemdziesięciolatków. Jednakże obserwując współczesność nie trudno zauważyć, że coraz młodsi ludzie wypowiadają się w ten sposób. Można zapytać nastolatka, kiedy to było jego „kiedyś”. Można! Ale warto się zastanowić dlaczego tak jest? Może dlatego, że „postęp” postępuje w takim tempie, że nim człowiek spróbuje przyswoić jakąś nowość, to już nadlatują dwie następne. Tylko szaleńcy mogą się odnaleźć w takim świecie. Tęskonota za stabilnością?! Oby, bo to by ciągle budziło nadzieję, na powrót do czasów maniany. Przecież tak naprawdę ludziom się nigdzie nie spieszy, a jednak dają się wpędzać w powszechny pęd.
Jeszcze całkiem niedawno sens miało pytanie: „Panie Premierze, jak żyć?” A dzisiaj to premier mówi wszystkim, jak mają żyć i nie ma tam marginesu na indywidualność. Taka nieoczekiwana zmiana, która unaocznia nasz brak czujności. Zupełnie gładko przeszliśmy od czasów, kiedy przywódcy państw zajmowali się tym do czego zostali powołani, czyli rządzeniem. Dzisiaj coraz więcej z nich ma misję. On nie tylko będzie rządził, ale koniecznie musi zbawić świat. I nie pojawi się w nim refleksja, że to zbawienie właśnie wtedy nastąpi, kiedy on odejdzie.
No właśnie kiedyś… Kiedyś ludzie z bardziej błachych powodów potrafili zaprotestować, wywrzeć presję i odesłać z publicznej przestrzeni tych, którzy się całkowicie oderwali od swojej społeczności. A dzisiaj? Dzisiaj jest Internet. Bardzo dobre narzędzie, które jednak ludzie zaczęli wykorzystywać również, jako sposób na rozładowanie emocji. Siedzą więc w kapciach przed swoim laptopem i dokonują bohaterskich wpisów. No i w Internecie taki Andrzej już dawno jest Adrianem, Mateusz, Vateuszem i tak dalej. Jednakże nie można tylko siedzieć w domu. Wcześniej, czy później trzeba z niego wyjść, a tam mimo naszych wielkich dokonań, nic się nie zmieniło. A kiedyś... Już bylibyśmy po zmianac