A było to tak! Na wyspie Bali odbywał się szczyt tak zwanej grupy G20. Czyli najbogatszych państw świata i Rosji, której tym razem nie zaproszono. Jednakże to, że nie zaproszono nie przeszkodziło Rosjanom na tym szczycie zaistnieć. Właśnie wtedy postanowili zintensyfikować rakietowy ostrzał Ukrainy, wysyłając zebranym tam przywódcą dwie bardzo ważne wiadomości. Pierwsza była taka, że informacje i pogłoski o pustkach w ich magazynach zbrojeniowych są bardzo przesadzone i mocno niedoszacowane. Druga informacja wynikała z tej pierwszej i zawierała pytanie (głównie do Stanów Zjednoczonych), czy (w związku z powyższym) na pewno będzie ich stać na dalszą pomoc dla Ukrainy?
Jednocześnie druga strona tej wojny, też uznała, że trwające spotkanie mocarstw, to jest idealna okazja dla niej, aby ugrać swoje. Tym sposobem miało być odpalenie rakiety w kierunku Polski, co uczynili mając nadzieję na wciągnięcie do wojny innych państw. No i nastała konsternacja. Długo, nawet bardzo długo myślano w Warszawie, co z tym fantem zrobić. W końcu przyjęto narrację, że Ukraińcom niechcący się wymsknęła rakieta. Myślę, że gdyby tak było rzeczywiście, to nie byłoby problemu, żeby przyjaciel zatelefonował do pałacu prezydenckiego W Warszawie z taką informacją. Przecież, tak często do siebie dzwonią. A nic takiego nie miało miejsca. Niektórzy nawet liczyli na jedno słowo – przepraszam! To nie jest dużo, ale skoro do tej pory takie słowo nie padło w odniesieniu do Wołynia, to czemu miało by paść teraz? Przypominam, że w wyniku wybuchu tej rakiety zgnięli ludzie, nasi ludzie!
Zamiast przeprosin, to otrzymaliśmy informację o nominacji wielbiciela Bandery na urząd wiceministra spraw zagranicznych Ukrainy. Wdzięczność w polityce nigdy nie istniała, a to powinno ostatecznie wszystkim otworzyć oczy, że obojętnie, jak skończy się ta wojna, to nie możemy liczyć na to, że na naszej wschodniej granicy będziemy mieli przyjaznego sąsiada. Ciągle jeszcze jest szansa na zmianę naszej polityki, chyba, że jak mówią niektórzy, to nie ludzie, a taśmy rządzą w kraju nad Wisłą. Bardzo bym nie chciał, żeby to była prawda.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz