Maski opadły na dno oceanów i żaden delfin, rekin, czy nawet żółw ich nie skonsumował. Gdyby było inaczej, to przez prawie trzy lata, jakiś zielony działacz już by o tym poinformował, a jest cisza. Stąd prosty wniosek, że wystarczy przerobić maseczki na reklamówki i jeden problem tego świata zniknie. Dworujemy sobie czasami z maseczek, a to tak naprawdę jest świetny wynalazek ostatnich lat, bo zamiast tak jak kiedyś przy chorobach żuchwy zawijać pacjenta bandażami, wystarczy zastosować opatrunek na maseczce i choroba przestanie być zauważalna.
Drugim stałym elementem pandemicznym jest szyba z pleksi, która tak wrosła w pejzaż wielu placówek, że stała się niewidzialna. Po co tam jeszcze wisi? Dla dora ludzkości. Naród nerwowy się zrobił i „pluje się” o byle co, a my niewzruszeni stoimy sobie za naszą pleksi i czekamy, aż klient zmięknie. To są przykłady na to, że każdą głupotę można przekuć na naszą korzyść.
Świat jest szalony i przyspiesza w tym szaleństwie, nawet wtedy, gdy leniwie piszę ten tekst. Okazało się, że te ruskie rakiety, cośmy wyłożyli bardzo duże pieniądze, żeby nie spadały, zaatakowały polski traktor. I co teraz? Wyłożymy jeszcze większe pieniądze?! Ale my ich już nie mamy. Zaczniemy bardziej nie kupować ruskiej ropy, węgla i gazu? Od samego początku nasi „przyjaciele” (w polityce przyjaciel, to bardzo dziwne określenie) zarówno zza oceanu, jak i zza wschodniej granicy starali się wmanewrować nas w tą wojnę, którą uparcie pięknoduchy nazywają naszą, a rząd w Warszawie, jakby tego nie widział i podkładał się coraz bardziej. No więc niech teraz naczelnik prezes staje na czele armii, a ja życzliwie będę trzymał za niego kciuki.
Pamiętajmy cały czas, że wszelki nasz wysiłek był po to, żeby rakiety na nas nie spadały. Po to były pieniądze, po to była nasza broń, po to było parę milionów nowych braci. Wielu w to święcie wierzyło i nikt (ja się nie liczę) nie pytał, a co będzie, gdy jednak spadną? W tej sytuacji nie zawracano sobie głowy tym, że może potrzebne byłby nam jakieś schrony dla ludności cywilnej, również tej napływowej. Została nam więc tylko pleksi, zza której będziemy obserwować, jak wielcy tego świata „ się plują”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz