środa, 30 marca 2022

Kto podziękuje Sousie?

 

     W życiu zdarzają się takie paradoksy, których nawet najwięksi mędrcy nie są w stanie przewidzieć. Coś, co staje się w danym momencie dramatem i tragedią, po czasie, niespodziewanie zamienia się w sukces. I tylko bardzo nieliczni, zadają sobie wtedy pytanie: A co by było, gdyby?

 

     Jedyne wydarzenie, jakie było w stanie ostatnio na chwilę przedrzeć się przez front polskich mediów, to awans piłkarzy na mistrzostwa świata w Katarze, które odbędą się pod koniec tego roku. To jest dobra wiadomość, bo jak wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, to o tej porze roku może być już duży problem z „chlebem”, więc chociaż igrzyska będziemy mieli. Chwała ci Panie, chociaż za to.

 

     A jak do tego doszło? Otóż! Na jesieni ubiegłego roku graliśmy ostatni mecz w grupie eliminacyjnej ze słabo w tym czasie spisującymi się Węgrami. Mieliśmy swój szczęśliwy stadion, gorącą publiczność i w zasadzie zwycięstwo w kieszeni, które dawało nam rozstawienie podczas losowania przeciwników i do tego jeszcze gwarantowany atut własnego boiska. Czyli luzik. Ale… Ówczesny trener Paulo Sousa postanowił wspólnie z naszym najlepszym piłkarzem (o czym nikt nie chce pamiętać), że Robert Lewandowski w tym meczu nie zagra. Było zdziwienie, ale w końcu co nam złego mogło się stać?! Jak to co? Przegraliśmy wygrany mecz. Atuty padły, tak samo jak inwektywy pod adresem trenera. Ten wkrótce strzelił focha i zniknął z dnia na dzień. Wylosowaliśmy Rosję i nasza pewność siebie już nie była taka pewna. I wtedy, niechcący pomocną dłoń wyciągnął do nas towarzysz Putin wjeżdżając na Ukrainę (to nasza jedyna korzyść z tej wojny). Po chwilowym zamieszaniu dostaliśmy prezent od losu, czyli walkower. Jeśli ktoś twierdzi, że to nie  miało znaczenia, to niech mi przypomni, kiedy w ostatnich dwudziestu latach wygraliśmy w ciągu paru dni, dwa mecze z trudnymi przeciwnikami. Ja niestety nie pamiętam. W tej sytuacji ważnym pytaniem jest: Kto podziękuje Sousie? To jego zasługa, bo każdy inny trener, mecz z Węgrami by wygrał i marzenie o grze na mistrzostwach świata, byłoby naszym marzeniem przez kolejne cztery lata.

 

Będziemy mieć, więc igrzyska. Nienormalne, jak wszystkie ostatnio, kiedy sport jest tak naprawdę przy okazji, bo liczy się przede wszystkim polityka, a jak polityka to i pieniądze. Dziwny to jest świat, kiedy rano idziesz kupić choinkę, a wieczorem oglądasz polskich piłkarzy w finale mistrzostw świata. To ostatnie mnie nie zdziwi.

wtorek, 22 marca 2022

Skąd się biorą ruskie onuce?

 

     No właśnie! Skąd się biorą ruskie onuce? I dlaczego jest ich coraz więcej? Czy może to, jak piszą nowocześni dziennikarze „pan Putin” ich finansuje? Cóż! Stać go na to, aby szastać tymi petroirosami, ale kto uwierzy w to, że mały Kowalski albo Nowak jest taki ważny i cenny? Wiadomo, że agentura tutaj była, jest i będzie, ale to inny rozmiar kapelusza. Dlaczego więc onuce się mnożą?

 

     Może dlatego, że idąc przez miasto wszędzie dookoła widać niezliczone ilości niebiesko-żółtych barw i próbujesz sobie przypomnieć, kiedy i z jakiej okazji widziałeś chociaż połowę biało-czerwonych? Myślisz wtedy, że pewnie już technika jest taka, iż teleportacja jest możliwa. Ale czemu akurat tam cię przeniosło? Dziwne.

 

    Może dlatego, że nie słyszałeś, aby któremuś z obecnych uchodźców nadano status uchodźcy właśnie, ale za to pesele nadają hurtem. A przecież Polska od lat przyjmuje uchodźców i nigdy do tej pory nie nadawano im peseli. Nigdy też w żadnym kraju nie uchwalano ustawy pod konkretnych ludzi. Przecież bardzo niedawno temu tysiące Białorusinów uciekło do Polski i nic wyjątkowego się nie działo. W jakim kraju udzielana pomoc ludziom uciekającym przed wojną równa się nadaniu takich samych praw, które posiada ludność tubylcza? Jesteśmy forpocztą, tylko czego?

 

     Może onuce rodzą się wtedy, gdy pewien wojewoda deklaruje, że to nie uchodźca powinien czekać na karetkę, a karetka na uchodźcę, a ty sobie przypominasz Polaków godzinami czekających w karetce na przyjęcie do szpitala i następne godziny na wynik testu covidowego. Do tego przeczytasz jeszcze wypowieź pewnego pana profesora, który stwierdza, że powinna zostać stworzona sieć szpitali, tylko dla obywateli Ukrainy. Można nie pamiętać dwustu tysięcy obywateli tego kraju, których nie ma właśnie dla tego, że zamknięto przed nimi szpitale. Można! Tylko mając tę wiedzę, jak sprawić, żeby nie kiełkowała w nas ruska onuca? No jak ?

 

     Można nie zwracać uwagi na młodych, zdrowych chłopców z Ukrainy, którzy bawią się paląc jointy i pijąc piwo. Niech się bawią, to ich czas. Ale dlaczego w takim razie Naczelnik Prezes koniecznie chce na ich miejsce wysłać naszych chłopaków. Czy oni nie mają prawa do takiej samej zabawy?

 

    A może onuce rodzą się wtedy, gdy najpopularniejszy prezydent na świecie mówi, o tym że Ukraińcy nigdy, nikogo nie zaatakowali i świat mu wierzy. A ty myślisz sobie wtedy, jakie te polskie kobiety i dzieci w 1943 roku były  dziwne, żeby tak zwyczajnie odrąbywać sobie siekierami głowy i kończyny. Cóż! Jesteśmy przyzwyczajeni do pokorności. Jednak wielkie to musiało być zdziwienie żydów, kiedy dowiedzieli się w Knesecie, jak dzielnie Ukraińcy ratowali żydów w czasie II Wojny Światowej. Osobiście próbowałem sobie przypomnieć tych obrońców i chyba najsłynniejszym z nich był  Iwan Demianiuk. Czemu jednak popularny prezydent nie poszedł tym torem w Bundestagu, to nie wiem. A przecież mógł się powołać na wspólne z Niemcami historię budowania lepszego świata przy pomocy SS Galizien, ze szczególnie ważną kartą w Powstaniu Warszawskim. Dziwny brak konsekwencji.

 

     To wszystko i jeszcze więcej jest znane i powinno być znane. Jednakże ci odporni na gen onucy, mają jeden koronny argument: „Zazdrościsz?! A jakby tobie tak zbombardowano dom i musiałbyś uciekać do innego kraju” No właśnie! Chciałbym się od nich dowiedzieć: W którym kraju otrzymałbym natychmiast wszystkie  prawa, które posiadają tubylcy? Czy byłyby to Czechy, Słowacja, czy może Niemcy? Odpowiedź jest ważna, żeby onuce nie rozmnażały się tak, jak drożdże.

 

     Na koniec jedna drobna uwaga: W Ukrainę to wjechał Putin. My natomiast możemy pojechać na Ukrainę, tak samo, jak na Łotwę, czy na Węgry.

czwartek, 10 marca 2022

Amatorska myśl filozoficzna

 

     Czasami, jak człowiek usiądzie, to wpada mu do głowy myśl. Amatorska myśl filozoficzna, którą próbuje ubrać w słowa. Czy ma to sens? Odpowiedź na to pytanie, to już byłaby druga myśl, a przecież miało być o tej pierwotnej.

 

     Jest wojna, o której wszyscy mówią i nią w ten, czy inny sposób żyją. Zaczęła się dwudziestego czwartego lutego, ale czy na pewno wtedy? Moim zdaniem to było znacznie wcześnia. Może na przełomie sierpnia i wrześnie, gdy naszą granicę szturmowało tysiące inżynierów i doktorów z Azji i Afryki. A może wtedy, gdy wizjonerzy geopolityki wcisnęli niejakiego Baćkę Łukaszenkę w objęcia Putina. Nie była to jego miłość, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. Po czasie można mieć już pewność, gdzie ten wojenny plan powstał. Gdyby się udał, to mielibyśmy niezły chaos (nie licząc pandemii) i nowy bałagan (do starego już wszyscy przywykli). Nie byłoby już dzisiaj, ani takiego entuzjazmu, ani miejsca i pieniędzy, aby przyjąć miliony ludzi z Ukrainy. Plan  więc się nie udał. Jednakże jedna rzecz wyszła bardzo dobrze. To zaaktywizowanie naszej kochanej, rodzimej piątej kolumny, która niczym nie zrażona pięknie działa na szkodę tego kraju na każdym polu, gdzie się pojawi. A podobno mamy słynne ABW, które w takiej sytuacji powinno mieć niezłą pożywkę, jednakże nie wiem dlaczego? Nie przejawia apetytu. Przynajmniej nic o tym nie słyszałem.

 

     Powoli można próbować wyciągać wnioski z tej wojny. Pierwszy, jaki się nasuwa to taki, że druga armia świata najlepiej się prezentuje na defiladzie na placu Czerwonym. W zasadzie dla kolejnej wielkiej armii świata nadarza się okazja, żeby dobić odwiecznego przeciwnika. Jednakże tak się nigdy nie stanie, gdyż oni do istnienia potrzebują siebie nawzajem. To dokładnie tak, jak na naszym podwórku PiS i PO. Skorzystają oczywiście Chiny, które Rosję będą mogli sobie dorzucić do swojego grubego już portfela. Co będzie potem? Jeśli nie pojawi się nowy Mao, to może nic bardzo strasznego, ale… I te „ale” trzeba mieć zawsze w pamięci.

 

     Na tak zwanym zachodzie, jak zwykle po buńczucznych apelach wszyscy zagrają na przeczekanie. Anglicy będą nas ochoczo zachęcać do działania stojąc bezpiecznie za naszymi plecami. We Francji po wyborach pojawi się „nowy rząd Vichy” z nowym Marszałkiem Petin i dalej standardowo. Niemcy się w ogóle nie przejmą, bo mają duże doświadczenie w wygrywaniu nawet przegranych wojen. A my? Kocham ten kraj, więc z nadzieją, że nie zawsze historia musi się powtarzać… zmilczę.

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...