wtorek, 25 listopada 2025

Wojna, pokój i przedpokój

 

Wojna nie jest wieczna, każda musi się kiedyś skończyć. Zakończenia bywają różne. Jeśli któraś ze stron nie uzna swojej porażki i nie wywiesi białej flagi, to następują rokowania, które mają określić warunki pokoju. W tych rozmowach zwykle udział biorą strony konfliktu, a warunki dyktuje ten, kto aktualnie wygrywa.


Nie powinien więc budzić zdziwienia fakt, iż to Stany Zjednoczone negocjują warunki pokoju z Rosją, w sprawie wojny, którą toczą na terytorium Ukrainy. Właśnie powstał kolejny plan na zakończenie tego konfliktu. I niezależnie, czy ten plan doprowadzi do jakiegoś rozwiązania, czy nie, to jak zawsze w takich razach bywa, natychmiast ożywia się europejska koalicja chętnych podżegaczy wojennych. Jak to tak zawrzeć pokój? Tak bez nas? To nie do pomyślenia! Musimy coś zrobić, aby walka trwała do ostatniego żywego Ukraińca na froncie. Przecież wojna, to wielkie pieniądze z pożyczek, funduszy i wielu innych źródeł, które przechodzą przez te europejskie ręce, na które nikt nie patrzy. Tej dobroczynności nie można ot tak porzucić i zwyczajnie zakończyć, bo jeszcze ktoś wpadłby na pomysł, aby przeprowadzić audyt.


Dla nas sytuacja jest o tyle ciekawa, że mamy już ostateczny dowód na to, że naszego premiera w Europie, nikt nie ogra. To jest niepodważalny fakt, a nie ogra go dla tego, że nikt go do tej gry nie zaprosi. Cóż! Kolejny mitoman zmierzył się z rzeczywistością, byłoby to nawet zabawne, gdyby nie to, że tak naprawdę to lekceważeni jesteśmy my wszyscy i to nie on, a właśnie my będziemy za to płacić. Kolejny rachunek, ale co tam, ważne żebyśmy stali po stronie Ukrainy, bez żadnego „ale”, jak ogłosił premier w swoim piątym przykazaniu dla nas. I nie ma znaczenia, czy oni znowu nam coś podpalą, albo wysadzą. Mamy ich kochać i nie marudzić. Najwyżej w odwecie minister Sikorski zamknie kolejny konsulat rosyjski, a nie czekaj… Nie mamy już rosyjskich konsulatów. Ctam wymyśli, aby zabolało naszego odwiecznego wroga.


Przy okazji, to ciekawe, czy kiedykolwiek do świadomości przebije się fakt, że my na wschodzie mamy tak naprawdę dwóch wrogów. Rosji nigdy nie pokonamy, nie ma na to żadnych szans, ale Ukrainę…


Podsumowując to aktualnie jeszcze jest czas wojny, pokój już czeka za progiem, a my? My czekamy, aż wpuszczą nas do przedpokoju. Oczywiście z walizką pieniędzy, bo ktoś za to wszystko musi zapłacić.

niedziela, 16 listopada 2025

Jak płynie pieniądz na Ukrainie?

 

Zacznijmy od małej historii. Wczesne lata osiemdziesiąte, jeszcze PRL. Czasy siermiężne i odległe. Permanentny niedostatek, którego posiadane pieniądze nie rozwiązywały, bo nie pieniądze były wtedy prawdziwą walutą. Taką realną walutą był alkohol, pośród którego spirytus mienił się niczym dolar amerykański.


Byłem wtedy młody i zatrudniłem się w charakterze wesołego sanitariusza. Szpital, w którym pracowałem posiadał aptekę, która pracowała na jego potrzeby. Odbywało się to tak, że oddziałowa spisywała zaopatrzenie na potrzebne medykamenty, w tym co ważne dla tej opowieści, na spirytus. To zapotrzebowanie zanosiło się do tej apteki, gdzie w miarę możliwości realizowano takie zapotrzebowanie.


Odbiór następował w wiklinowym koszyku (jakoś bieda nie kochała plastiku). Po drodze z tej apteki znajdowała się szatnia pracownicza, gdzie był pierwszy postój tego spirytusu, z którego odlewało się odrobinkę i dolewało wody. Następnie koszyk otrzymywała gospodarcza, która również odlewała z butelki troszeczkę i ubytek uzupełniała wodą. Kolejnym przystankiem była oddziałowa, która wykonywała taką samą, uprzednio opisaną czynność. Ten korowód kończył się w dyżurce pielęgniarek, dokładnie w ten sam sposób. Tutaj zadanie dla matematyków: ile procent miał spirytus na waciku, którym była dezynfekowana skóra pacjenta?


Powróćmy teraz do współczesności, a dokładnie na Ukrainę, gdzie płyną nieustające miliardy pieniędzy w różnej walucie. Droga tych pieniędzy to współczesna wersja powyższej historii. Zamiast opisywanych postaci, wystarczy sobie wstawić dowolną ukraińską instytucję począwszy od urzędu celnego, aż po gabinet prezydenta, lub odwrotnie, w zależności w którą stronę płyną darowane pieniądze. Niezależnie jednak od kierunku przepływu, to na froncie na „wacikachtrudno szukać spirytusu.


W PRL-u ten problem postanowiono rozwiązać poprzez wprowadzenie metalowych pojemników, które plombowano w aptece. Była to znacząca zmiana, bo likwidowała dwóch pierwszych „pośredników, co znacząco zwiększało zawartość spirytusu na waciku.


Natomiast dzisiejsza Ukraina, ani myśli o „plombowanych pojemnikach”. Czasami tylko udaje się kogoś przekonać, że już wystarczy, że już czas udać się na delegację do… Izraela.


Po każdej takiej akcji, a szczególnie po tych głośnych i medialnych, zwykli ludzie, a także rządy różnych krajów zastanawiają się, nad dalszą pomocą dla tego kraju. Cóż! Myślę, że należy to robić, bo na miejsce tych „w delegacji” przychodzą nowi, którzy ich zastępują. Oni przecież wciąż mają tylko swoje małe mieszkanka ze zwykłym ceramicznym kibelkiem. A czy oni są od tamtych gorsi? Czy naprawdę nie zasługują na złoty kibel?

wtorek, 11 listopada 2025

A gdyby Polska zginęła?

 

Pięknie śpiewamy hymn Polski, szczególnie dzisiaj. Jednakże czy ktoś zwrócił uwagę na warunkowość słowa rozpoczynającego tę pieśń? Jeszcze Polska nie zginęła... A gdyby Polska zginęła?


Z pozoru bardzo niedorzeczna myśl i oby taką pozostała. Pojawiają się jednak znaki, które przynajmniej powinny wzbudzić niepokój, bo jeśli w otoczeniu rządowym, a także w nim samym mamy wciąż rosnącą piątą kolumnę, która od święta potrafi zaśpiewać: Jeszcze Polska nie zginęła, ale na co dzień towarzyszą im zupełnie inne pieśni. Do tego możemy doliczyć tych wszystkich, co to przede wszystkim czują się Europejczykami, a Polska jest jakby przy okazji. Ich jeszcze nie jest większość, ale są głośni i wpływowi, więc bez problemu mogą zasiewać nienawiść do naszego kraju.


Coraz częściej więc słychać nawoływania, abyśmy się obudzili. Tylko czy zechcemy się obudzić? Nie chodzi tutaj o wywoływaniu rewolucji, czy wojny domowej, na początek wystarczy wyeliminować z życia publicznego, tych wszystkich, którzy lekką ręką potrafią głosować przeciwko… napisałbym swojej ojczyźnie, ale nie mam pewności, że to na pewno jest ich ojczyzna. Do tego dochodzą donosy do biurokratów w Brukseli. Ci ludzie nie ukrywają się, wręcz przeciwnie, błyszczą na firmamencie polityki i są dumni ze swoich dokonań. Wystarczy więc, przy najbliższej okazji, powiedzieć im dziękuję.


To jest ważny krok, ku temu, byśmy nie zostali tylko z biało-czerwoną flagą i od święta śpiewanym hymnem, kiedy na co dzień w kraju nad Wisłą język ojczysty nie będzie tym, który dominuje. Tak już się zdarza, że w autobusie, tramwaju, czy sklepie, coraz częściej jestem mniejszością. To gdzie i kiedy, mogę i powinienem być większością? Dobrze jest mieć dzień niepodległości, ale jeszcze lepiej, jest mieć 365 takich dni każdego roku. I o to w tym wszystkim chodzi.

wtorek, 4 listopada 2025

Każdy ma swoją działkę

 

Pewien minister, któremu kończyło się urzędowanie, obudził się rano i pomyślał sobie, dobrze by było zrobić jakiś dobry uczynek. Co by to mogło być? A może sprzedam działkę po okazyjnej cenie? Jak pomyślał, tak zrobił. Przyszło mu to bardzo lekko, gdyż działka nie była jego.


W tym samym czasie polski biznesmen pomyślał, że dobrze by było kupić sobie taką fajną działkę, więc kupił. Wiedział, że ten zakup nie jest od posiadacza działki, a od ministra, a ci się przecież zmieniają i różnie może być potem, dlatego będąc rozsądnym zainwestował również w kampanię potencjalnego następcy, co też zrobił.


Mijały lata, nic się nie działo, aż pewien dziennikarz budząc się rano pomyślał, że dobrze byłoby zrobić dobry uczynek i napisać coś dla ludzi. Może jakiś artykuł o tym, jak działają ci najlepsi, wybrani spośród nas. Pisanie przecież to jest jego działka, więc działka to był idealny temat.


Artykuł się na tyle udał, że natychmiast podchwyciły go prorządowe media, uderzając z grubej rury, jakie to wielkie złodziejstwo działo się za poprzedniej władzy. O biznesmenie żerującym na pazerności tych najlepszych z nas nikt nie pisał, bo przecież w swojej pazerności dzielił się też z nami.


Radość trwała krótko, gdyż szybko się zorientowano, że ta sprawa jest sprzed lat, więc pojawiły się uzasadnione pytania o to, dlaczego to dziennikarz ujawnił, a nie te wszystkie służby, które codziennie tak dzielnie tropią, aby wielki boss mógł rozliczać.


To przykre, gdy nam się wydaje, że o to już wygrywamy, a tu następuje nagle kontra i trzeba chować uszy po sobie i robić dobrą minę do złej gry. Tym sposobem nastąpiła zmiana akcentu i tradycyjny spór zastępczy, który jednak idealnie rozmywa istotę sprawy. Teraz spierają się o to, czy można zrobić drugi dobry uczynek dla ludzi i tą działkę odkupić. Wszystko wskazuje na to, że tak. A kiedy tak się stanie, to pojawi się szansa dla nas, na udział w tej działce. Otóż! Będziemy mogli się zrzucić na podatek od wzbogacenia, jak to przy każdej transakcji kupna-sprzedaży.


I tak oto dobro rozlewa się na każdego obywatela tego kraju. Jest naprawdę dobrze. Tak trzymać! Niech każdy z nas ma swoją działkę i nie chodzi mi o tą w Urzędzie Skarbowym.

A jednak piąta kolumna

  Od dawna wielu, niewielu mówiło o pi ą tej kolumnie w polskim rządzie i nie tylko w rządzie. Temat ten był bardzo poboczny i zdecydow...