Pięknie śpiewamy hymn Polski, szczególnie dzisiaj. Jednakże czy ktoś zwrócił uwagę na warunkowość słowa rozpoczynającego tę pieśń? Jeszcze Polska nie zginęła... A gdyby Polska zginęła?
Z pozoru bardzo niedorzeczna myśl i oby taką pozostała. Pojawiają się jednak znaki, które przynajmniej powinny wzbudzić niepokój, bo jeśli w otoczeniu rządowym, a także w nim samym mamy wciąż rosnącą piątą kolumnę, która od święta potrafi zaśpiewać: Jeszcze Polska nie zginęła, ale na co dzień towarzyszą im zupełnie inne pieśni. Do tego możemy doliczyć tych wszystkich, co to przede wszystkim czują się Europejczykami, a Polska jest jakby przy okazji. Ich jeszcze nie jest większość, ale są głośni i wpływowi, więc bez problemu mogą zasiewać nienawiść do naszego kraju.
Coraz częściej więc słychać nawoływania, abyśmy się obudzili. Tylko czy zechcemy się obudzić? Nie chodzi tutaj o wywoływaniu rewolucji, czy wojny domowej, na początek wystarczy wyeliminować z życia publicznego, tych wszystkich, którzy lekką ręką potrafią głosować przeciwko… napisałbym swojej ojczyźnie, ale nie mam pewności, że to na pewno jest ich ojczyzna. Do tego dochodzą donosy do biurokratów w Brukseli. Ci ludzie nie ukrywają się, wręcz przeciwnie, błyszczą na firmamencie polityki i są dumni ze swoich dokonań. Wystarczy więc, przy najbliższej okazji, powiedzieć im dziękuję.
To jest ważny krok, ku temu, byśmy nie zostali tylko z biało-czerwoną flagą i od święta śpiewanym hymnem, kiedy na co dzień w kraju nad Wisłą język ojczysty nie będzie tym, który dominuje. Tak już się zdarza, że w autobusie, tramwaju, czy sklepie, coraz częściej jestem mniejszością. To gdzie i kiedy, mogę i powinienem być większością? Dobrze jest mieć dzień niepodległości, ale jeszcze lepiej, jest mieć 365 takich dni każdego roku. I o to w tym wszystkim chodzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz