To już w zasadzie rok rządów uśmiechniętej koalicji. Jest to dobry czas, aby ocenić ten uśmiech, który był przecież taki piękny, szeroki i bardzo europejski. Mówiąc po chłopsku, cała gęba im się śmiała. Życie jednak lubi płatać figle, szczególnie tym, którzy posiadają w sobie duże pokłady naiwności.
Spójrzmy więc na te dzisiejsze lica. Taki na przykład Władek dwojga nazwisk już dawno przestał się uśmiechać, bo i z czego miałby się śmiać. Został żyrantem wszystkich anty rozwojowych, a co za tym idzie antypolskich decyzji rządu. Całkowita degrengolada wizerunku doszła u niego do tego stopnia, że nawet zagłosował za tak zwaną piątką dla zwierząt 2.0, przeciwko której bardzo głośno i stanowczo protestował za czasów PiS-u. Miała być wielka wyprawa na szczyt, a kończy się spacerem na margines.
Z kolei rotacyjny marszałek, który tak ochoczo i z uśmiechem rozpoczynał swoją misję sejmu bez barier i dla ludu, systematycznie traci ten entuzjazm. Wykonał nieświadomie czarną robotę i teraz się dziwi, że już przyszła kolej na niego, a kolejkę tę zapewniło mu CBA. Podobno, nie tak się umawiali w koalicji. Widocznie nie miał świadomości, z kim tak naprawdę się umawia. Przykra sprawa. W marzeniach miał być Pałac Prezydencki, a może być zupełnie inny, zdecydowanie nieprestiżowy.
Natomiast trzeci z nich, czyli Włodek też już nie jest uśmiechnięty. Widząc co się dzieje, od pewnego czasu siedzi cicho i się nie wychyla. Ciągle jeszcze ma nadzieję na obiecaną rotację. Jednakże i jemu należy przypomnieć, czy wie, z kim się umawiał?
A nasze polskie „Hollywood”, które dzielnie i czynnie w mediach i na manifestacjach wspierało uśmiechniętą koalicję. Ci, którzy sami ogłosili się elitą narodu i jego inteligencją. Też zdążyli się zorientować, że inteligencji nie starczyło jednak, aby przewidzieć swoją przyszłość. Niewiele czasu minęło, a już zdążyli się spotkać na proteście przeciwko swoim faworytom, którzy (no niemożliwe) nie dotrzymali im danego słowa w sprawie tantiem. Tylko pogratulować!
Systematycznie każdy dostaje, co mu się należy. Takiej na przykład towarzyszce Holland, szybko mina zrzedła, kiedy się okazało, że ulubiony Donald, nie podziela jej filmowej wersji zdarzeń na granicy. No szok prawdziwy. Niejaka Janda też zdziwiona, że do jej teatru nikt nie zagląda i przykro to stwierdzić, że za poprzedniej, tak znienawidzonej władzy dostawała kasę, a ta kochana nic nie daje. Chyba będzie musiała odmrozić ten chleb, który zamroziła w czasie ciężkiego życia za czasów tych ośmiu gwiazdek, które tak się podobały. A ostatnio pan rysownik Mleczko, ten co za PRL-u robił za wentyl bezpieczeństwa, a po transformacji ustrojowej oczywiście dołączył do tej już wspomnianej inteligencji, nagle się zorientował, iż ci światli, postępowi i tolerancyjni ludzie w „Polityce” zaczęli cenzurować, jego rysunki. No kto by się tego spodziewał?!
Może ci co pamiętają czasy, kiedy powstawała Platforma Obywatelska. Było takich trzech tenorów, z których bardzo szybko pozostał jeden. Ten jeden, co nieprzerwanie śpiewa. I czy to sprawa nagłośnienia, czy też innych okoliczności, ale najlepiej jest odbierany w Berlinie. Który to już raz w naszej historii „mężowie stanu” i nasza „elita” nie jest w stanie przewidzieć tego, co dla „prostaczków”, zawsze było oczywiste?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz