Niestety, ale znamy już wynik wyborów prezydenckich w 2025 roku. Mimo, że jeszcze nawet nie ogłoszono ich terminu i nie zaczęła się oficjalna kampania prezydencka, to wiemy na pewno, że niezależnie od nazwiska, będzie to kolejna osoba w pałacu, z której trudno będzie być dumnym. Na ten „sukces” jesteśmy skazani, chociaż tak bardzo bym chciał się mylić.
Kandydatów już jest wielu, a będzie jeszcze więcej, lecz niestety moi rodacy specjalizują się w oddawaniu swojego głosu zawsze na takich ludzi, którzy sprawiają, że życie staje się coraz mniej romantyczne. Taki narodowy masochizm. Tym to sposobem znowu będzie wybór między mniejszym, a większym złem, a przecież niezależnie od rozmiaru, to zło jest złem i nic tego nie zmieni. W tym wyborze, tradycyjnie z wielkim przekonaniem, utwierdzą nas funkcjonariusze oddelegowani na odcinek dziennikarza, więc jak oni powiedzą, że liczy się tylko dwóch, to dwóch się będzie liczyć.
A tych dwóch, żeby było ciekawie, wskazało innych dwóch, stwarzając jednak wrażenie decyzji kolektywnej. W ten sposób odpowiedzialność za decyzję została rozmyta. W jednym wypadku były to prawybory, których wynik znany był od początku, a w drugim, jakieś rzekomo wielkie badania, których efekt też był przewidywalny.
No to mamy wybór pomiędzy pupilem globalistów, zwolennikiem wszelkich ładów, wprowadzających nieład do naszego życia. Tym, którego uwiera krzyż, jednakże z entuzjazmem zapalającego menorę i oczywiście wyrażającego miłość do Ukrainy. Ten drugi z kolei jest wielkim entuzjastą Ukrainy, kwestionującym ilość polskich ofiar na Wołyniu i przypisującym Polakom winę za Jedwabne.
Super wybór, z niecierpliwością już przebieram nogami, aby go dokonać. Co znamienne żaden z kandydatów nie ma nic do powiedzenia na temat gospodarki i nie deklaruje, że będzie nas próbował bronić przed coraz większym fiskalizmem rządu. Tym sposobem nasz los wydaje się być już przesądzony. Pozostaje tylko liczyć na cud, jeśli takowy może się wydarzyć w coraz bardziej niewiernym narodzie. Cóż! Nigdy nie miałem swojego prezydenta, więc można się do tego przyzwyczaić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz