Bycie politykiem w Polsce nie jest trudne. Nie musisz wymyślać żadnych programów politycznych, wystarczy, że wiesz kogo należy odsunąć od władzy i gotowe. Tak też wydaje się, było w niedzielę. Nie napiszę na pewno, bo może jeszcze tak być, iż Władek, zwany tygryskiem, okaże się prawdziwym tygrysem i dogada się z naczelnikiem prezesem. Mimo tego faktu, dalej będzie spełniony warunek odsunięcia władzy, ale już nie na taką odległość, na jaką wszyscy liczyli.
Gdyby jednak tygrysek, nie dorósł jeszcze do roli tygrysa (z pragmatycznego spojrzenia, to błąd), będziemy mieli najbardziej wesoły rząd za mojego życia. I to jest dowód na to, że nie trzeba odwiedzać dalekich miejsc, aby oglądać rzeczy, jakie jeszcze żadne oczy nie widziały.
Jeszcze nie minął tydzień od wyborów, a już mogliśmy się dowiedzieć, że obietnice wyborcze, to taka odwrotna przenośnia, czyli nie przenoszą się na rzeczywiste działania. Niektórzy ze zdziwieniem to dopiero odkrywają. Cóż! Skoro tego nie wiedzieli, to po jaką cholerę tworzyli kolejki przy urnach? Bo co? Taka moda się wytworzyła?! No to byli modni przez jeden dzień, a teraz przez następne miesiące będą płacić za bilet na ten wstęp. Oczywiście optymistycznie założyłem, że wszystkim tym kolejkowiczom uda się zauważyć związek przyczynowo-skutkowy. Nieświadomi żyją dłużej, w tym przypadku – niestety.
Zapowiada się niezły kabaret, za który trzeba będzie niemało zapłacić, ale dobra rozrywka nigdy nie była tania. W końcu poprzednia ekipa, za nasze, nieźle się bawiła, więc pieniądze nie były całkiem zmarnowane. Warto będzie tych wiecowych stand uperów słuchać, gdy będą ostro przepytywani, przez niezależne media. Moja wyobraźnia sprawia, że to ostatnie zdanie bardzo mnie bawi.
Podsumowując ostatecznie te wybory, stwierdzam, że to była fantastyczna impreza. Nie wiem, czy gdziekolwiek, tak poważnie podchodzą do tego aktu demokracji. No bo tak: cisza wyborcza była do godziny dwudziestej pierwszej. O tej godzinie publikatory podały sondażowe wyniki wyborów, a ludzie sobie głosowali do trzeciej nad ranem, następnego dnia. Nawet znienawidzony Putin nie wpadł na pomysł, że tak można. Gdyby on wiedział, że tak jest ok, to żaden europejski obserwator wyborów, nie mógłby mu zarzucić fałszerstwa. Możemy być dumni, bo to kolejny polski wkład do rozwoju światowej demokracji. I tylko żal mi, że totolotek nie ma takiego samego regulaminu, gdybyż taki posiadał, to czekałbym na losowanie o dwudziestej drugiej, aby potem wybrać się na krótki spacer po gwarantowane dwa miliony, a do urny, w tej sytuacji, to jedynie mógłby mnie zaciągnąć zakład pogrzebowy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz