Po całkowitym fiasku tak zwanych stu konkretów, które sprawiło, że zaczęto traktować premiera, jako zwykłego bajarza, pojawiła się konieczność zdecydowanej poprawy jego wizerunku. Postanowiono powrócić do roli zdecydowanego i bezkompromisowego przywódcy. I tutaj, jak dar losu, nadpłynęła wielka woda. Odtąd całymi dniami można było oglądać najdzielniejszego z dzielnych, co to porzucił garnitur i elegancki wygląd, aby z troską wyjść do ludzi mówiąc im, że oto jest i czuwa nad wszystkim. Przekaz ten wzmacniały przekazywane na żywo transmisje z posiedzeń sztabu kryzysowego, gdzie wydawał polecenia i nierzadko łajał uczestników sztabu, niczym uczniaków.
Ciemny lud zdziwiony na to patrzył, bo jakoś mu się kojarzyło, że gdzieś to już widział. To samo skojarzenie miał również pewien dziennikarz, notabene jeden z największych akolitów tego rządu, który ten sposób rządzenia przyrównał do Putina. Cóż! Nieświadomy wystawił się na strzał, więc już nazajutrz został wyzwany od pisowców (to ciągle jest obelga). Ja będąc ostrożny, a może bardziej spostrzegawczy, widziałbym raczej Baćkę Łukaszenkę mobilizującego ludzi przed wykopkami. To zdecydowanie jest ten poziom.
Woda ma to do siebie, że płynie, więc nie da się na tym grać bez końca. Co prawda można by jeszcze pojechać i z troską na gruzach tego co zostało, w świetle kamer, złożyć parę wielkich obietnic. Jednakże zawsze wtedy byłaby obawa, że ludzie, którzy stracili dobytek i nie mają już nic do straceni, mogliby być zbyt szczerzy w takiej rozmowie.
Powrócono więc do bezpiecznego garnituru i kreowania nowego dramatu, który może utrwalić wielkość premiera. Alkohol w tubkach! No to jest coś co zelektryzowało władzę, problem na miarę prawie 40 milionowego kraju. Dobrze, że akurat nie było w tym czasie większych problemów, więc zwołano posiedzenie, na którym na „poważnie” zajęto się alkoholem w tubce. Słowa oburzenia, mieszały się ze słowami potępienia. Waleczny Donald nawet wyrzucił z posiedzenia ministra Cześka, żeby natychmiast zajął się tym problemem. Oczywiście nikt nie pamiętał, że wino już od dawna sprzedaje się w podobnych opakowaniach, a także w kartonach, które dzieci mogą pomylić z sokiem. Ważne, żeby wódki nie było w tubkach. Trzeba przecież walczyć z alkoholizmem. Można by oczywiście zacząć tę walkę od swoich szeregów, można by zlikwidować alkohol w restauracji sejmowej, ale przecież to nie chodzi o ich, a o nasze „szczęście”.
Niestety producent tego trunku w tubce, sam się z niego wycofał, chociaż wszystko było legalne i zgodne z przepisami. Pewnie zrobił to, aby uniknąć wszelkich możliwych kontroli w firmie. Myślę, że jednak się pomylił, bo kontrole niechybnie nadejdą. Po takiej akcji musi nastąpić przekaz o zdecydowanym działaniu naszego wybawiciela.
Obawiam się, że to nie były ostatnie akcje, które mają ukazać jedynego bohatera, wybawcę i męża opatrznościowego. Póki towar się sprzedaje, to nie zdejmujemy go z półki. Tutaj pytanie moje jest jedno: ile potrzeba jeszcze czasu, żeby ten premier, a może następny, zaczął tym krajem naprawdę rządzić? Bo póki co to gospodarka leży, a świat nam odpływa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz